Życie Podkarpackie nr 49/2016 Życie Podkarpackie nr 49/2016

Życie Podkarpackie - informacje z regionu Przemyśla, Jarosławia, Lubaczowa, Przeworska

Życie.pl, nr 342/2016, Środa 7 grudnia 2016 r., Marcina i Ambrożego
Opublikowano
Pornograf
Był kiedyś filmowy dokument "Żywot gorszyciela poczciwego" o facecie, który we własnym M 3 założył prywatną szkołę dla dziewczyn, które chciały zrobić karierę w przemyśle erotycznym. Zainwestował w sprzęt foto i video. W jednym pokoju zainstalował rurę, na której przyszłe gwiazdki miały pod jego okiem ćwiczyć różne erotyczne wygibasy. Z filmu wynikało, że uczennic nie brakowało.

Nauczyciel pomagał im dobrać odpowiednią bieliznę i uczył, jak się jej pozbywać. Potem co zdolniejsze absolwentki nabyte u niego umiejętności prezentowały w rozmaitych remizach i szemranych dyskotekach. Czterdziestoletniemu Andrzejowi K. też się marzyła taka kariera, ale drobny incydent sprawił, że musiał zmienić plany, a co gorsze stracił pracę. Andrzej utrzymywał się z kamerowania, czyli kręcenia filmów z różnych uroczystości, jakie odbywały się w jego miejscowości i najbliższej okolicy. Najwięcej zleceń miał na wesela, bo wiadomo, z takiej uroczystości musiał być film, którym potem do znudzenia zamęcza się znajomych. Trzeba przyznać, że Andrzej był w tym dobry. Nigdy nie przegapił żadnego ważnego momentu i żeby mieć dobre ujęcia, potrafił wejść na stół albo pełzać po parkiecie. Oprócz tego już całkiem amatorsko próbował sił w bardziej frywolnych filmikach. Największy problem miał z aktorkami, bo dziewczyny, które znał, były trochę pruderyjne, a na zawodowe modelki nie było go stać. Pewnego razu kręcił wesele w sąsiedniej miejscowości i zwrócił uwagę na dość atrakcyjną i odważnie ubraną dziewczynę. 

W czasie przerwy, kiedy goście byli zajęci spożywaniem, podszedł do niej. Bajer miał dobry i po pięciu minutach udało mu się ją namówić na króciutką sesję na tle kwitnącego sadu. Dziewczyna rozochocona tańcami i kilkoma drinkami pozowała śmiało i zbyt nie oponowała, kiedy operator położył się na trawie, chcąc uwiecznić fragmenty jej bielizny, ale na więcej nie pozwoliła. Następnego dnia Andrzej siedział przy komputerze i męczył się z montażem nakręconego materiału. Ponieważ była to najnudniejsza część pracy, miał pod ręką butelkę weselnej wódki. Zmęczony zapomniał wyciąć z materiału sesję z dziewczyną i oddał film klientom. Kilka dni później na ulicy dorwał go chłopak dziewczyny, którą sfilmował. Najpierw usłyszał, że jest p...m pornografem, a potem nieźle oberwał po buzi. Tydzień później już wszyscy mówili na niego pornograf i przestali przychodzić z zamówieniami. 
0 Komentarzy
user
skomentuj
Komentujesz jako:
nr 49/2016
E-wydanie
elektroniczna wersja
"Życia Podkarpackiego"
w formacie PDF
przeglądaj
Przejdź na wersję Premium
dostęp do pełnych wersji artykułów
e-wydanie
prenumerata wydania papierowego
sprawdź wersję Premium