Specjalistka od rowerowych wyzwań Iga Kaliwoszka z Przemyśla kolejny raz przekroczyła kolarską granicę – tym razem startując w jednym z najbardziej wyjątkowych ultramaratonów rowerowych w Polsce. Blisko 18-godzinna jazda ciągła, bez planowanych noclegów, była nie lada testem wytrzymałościowym. Zmaganie z deszczem i wiatrem, jazda w mokrym piachu, pokonywanie kryzysów i wreszcie meta. – Ten start nauczył mnie, że każdy wyznaczony cel jestem w stanie osiągnąć – podsumowuje.
Miłośniczki dwóch kółek Igi Kaliwoszki czytelnikom ŻP przedstawiać nie trzeba. Jej rowerową pasję opisywaliśmy kilka lat temu, kiedy udało się jej wjechać rowerem na najwyższy szczyt królowej Karkonoszy – Śnieżkę. Znalazła się wówczas w gronie śmiałków, którzy zdecydowali się na start w rywalizacji pod hasłem „Rowerem na Śnieżkę”. Zdobycie szczytu zajęło jej 1 godzinę i 47 minut, czym zagwarantowała sobie 3. miejsce w kategorii open KII. Duma z zakończonego sukcesem rowerowego wyczynu tylko napędziła Przemyślankę do dalszych działań i intensywnych treningów. Po drodze zaliczyła turystyczne maratony, Pruchnickie Harce, wygrany charytatywny szosowy wyścig w Janowie Podlaskim czy podium (3. miejsce wśród kobiet) w pierwszej edycji Galicja Gravel Race Głogów Małopolski. W czerwcu tego roku postanowiła wystartować w Duchu Puszczy Gravel 360 km.
Ultra Duch Puszczy uznawany jest za najpiękniejszy ultramaraton rowerowy w Polsce. Impreza odbywa się w sercu malowniczego Podlasia i ściąga amatorów długodystansowych wyzwań. Rowerowa rywalizacja odbywa się w wyjątkowej scenerii Puszczy Białowieskiej, a uczestnicy mogą wybierać spośród tras dopasowanych do różnych poziomów zaawansowania. Wyścig rozgrywany jest w kategoriach szosowych i gravelowych.
– Imprezy gravelowe nie były mi obce, ale granica 300 kilometrów już tak. W Hajnówce (tu zlokalizowana jest baza imprezy – przyp. aut.) wzięłam udział w najdłuższym szutrowym dystansie wydarzenia, więc wiedziałam, że będzie to dla mnie wyzwanie, prawdziwa rowerowa przygoda – pełna emocji i niezapomnianych przeżyć. Zapisując się rok temu, zdecydowałam od razu, że jadę longiem (tzw. jazda ciągła – przyp. aut.), bez planowanych noclegów. W siodle spędziłam 17 godzin i 41 minut. Jechałam ze średnią prędkością 20,2 kilometrów na godzinę – opowiada o wyzwaniu.
Realizacji zadania nie ułatwiały warunki pogodowe – na trasie było wszystko: deszcz, słońce i burza.
– Zmaganie się z wiatrem zabiera sporo energii. Zlany teren, omijanie niespodzianek leśnych i jazda w mokrym piachu, już później, gdy z koncentracją jest dużo gorzej niż na początku, nie jest łatwe. W deszczu i burzy Puszcza Białowieska staje się jeszcze bardziej tajemnicza. Nocą jej otocznie wywołuje gęsią skórkę, ale dzięki adrenalinie nie czułam strachu czy obaw. Sprzęt zdał egzamin, a nowe doświadczenie zostało zapisane na moim koncie – relacjonuje Iga.
Na trasie nie brakowało kryzysów. Problemów nie sprawiały jednak nogi. Najważniejsza była głowa i przekonanie, że jeśli...
Przeczytałeś tylko fragment tekstu. Chcesz przeczytać całość i inne artykuły premium? Nieograniczony dostęp do pełnych tekstów od 19 groszy dziennie! Masz już wykupiony dostęp? Zaloguj się
Pozostało 46% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępTwoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze