Reklama

Miało być 32, będzie 29, a mogło być nawet 48 zł. Śmieciowe szaleństwo w Jarosławiu

09/09/2021 16:30

Zgodnie z naszymi zapowiedziami z zeszłego tygodnia 6 września rada miasta ustalała nowe stawki za odbiór śmieci na ostatni kwartał br. Tak jak podejrzewaliśmy, doszło do złagodzenia skali pierwotnych założeń – jarosławianie za śmieci zapłacą nie 32, lecz 29 zł od osoby. Dyskusja nad uchwałą trwała prawie trzy godziny, a temat doprowadził do politycznego przesilenia – obóz Waldemara Palucha stracił komfortową większość w radzie.

To od początku miała być sesja rady miasta o podwyższonej temperaturze. I taka była dlatego, że kolejna podwyżka opłat za usługi komunalne nikomu nie jest na rękę. Co więcej po raz pierwszy od momentu tąpnięcia na rynku odpadów samorząd rozważał inne rozwiązanie niż obciążenie kosztami utrzymania systemu gospodarowania śmieciami mieszkańców – na podpis prezydenta czeka bowiem ustawa umożliwiająca samorządom dołożenie do tego systemu ze środków własnych. I jarosławscy radni nad tym, czy zmierzyć się z rzeczywistością, czy też wybrać rozwiązanie populistyczne, się zastanawiali[paywall].

Błędy w szacunkach, a może coś więcej

Jak wyjaśniali Grażyna Strzelec, dyrektor Wydziału Gospodarki Nieruchomościami, Mieniem Komunalnym i Ochrony Środowiska wespół z burmistrzem Waldemarem Paluchem, powodem potrzeby wprowadzenia podwyżek był nie jakiś gwałtowny wzrost tonażu śmieci odbieranych od mieszkańców, lecz niedoszacowanie kilku elementów systemu gospodarowania odpadami. Jak się okazuje, brzemienna w skutki była podjęta na przełomie roku decyzja o wyłączeniu z systemu tzw. nieruchomości niezamieszkałych, a więc wszystkich podmiotów gospodarczych.

Wówczas wydawało się to jedynym słusznym rozwiązaniem. Prawo krajowe ustalało niedorzecznie niską stawkę za odbiór śmieci z takich miejsc, więc żeby mieszkańcy nie musieli dokładać do cudzego interesu, zdecydowano, że miasto zapewni odbiór śmieci od klientów indywidualnych, a firmy będą musiały podpisać oddzielne umowy na wolnym rynku. Problem w tym, że nikt tak naprawdę nie wiedział, kto ile śmieci produkuje. – Mogliśmy tylko szacować, bo nigdy nie były one ważone oddzielnie – mówił W. Paluch, wyjaśniając, że śmieci „prywatne” wyliczano o wskazania wagowe, śmieci z przedsiębiorstw szacowano w oparciu o przelicznik pojemności kontenera. Elementarz fizyki mówi, że to przepis na błąd i na to w istocie wyszło.Okazało się bowiem, że proporcje się nie zgadzają.

– Mniejszą część produkują przedsiębiorcy. Zakładaliśmy, że jest to 30 procent, a okazało się, że to jest 15 procent – tłumaczył burmistrz. W efekcie od mieszkańców odbierane jest więcej śmieci i ktoś musi za nie zapłacić. Niestety także i to wyliczenie ma dziury. Nie ma bowiem kontroli nad tym, co ze swoimi odpadami robią firmy. Tylko część podpisała umowy z PGKiM, część ma podobno umowy na odbiór śmieci z innymi podmiotami, ale w urzędzie miasta nie wiedzą, czy aby na pewno wszyscy. – Właściciele nieruchomości niezamieszkałych przerzucają część odpadów na nieruchomości, które zamieszkują – stawia sprawę jasno radny Wiesław Strzępek. Jak jest w istocie, tego nie wie chyba nikt, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że system jest cokolwiek dziurawy.

Reklama

 

Kto za to zapłaci?

Zupełnie odrębną kwestią  jest to, jak go finansować. Do niedawna  sprawa była prosta, tonaż śmieci przeliczało się na koszt jego zagospodarowania, następnie dzieliło przez liczbę mieszkańców i powstałą w wyniku tych obliczeń sumę wpisywało się na fakturę dla mieszkańca. Ostatnio, choć nie wiadomo ,na jakich zasadach, bo ustawa została wprawdzie przyjęta, ale czeka na podpis prezydenta, pojawiła się możliwość, by jednostka samorządu terytorialnego dołożyła do systemu „swoje pieniądze”. Taka sytuacja zgodnie z najnowszą uchwałą rady ma miejsce w Jarosławiu, a przedmiotem sporu było de facto to, jak w łataniu deficytu śmieciowej gospodarki rozłożą się udziały mieszkańców i miasta. Jak się bowiem okazuje, nawet 6-złotowa podwyżka nie rozwiązywała problemu, a samorząd i tak musiałby wyłożyć swoje. Powagę sytuacji trafnie nakreślił W. Strzępek. – System będzie się samofinansował przy stawce 48 zł – mówił.

Dlatego propozycja przewodniczącego klubu Wspólnie Zmieniajmy Jarosław Sebastiana Koguta o zmniejszeniu skali podwyżki o 3 zł spotkała się z mocną krytyką. Radni PiS Wanda Czerwiec, Piotr Kozak i Mariusz Walter wyjaśniali swoje obiekcje w prosty sposób: skoro miasto i tak dopłaca, to dlaczego by nie miało dopłacić całości? Marcin Nazarewicz wykazywał nawet, że przy odjęciu kosztów powiadomienia mieszkańców o zmianie taryfy, wkład mieszkańców będzie marginalny, więc podwyżka mija się z celem. Ten ostatni był też zdania, że system po prostu trzeba uszczelnić i usprawnić, a dopiero na końcu regulować ceny i to tylko w oparciu o twarde dane. Obóz W. Palucha widział to inaczej. Przede wszystkim WZJ i burmistrz obawiają się, że stworzy się karkołomny precedens, obligujący miasto do dokładania coraz wyższych sum.

– Z czego mamy zrezygnować w przyszłym roku, żeby załatać tę dziurę? – pytał swoich adwersarzy burmistrz Jarosławia, podkreślając, że tego, co dorzuci miasto do śmieci, zabraknie gdzie indziej, np. na remonty dróg. Ostatecznie zawarto kompromis tego gatunku, w którym żadna ze stron nie jest w pełni usatysfakcjonowana. Mieszkańcy zapłacą za śmieci o 3 zł więcej. Samorząd, żeby nie zapłacili stawki 32 zł z widmem 48 zł na horyzoncie, dołoży tęgą sumkę ze swego budżetu. A jedyny paradoks polega na tym, że miasto swoich pieniędzy nie ma – te pochodzą od  podatników, w dużej mierze mieszkańców właśnie.

Reklama

 

Posypała się większość, będzie się działo?

Dość nieoczekiwaną konsekwencją dyskusji o stawkach za śmieci jest polityczne przesilenie w szeregach rady. Z klubu Wspólnie Zmieniajmy Jarosław wystąpiło dwóch radnych – Marcin Nazarewicz i Wiesław Strzępek. Wprawdzie zmiana ta wisiała w powietrzu co najmniej od momentu, kiedy wspomniana dwójka związała się z ruchem Hołowni, jednak pewne zaskoczenie jest. Tym bardziej że sytuacja na jarosławskiej scenie politycznej wyraźnie się komplikuje, bo obóz Waldemara Palucha dotychczas rządzący w Jarosławiu stracił komfortową większość. Klub WZJ do niedawna miał 12 kresek przeciwko 9 głosom klubu PiS. Dziś ta proporcja wynosi 10 do 9.

Niepomierne wzrasta zatem rola dwójki niedawnych sojuszników W. Palucha. Już w poniedziałek, gdyby PiS miał na sali wszystkich swoich radnych, podwyżkę stawki za odbiór śmieci można by było zablokować, bo i Nazarewicz, i Strzępek głosowali przeciw. Kluczowe będzie więc pytanie, jaki pomysł na funkcjonowanie w radzie ma wspomniana dwójka. Scenariuszy jest kilka: od takiego, w którym nie zmienia się nic, po taki, w którym PiS przy współpracy niedawnych przeciwników przejmuje całość rady. Niewykluczone, że tandem Nazarewicz –Strzępek zechce sytuację wygrać na swoją korzyść, zająć miejsce pośrodku i realizować swoje cele raz wspierając prawą, a raz lewą stronę sali. Pewne jest jedno, jeśli obaj utrzymają poziom retoryki i aktywności z ostatniej sesji rady, a PiS zadba o frekwencję, nawet jeśli tylko w funkcji straszaka, w jarosławskiej radzie miasta będzie się działo.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama