Reklama

– Staszek polskiego hymnu wysłuchał po 80 latach – mówi łamiącym się od wzruszenia głosem Tadeusz Kusy, stryjeczny brat porucznika lotnictwa Armii USA Stanisława Kusego

15/08/2026 18:06

Historia Stanisława Kusego, porucznika lotnictwa, bohatera Armii Stanów Zjednoczonych, zaczyna się w Wólce Pełkińskiej niedaleko Jarosławia.


– Ojciec Staszka, Józef Kusy, a mój stryj, wyemigrował z Wólki do USA około 1914  w poszukiwaniu lepszego życia. Miał wtedy siedemnaście lat

– rozpoczyna swoją opowieść Tadeusz Kusy.

– Tam poznał swoją żonę Teresę, z domu Basiak. Teresa pochodziła z Rozborza koło Przeworska. Dochowali się trójki dzieci. Staszek był najmłodszym z rodzeństwa. Józef nigdy do Polski nie wrócił. O Staszku i jego ostatnim locie bojowym opowiadał mi mój ojciec Antoni. Z opowieści ojca dowiedziałem się jedynie, że Staszek wykształcił się w Stanach Zjednoczonych jako pilot w lotnictwie Armii USA. W 1943 roku, trzydziestego lipca, jako drugi pilot, wykonując dziesiąty lot bojowy na Niemcy, gdzieś zginął. Podobno nad morzem. Historia Staszka nie dawała mi spokoju. Teraz, gdy jestem emerytem, koniecznie chciałem dowiedzieć się czegoś więcej. Dwa miesiące temu odwiedził mnie i moją żonę, Elżbietę, nasz syn Rajmund. Rajmund na stałe mieszka w Warszawie. W czasie obiadu opowiedziałem mu historię Staszka Kusego. Poprosiłem syna, aby spróbował dotrzeć do informacji o swoim kuzynie. Jak zginął? Gdzie? Początkowo nie udawało się. Wpadł jednak na pomysł, aby wykupić amerykańską platformę informacyjną. Tam odnalazł, fascynującą moim zdaniem, informację o Stanisławie Kusym

Reklama

– mówi Tadeusz Kusy.

Amerykanie pamiętają

Dane pochodzą z oficjalnych informacji w amerykańskich mediach internetowych. Porucznik Stanley Kusy w 1943 roku służył w Armii Amerykańskiej jako drugi pilot. Jego jednostka została przeniesiona do Anglii. Z Anglii piloci wykonywali loty bojowe do Niemiec. Stanley Kusy wykonał dziesięć skutecznych lotów bojowych. Dziesiąty, chociaż dla porucznika Stanleya Kusego tragiczny, także był skuteczny. Celem tamtego dnia (30.07.1943) było zbombardowanie niemieckich zakładów lotniczych w Fieseler Storch w Kassel – Bettenhausen w Niemczech, aby sparaliżować produkcje niemieckich samolotów rozpoznawczych. W drodze powrotnej formacja około 20 amerykańskich bombowców została zaatakowana przez niemiecką obronę przeciwlotniczą (FLAK) oraz myśliwce z pułku JG26.

Reklama

Flying Jenny (tak nazywał swój samolot S. Kusy) została ciężko uszkodzona i ostatecznie zestrzelona przez niemieckiego pilota. Samolot eksplodował i rozbił się w okolicach miejscowości Herbesthal – Lontzen w Belgii, niedaleko granicy z Niemcami. W wyniku tego ostrzału członkowie załogi, którzy siedzieli w kokpicie, zginęli: czyli pilot, drugi pilot, nawigator, strzelec pokładowy.

Dwie wersje wydarzeń

Według pierwszej wersji wszyscy zginęli od razu. Według drugiej wersji S. Kusy, ciężko ranny, zdołał wyskoczyć ze spadochronem. Jego spadochron zaczepił o linię wysokiego napięcia. Spadochron się zapalił. Nie wiadomo, czy S. Kusy jeszcze żył. Według świadków tego zdarzenia podobno tak, ale dzisiaj nie można tego stwierdzić jednoznacznie. Pozostałych sześciu członków tego lotu wyskoczyło z samolotu i przeżyło. Dostali się do niewoli niemieckiej. Z ich relacji wynikało, że próbowali ratować kolegów i wypchnęli ich z kokpitu na spadochronach.

Reklama

Pamięć i honory 

Ciała poległych lotników zostały początkowo pochowane przez Niemców w Belgii (w Baelen, potem w Eupen). Po zakończeniu wojny, na mocy decyzji rodziców, szczątki Stanleya Kusego zostały ekshumowane i przetransportowane do ojczyzny. Spoczywa na Narodowym Cmentarzu w Arlington w Pensylwanii. Pamięć o poruczniku Stanleyu Kusym w jego rodzinnej miejscowości przetrwała dekady. Największym tego dowodem jest fakt, że w rodzinnym Bridgeport w Pensylwanii jedna z ulic została nazwana na jego cześć Kusy Terrace. Pamięć o bohaterskim pilocie nie wygasła wraz z jego pokoleniem. W uznaniu za swoją heroiczną służbę porucznik Stanley Kusy został pośmiertnie odznaczony, m.in.: Medalem Lotniczym, Purpurowym Sercem.

W Belgii, w miejscowości Baelen do dzisiaj znajduje się pomnik Memoriał Stanley A. Kusy upamiętniający śmierć młodego pilota i jego kolegów z załogi, przy którym lokalne społeczności oraz delegacje wojskowe regularnie składają kwiaty.

Reklama

To tylko fragmenty oficjalnych informacji o losie porucznika S. Kusego.

Polski hymn po latach

– Wiedzieliśmy już dużo więcej

– kontynuuje opowieść Tadeusz Kusy.

– Ale to nie koniec. Ktoś w Belgii, konkretnie z miasta Baelen, dowiedział się, że rodzina z Polski interesuje się losem Staszka. Skontaktowali się z moim synem. Okazało się, że każdego roku od kilkudziesięciu lat w tym belgijskim mieście lokalne władze i społeczność w rocznicę zestrzelenia samolotu Staszka organizuje uroczystości przy okolicznościowym monumencie. Nigdy dotąd nikt z Polski nie uczestniczył w tym wydarzeniu. Rodzice Staszka i rodzeństwo już nie żyją. Zostaliśmy zaproszeni. Na uroczystości pojechałem ja, moja żona Elżbieta, nasz syn Rajmund i jego żona Kamila. I tak historia zatoczyła koło. 

Reklama

Na pytanie, dlaczego zależało mu tak bardzo na przypomnieniu historii porucznika Stanisława Kusego, Tadeusz Kusy zacytował fragment swojego wystąpienia podczas rocznicowych uroczystości w Baelen:

„Teraz składamy hołd Staszkowi i wszystkim bohaterom, którzy oddali życie dla pokoju. Dziś, po tylu latach, przybywam z Polski jako przedstawiciel jego rodziny, aby w imieniu swoim i naszych przodków powiedzieć mu: Staszek, Nasz Bohaterze. Dziękujemy Ci. Pamiętamy o Tobie”.

Po raz pierwszy podczas uroczystości na cześć porucznika Stanisława Kusego odegrano także polski hymn.

Reklama

Artur Wilgucki       

 

 

 

 

 

                        

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 15/08/2026 18:06
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości