Przy drodze między Makową a Arłamowem od 28 kwietnia br. ekolodzy z Inicjatywy Dzikie Karpaty blokują dostęp do zrywki drewna. Wielokrotnie interweniowała policja i straż leśna.
Od niemal pół roku trawa blokada zrywki drewna przy drodze między Makową a Arłamowem. Aktywistki i aktywiści z Inicjatywy Dzikie Karpaty zdecydowali się na taką formę protestu, ponieważ wcześniejsze próby przekonania władz lokalnych co do słuszności powołania pierwszego od 20 lat parku narodowego w Polsce nie przyniosły rezultatu.
Rady gminy Fredropol i gminy Bircza jednogłośnie sprzeciwiły się powołaniu na swoim terenie kolejnego obszaru chronionego. Ich koronnym argumentem była[paywall] i jest obawa o utratę miejsc pracy lokalnej społeczności.
Od kwietnia tego roku na ternie blokady interweniowała kilka razy policja wzywana przez Nadleśnictwo Bircza. Miejsce blokady monitorowane jest regularnie przez straż leśną i Straż Graniczną. W tym czasie doszło do kilku niebezpiecznych sytuacji. Między innymi podczas próby wjechania przez jednego z pracowników Zakładu Usług Leśnych na teren zrywki. Uszkodzony został namiot ekologów. Musiała interweniować policja.
W połowie września i na początku października doszło do kolejnych działań policji i Straży Leśnej. Ekolodzy sprowadzili barakowóz jako „dom” na zimę. Leśnicy – zdaniem ekologów – chcąc zablokować dojazd barakowozu, zamierzali wysypać żwir na plac blokady. Doszło do nerwowej wymiany zdań. Ekolodzy kładli się pod ciężarówkę.
Leśnicy odpuścili. Kierowca odstąpił od wysypania kruszywa. Wskutek podjętych czynności przez policję i straż leśną barakowóz nie stanął w miejscu blokady, tylko w zatoczce drogi powiatowej, koło przystanku w Makowej. – Ktoś w barakowozie przebił opony, ale nie odpuścimy. Jeżeli nie będziemy mogli spać w suchym, ciepłym, bezpiecznym miejscu, to pozostaniemy na zimę na platformach i w namiotach. Nasz pokojowy protest trwa już piąty miesiąc i pewnie jeszcze trochę musimy poczekać na powołanie pierwszego od 20 lat Parku Narodowego – informuje Łukasz Synowiecki, jeden z uczestników blokady.
Nadleśniczy Nadleśnictwa Bircza Zbigniew Kopczak: – Ekolodzy chcieli ustawić barakowóz, czyli budowlę na kołach na terenie leśnym bez żadnej umowy. Bez zgody nie można barakowozów ustawiać na gruncie leśnym. Trzeci tydzień stoi on w pasie drogowym, co zagraża bezpieczeństwu publicznemu. Już mamy sygnały od kierowców jeżdżących w tamtych okolicach. Ekolodzy zamierzali postawić barakowóz na terenie swojego obozowiska, co stwarza zagrożenie, między innymi pożarowe.
Jeżeli chodzi o wywrotkę ze żwirem. Absolutnie nie chodziło nam o usunięcie w ten sposób ekologów. Mieliśmy zaplanowane wyrównanie szlaku zrywkowego. Tego kruszywa było niewiele. Pięć kubików, tyle aby zrobić sączki odprowadzające wodę. Tak robimy zawsze po zakończeniu robót leśnych.
A oni nie dali nam wysypać tego żwiru. I nie wpuszczają żadnego sprzętu. Mówiłem już wielokrotnie, spełnienie żądań Inicjatywy Dzikie Karpaty nie leży w moich kompetencjach. Ponadto jest nierealne. Zgodnie z operatem urządzeniowym nakreślonym przez ministra środowiska ja nie mogę wstrzymać gospodarki leśnej. Ten operat precyzyjnie określa pracę nadleśnictwa na dziesięć lat – komentuje nadleśniczy Z. Kopczak.
Na pytanie, co dalej i jak długo ten pat między ekologami a nadleśnictwem Bircza będzie trwać, nadleśniczy powtarza swoje stanowisko: – Nie wiem. Ekolodzy przebywają na terenie nadleśnictwa bez pozwolenia, więc bezprawnie. Od egzekwowania prawa są odpowiednie służby. Ja działam w interesie Skarbu Państwa.
To nie jest mój prywatny folwark. Wykonuję czynności służbowe. W oparciu o Ustawę o Lasach Państwowych, ochrony przyrody i operat urządzeniowy. Chciałbym, aby nadleśnictwo mogło normalnie pracować – dodaje nadleśniczy.
Trzy osoby pikietujące dostały wyroki nakazowe za wieszanie banerów w miejscach niedozwolonych. Dwie z nich odwołały się i czekają na sprawy w sądzie. Jedna nie zdążyła z odwołaniem i zapłaciła 500 zł mandatu. Dwoje ukaranych ekologów twierdzi, że banerów nie wieszali. Nie widać końca pikiety Inicjatywy Dzikie Karpaty ani pomysłu władz lokalnych, Nadleśnictwa Bircza i decydentów na szczeblu rządowym, jak problem rozwiązać.
Czytaj także --> – Nie jesteśmy darmozjadami, nikt nas nie opłaca – mówi jeden z aktywistów Inicjatywy Dzikie Karpaty
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze