Życie Podkarpackie nr 49/2016 Życie Podkarpackie nr 49/2016

Życie Podkarpackie - informacje z regionu Przemyśla, Jarosławia, Lubaczowa, Przeworska

Życie.pl, nr 345/2016, Sobota 10 grudnia 2016 r., Julii i Daniela
Opublikowano
To żadna kradzież
Ukraść to można pieniądze, zegarek, rower, jakieś żelazo na złom albo butelkę wódki, ale nie da się ukraść, tego, czego nie widać. Na przykład prądu. Tak przynajmniej uważał Tadeusz K. Tymczasem funkcjonariusze wymiaru sprawiedliwości udowodnili mu kradzież energii elektrycznej, w dodatku z włamaniem, a za to już można trochę pokiblować.

Tadek należał do gatunku niebieskich ptaków, co to nie sieją, nie orzą, a potrzeby mają. Właściwie można powiedzieć, że nigdy uczciwą pracą się nie skalał, tylko co dzisiaj znaczy uczciwa praca. Czasem wpadała mu  jakaś robota, a kiedy się nie zdarzała, sam ją sobie kombinował. Zdążył już odsiedzieć dwa krótkie wyroki za to kombinowanie, ale niczego go to nie nauczyło. Po śmierci rodziców został sam w dużym mieszkaniu na pierwszym piętrze starej kamienicy. Wtedy zaczęli go odwiedzać koledzy i powoli mieszkanie zamieniło się w regularną melinę. Najpierw poznikały sprzęty, obrazy i wszystko, co się dało sprzedać. Zakład energetyczny odciął prąd za niezapłacone rachunki i Tadek obsunął się (jak mówią w jego kręgach), czyli zaczął wegetować. Nadeszła zima, zapasy węgla jeszcze po rodzicach dawno się skończyły i w mieszkaniu zrobił się sybirek. Gospodarz, kiedy nie miał nic do wypicia, na rozgrzewkę kładł się w mundurku pod ostatnią pierzynę i tak jakoś dotrwał do stycznia. Wreszcie miał dość i postanowił odmienić swój los. Do kamienicy od tyłu przylegał warsztat mechaniczny, do którego Tadek czasem zaglądał na papierosa. 

Ponieważ oko miał bystre, zapamiętał lufcik w oknie, który zawsze był uchylony oraz to, że tuż koło okna była tablica, do której podłączano wiertarki i inne narzędzia. Któregoś dnia, patrząc przez swoje okno wychodzące na warsztat, przypomniał sobie o lufciku. Akurat była sobota, w warsztacie nikt nie pracował i Tadek postanowił to wykorzystać. Pożyczył dziesięć metrów kabla i wieczorem wywiesił go za okno i zszedł na podwórko. Sięgnął ręką przez lufcik i otworzył okno, potem ostrożnie wszedł do środka i podłączył kabel do tablicy. W niedzielę w południe już miał w mieszkaniu saunę. Na to konto zaprosił kolegów, którzy przynieśli wódkę i to go zgubiło, bo zamiast w nocy odłączyć kabel od warsztatu, jak zamierzał, zasnął, a w poniedziałek przed południem obudzili go policjanci, których wezwał właściciel warsztatu.jot podpis kryminałek
0 Komentarzy
user
skomentuj
Komentujesz jako:
nr 49/2016
E-wydanie
elektroniczna wersja
"Życia Podkarpackiego"
w formacie PDF
przeglądaj
Przejdź na wersję Premium
dostęp do pełnych wersji artykułów
e-wydanie
prenumerata wydania papierowego
sprawdź wersję Premium