Życie Podkarpackie nr 49/2016 Życie Podkarpackie nr 49/2016

Życie Podkarpackie - informacje z regionu Przemyśla, Jarosławia, Lubaczowa, Przeworska

Życie.pl, nr 345/2016, Sobota 10 grudnia 2016 r., Julii i Daniela
Opublikowano
Pierwszy raz
W życiu tak już jest, że zawsze musi być jakiś pierwszy raz. Taki prapoczątek. Pewnie każdy z nas ma taki swój pierwszy raz (niektórzy nawet mają po kilka pierwszych razów), o którym długo się pamięta, albo jak najszybciej chce zapomnieć.

W przypadku Marka, Irka i Fabiana będzie bardziej ta druga ewentualność. Wszyscy mają po siedemnaście lat, są mieszkańcami jednego z niewielkich miast na Podkarpaciu. Do niedawna uczyli się w tej samej klasie w dwuletniej szkole przyzakładowej, ale instruktorzy się na nich uwzięli i chłopcy solidarnie rzucili szkołę. Nie mając na karku nauki, zaczęli żyć pełnią życia. Tylko taka pełnia trochę kosztuje, chyba że zostaje się pustelnikiem i medytując w górskim szałasie, osiąga nirwanę. Nasi bohaterowie nie tracili czasu na medytację, a często nawet na myślenie i dlatego znaleźli się w kryminałku, co i tak dobrze, bo mogli w kryminale. Ale do rzeczy. W kwietniu chroniczny brak kasy zmusił ich do wysiłku umysłowego i uradzili, że będą zarabiać na granicy w charakterze mrówek. Debiut nie był zbyt udany. Sponiewierani wrócili w nocy z Medyki, pieszo, bo taksówka pochłonęłaby ich cały zysk z wyprawy. Po drodze opróżnili butelkę wódki i obiecali sobie, że nigdy więcej. Drugim pomysłem był skok, ale taki, który przyniesie im godziwy zysk. Oczywiście bank nie wchodził w rachubę, tacy głupi to nie byli. Miał to być skok na warsztat mechaniczny, dobrze wyposażony w zestawy elektronarzędzi. Ten debiut również się nie udał. 

Najpierw Irek paskudnie rozharatał sobie rękę, kiedy próbował przez wybite okienko sięgnąć do zasuwy. Kolega, włażąc przez otwarte już okno, zahaczył o jakiś gwóźdź i rozdarł kurtkę, z której, jak się potem okazało, wypadła mu komórka.  Przyświecając sobie zapalniczkami, przez kilka minut buszowali po warsztacie, pakując do plecaków co lepsze narzędzia. Nagle któryś się zreflektował i krzyknął: – Uwaga, tu może być kamera! Rzucili się szukać kamery ukrytej gdzieś pod sufitem, a któryś wpadł na pomysł, żeby wyłączyć prąd i kiedy gmerał przy tablicy rozdzielczej, włączył się alarm. W tej sytuacji zatrzymanie sprawców przez policję było kwestią paru godzin. Już na komendzie każdy z nich swoje zeznania zaczynał od zapewnienia, że to naprawdę pierwszy raz i akurat w tym przypadku policjanci im wierzyli.jot podpis
0 Komentarzy
user
skomentuj
Komentujesz jako:
nr 49/2016
E-wydanie
elektroniczna wersja
"Życia Podkarpackiego"
w formacie PDF
przeglądaj
Przejdź na wersję Premium
dostęp do pełnych wersji artykułów
e-wydanie
prenumerata wydania papierowego
sprawdź wersję Premium