Życie Podkarpackie nr 48/2016 Życie Podkarpackie nr 48/2016

Życie Podkarpackie - informacje z regionu Przemyśla, Jarosławia, Lubaczowa, Przeworska

Życie.pl, nr 338/2016, Sobota 3 grudnia 2016 r., Franciszka i Ksawerego
Opublikowano
Przemyśl, Nicea
Przemyślanin ukończył morderczego Ironmana
Gdy rozpoczynał przygotowania osób, które w niego wierzyły, można było policzyć na palcach jednej ręki. Po 15 miesiącach wyrzeczeń i ciężkiego treningu udowodnił jednak, że nie ma rzeczy niemożliwych. Przemyślanin Marek Zubilewicz ukończył jedną z najtrudniejszych w Europie imprez triathlonowych „Ironman” we francuskiej Nicei.
fot. ze zbiorów własnych M. Zubilewicza
Przemyślanin Marek Zubilewicz ukończył jedną z najtrudniejszych triathlonowych imprez w Europie. To wielki sukces.

Zawody z cyklu „Ironman” uznawane są za najbardziej prestiżowe imprezy triathlonowe na świecie. Wyścig organizowany jest na dystansie 226 km, w co wchodzi: 3,86 km pływania, 180,2 km jazdy na rowerze i 42,195 km biegu. U Marka, pomysł na wzięcie udziału w tego typu imprezie pojawił się bardzo spontanicznie.

– Na jednym z portali internetowych przeczytałem o historii  pewnego przedsiębiorcy, który by przygotować się psychicznie do wyzwań w biznesie, postanowił wystartować na pełnym dystansie zawodów Ironman. Prześledziłem jego historię i faktycznie po ukończeniu zawodów odniósł niesamowity sukces w życiu zawodowym. Sam również od lat (...)

artykuł premium
Przeczytałeś tylko fragment tekstu.
Chcesz mieć dostęp do pełnej treści tego i wszystkich
innych artykułów na Życie.pl?
Przejdź na wersję Premium
już od 5,99 zł miesięcznie
Masz już wykupiony dostęp? zaloguj się
Co otrzymasz w wersji Premium?
Dostęp do pełnych wersji wszystkich artykułów
Dostęp do e-wydań
Dostęp do ogłoszeń drobnych z gazety Życie Podkarpackie
Rabaty przy prenumeracie
Dowiedz się więcej
9 Komentarzy
user
skomentuj
Komentujesz jako:
user
Witek 185.38.224.210 03.07.2016

Szacunek ! 

user
asdf 31.174.227.199 04.07.2016

Проведення у Польщі концерту українського гурту Ot Vinta загрожувало б громадському порядку і безпеці поляків напередодні саміту НАТО і 73-ї річниці Волинської трагедії.

Про це заявив у понеділок глава МВС Польщі Маріуш Блащак, передає кореспондент Укрінформу.

"Заборона (в’їзду групі Ot Vinta. – Ред.) стосується дотримання громадського порядку. Я це оцінюю таким чином, що організатор концерту хотів перенести авантюру з Перемишля до Варшави. У контексті саміту Північноатлантичного альянсу і того, що через тиждень ми відзначатимемо 73-ту річницю подій на Волині, я не погоджуся на те, щоб якимось чином було порушено громадський порядок і безпека наших громадян, за які я відповідаю", - заявив Блащак.

Читайте також: Гурт Ot Vinta не пустили до Польщі – мовляв, загрожують "публічному порядку"

Як повідомлялося, учасників гурту Ot Vinta польські прикордонники не пустили в неділю вранці до Польщі на тій підставі, що гурт "становить загрозу для ладу і публічного порядку в Польщі". Група мала виступити в неділю ввечері на концерті у Варшаві. Раніше нібито вболівальники футбольного клубу "Полонія" звернулися до влади Перемишля з вимогою заборонити виступ гурту на щорічному українському концерті "Ніч на Івана Купала" 2 липня, оскільки лідер гурту Юрій Журавель нібито пропагує культ Степана Бандери й ОУН-УПА.

Читайте також: Шкода, що гурт Ot Vinta став заручником істерії у дружній Польщі – посольство

У зв’язку з тим, що влада міста фактично відмовилася гарантувати безпеку учасників заходу, українська громада у Перемишлі змушена була скасувати концерт. Досі гурт Ot Vinta регулярно виступав у Польщі, і це не викликало жодних протестів у країні.

user
asdf 31.174.227.199 04.07.2016

Dawno nie latała siekiera po ulicach miasta -Od Vinta


https://www.youtube.com/watch?v=uCnkfmyKok4

user
ertyui 31.174.227.199 04.07.2016

Ukraińscy kierowcy paraliżują przejścia graniczne z Polską. W proteście przeciwko wstrzymaniu małego ruchu granicznego zablokowali dojazd do granicy. Na przejściu w Rawie Ruskiej doszło do rękoczynów - taką informację otrzymali dziennikarze RMF FM na Gorącą Linię.

 

zdj. ilustracyjne/East News

Niewielkie grupy wstrzymują ruch po ukraińskiej stronie na przejściach w Medyce i Korczowej. Tam w kolejkach stoi już ponad 50 samochodów i niestety odprawy zostały wstrzymane.
Protest jest również w Rawie Ruskiej. Od jednego z polskich kierowców otrzymaliśmy sygnał, że protestujący są tam bardzo agresywni, zatrzymują kierowców, dochodzi też do rękoczynów. Pogranicznicy radzą, aby omijać wspomniane przejścia graniczne.

O północy wstrzymano mały ruch graniczny z Ukrainą i Obwodem Kaliningradzkim. Zmiany związane są ze szczytem NATO i Światowymi Dniami Młodzieży.

Mały ruch graniczny to inaczej regularne przekraczanie wspólnej granicy państw, które zawarły taką umowę w celu przebywania w strefie przygranicznej z różnych względów - społecznych, kulturalnych lub rodzinnych oraz z uzasadnionych powodów ekonomicznych. Przykładowo Rosjanie przyjeżdżają do Polski na zakupy (zarówno spożywcze, jak i po sprzęt AGD, RTV, czy odzież), a Polacy zaopatrują się w Rosji w tańsze paliwo (zarówno benzynę, jak i olej napędowy).

user
asdf 31.174.227.199 04.07.2016
user
rewq 31.174.227.11 07.07.2016

olacy dotkliwie pobici na granicy z Ukrainą

ZRÓDŁO: KRESY.PL

- Na przejściu granicznym w Rawie Ruskiej doszło do zdarzenia z udziałem samochodu kierowanego przez polskiego obywatela. Rannych zostało trzech obywateli Ukrainy - informował w poniedziałek Rafał Sobczak, dyrektor Biura Prasowego MSZ. 

O sprawie zamieszek pisaliśmy wcześniej:

 

Winny miał być kierowca, który wjechał w tłum protestujących. Odmienną wersję podaje bezpośrednia uczestniczka zdarzenia, dziennikarka "Panoramy Lubelskiej" Jolanta Kozak.

Jak relacjonuje Kozak, polscy dziennikarze wracali do kraju w towarzystwie wykładowców z wydziału artystycznego Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej. Wtedy natknęli się na protest Ukraińców.

- Wyszłam do tych mężczyzn i przedstawiłam im pismo od konsula zwracające się z prośbą umożliwienia pokonania granicy z Ukrainą - opowiada Jolanta Kozak w relacji przytaczanej przez Wirtualną Polskę.

- Protestujący zapewnili nas, że zostaniemy przepuszczeni za około godzinę. Jeden z protestujących przyniósł nawet butelkę wody - dodaje Kozak. 

Sprawy zaczęły jednak przybierać zły obrót.

- Z przejścia granicznego zaczęło nadjeżdżać coraz więcej samochodów oczekujących na przejazd w głąb Ukrainy. W tym samym czasie zwiększała się też liczba protestujących. Między innymi przybyli też młodzi, ogoleni na łyso mężczyźni, którzy szukali zaczepki. Część z protestujących Ukraińców posiadała samochody na polskich rejestracjach - relacjonuje Kozak. 

Chwilę później napięcie jeszcze bardziej wzrosło.

- I wtedy padła informacja, że nikt nie przejedzie za godzinę ani nawet za dwie. Protestujący spierali się sami ze sobą i z czasem powstał pomysł, by przepuścić samochody przewożące dzieci. Wtedy mój mąż Mariusz Trubalski postanowił zjechać na trawnik, by umożliwić przejazd samochodów z dziećmi. Momentalnie auto zostało okrążone przez protestujących. Zaczęli uderzać w samochód. Jeden z Ukraińców wskoczył na maskę samochodu i zaczął pięścią uderzać w przednią szybę. Protestujący przy użyciu noży przebili również koła samochodu - opowiada Kozak. 

 

 

Prowadzący auto próbował dojechać na przebitych oponach do stojącego dalej milicyjnego samochodu.

- Z prędkością 10-30 km/h z Ukraińcem na masce podjechaliśmy pod milicyjny patrol. Zanim dojechaliśmy do milicjantów, mężczyzna zeskoczył z maski naszego samochodu, a pozostali protestujący zaczęli nas gonić. To był tłum rozwścieczonych mężczyzn. Część nawet nie mówiła po ukraińsku, tylko po rosyjsku. Wybito szyby w samochodzie - opowiada dziennikarka. 
Ukraińscy milicjanci nie kwapili się z interwencją.

- Zostałam wyrzucona z samochodu. Grożono mi śmiercią i szarpano. Część Ukraińców biła się ze sobą. W tym tłumie pojawiły się też starsze kobiety, które błagały tych bandziorów by nas nie krzywdzono - opowiada Jolanta Kozak. 

Wtedy jednemu z Ukraińców udało się wyrwać Jolantę Kozak oraz towarzyszącą jej dr Annę Perłowską z UMCS z tłumu. Udało im się schronić na stacji benzynowej. Potem trafili na komendę milicji w charakterze... świadków.

Tyle szczęścia nie mieli ich towarzysze podróży. Mariusz Trubalski i dr hab. Maria Sękowska bronili się przed atakiem tłumu w samochodzie. Trubalski został dotkliwie pobity po twarzy i ramionach. Sękowska trafiła do szpitala z podejrzeniem połamania żeber.


user
hgfd 31.174.227.11 07.07.2016

Odwołanie „Nocy Kupały” w Przemyślu przez Związek Ukraińców w Polsce i komentarze prezesa ZUwP Piotra Tymy w kwestii zajścia podczas procesji Panachydy, wspomnianego odwołania imprezy oraz niewypuszczenia przez straż graniczną zespołu „Ot Vinta” zaczynają sięgać absurdu. Podobnie jak pretensje pań z ZUwP, zawarte w liście otwartym do prezydenta Przemyśla Roberta Chomy, któremu zarzucają, że zamiast zapewnić bezpieczeństwo podczas „Nocy Kupały”, poparł kibiców Polonii i tym zmusił organizatora do odwołania imprezy.

Warto pamiętać, że zarówno Panachyda, jak i „Noc Kupały” już się w Przemyślu nie raz i nie dwa odbywały, i nie było problemów. W czym problem był w tym roku? Ano w tym, że co prawda procesja Panachydy na swej drodze napotkała pikietę, ale pikietę przeciw gloryfikowaniu OUN/UPA i Bandery, a nie przeciw mniejszości ukraińskiej. Prezes Tyma zauważa, że „polscy nacjonaliści” podarli na 60-letnim mężczyźnie wyszywankę, ale dyplomatycznie pomija fakt, że była ona w kolorach banderowskiej flagi, które to kolory nie są bynajmniej standardowe dla tradycyjnych wyszywanek, a uczestnicy procesji krzyczeli m.in. „Jeszcze Polska nie zginęła, ale zginąć musi”.

Oburzenie prezesa Tymy tym, że nie chciano w Przemyślu koncertu „Ot Vinty” oraz ostatecznie nie wpuszczono zespołu do Polski na koncert w Warszawie, a już szczególnie tłumaczenie tego oburzenia, delikatnie mówiąc, tchną kpiną. W istocie zespół nie wykonuje utworów gloryfikujących banderyzm, tyle że nikt mu tego nie zarzucał. Mowa była o tym, że członkowie zespołu publikują na swoich profilach na portalach społecznościowych swoje zdjęcia i grafiki świadczące o sympatyzowaniu z ideami OUN/UPA i S. Bandery. Zdaniem prezesa Tymy, to nic takiego. Zastanówmy się, jak Polska, czy inne europejskie kraje reagowałyby na zespół muzyczny, którego członkowie fotografowaliby się przed pomnikami Adolfa Hitlera w Niemczech. Że to niemożliwe, bo przecież nie ma takich pomników? No właśnie! Nie ma, bo Niemcy nie uznają Adolfa Hitlera za swego bohatera narodowego, a niektórzy Ukraińcy Stepana Banderę – owszem. Tymczasem w Polsce jest on uznawany za zbrodniarza, który wymordował nie tylko wielu Polaków, ale i ludzi innych narodowości, w tym swoich rodaków. I tak jak Polacy nigdy nie zgodziliby się na gloryfikowanie Hitlera, tak nie zgodzą się na gloryfikowanie Bandery w swoim własnym kraju. Nie ma to nic wspólnego z żadną nagonką na mniejszość ukraińską w Polsce, jak sugeruje ZUwP. Mniejszość ta ma w Polsce pełnię praw do manifestowania swej narodowej tożsamości, korzysta z funduszy z budżetu państwa na rozwijanie swej działalności na polu kulturalnym i tak być powinno. Ale jeśli dochodzi do prowokacji ze strony części tej mniejszości i to szczególnie teraz, gdy zbliża się rocznica rzezi wołyńskiej, to doprawdy trudno się dziwić Polakom, że nie pozostaje to bez ich reakcji.

Redaktor Monika Kamińska

user
dfsa 31.174.111.132 10.07.2016
nr 48/2016
E-wydanie
elektroniczna wersja
"Życia Podkarpackiego"
w formacie PDF
przeglądaj
Przejdź na wersję Premium
dostęp do pełnych wersji artykułów
e-wydanie
prenumerata wydania papierowego
sprawdź wersję Premium