Życie Podkarpackie nr 49/2016 Życie Podkarpackie nr 49/2016

Życie Podkarpackie - informacje z regionu Przemyśla, Jarosławia, Lubaczowa, Przeworska

Życie.pl, nr 345/2016, Sobota 10 grudnia 2016 r., Julii i Daniela
Opublikowano
Wszystko przez pogodę
Nie od dziś wiadomo, że pogoda ma na nas ogromny wpływ. Leje przez tydzień i ludzie wpadają w taką melancholię, że tylko gorzała ratuje ich od skrajnej depresji. Wieje halny to zaczynają świrować, albo, kiedy grzeje tak jak ostatnio, odbija im palma. Niestety nasze prawo zupełnie tego nie uwzględnia, jako okoliczność łagodzącą, a szkoda.

Na przykład wśród ludów afrykańskich jest niepisany kodeks, na podstawie którego można uniewinnić od zbrodni człowieka, jeżeli popełnił ją w czasie, kiedy wiał hamsin, czyli wyjątkowo paskudny, pustynny wiatr. Gdyby w naszym kodeksie był podobny zapis, Marian K. pewnie dostałby wyrok w zawiasach, a tak będzie musiał odsiedzieć równo rok. W maju nastąpiło gwałtowne załamanie pogody. Pochłodniało i lało przez parę dni. Na ten czas Marian zamelinował się u kumpla. Telewizja satelitarna dostarczała rozrywki, a meta w sąsiedztwie umożliwiała zaopatrzenie w trunki niezbędne na taką pogodę. Rano budzili się z syndromem dnia poprzedniego, czyli na kacu i główkowali, jak by tu przetrwać następnych parę godzin. Zwykle Marian pierwszy zwlekał się z wyrka, nakładał kapotę i szedł na metę po życiodajne płyny. Wracając, zwykle wstępował do sklepu po bułki i jakiś serek. Tak minęło im trzy dni. Czwartego dnia akurat lało równo i Marian się zbiesił. Powiedział koledze, że teraz jego kolej na wycieczkę po zaopatrzenie, bez którego nie da się przeżyć do wieczora. Kolega odmówił, tłumacząc, że nie jest w stanie ruszyć się z domu, poza tym leje jak z cebra.

 Męczyli się tak obaj i gdzieś koło południa Marian znowu spróbował namówić kolegę do pójścia po wódkę, ale usłyszał, że to on jest gościem, korzysta z mieszkania i powinien chociaż zrewanżować się gospodarzowi i pójść na melinę. Męczyli się tak obaj przez parę godzin, mając do dyspozycji jedynie wodę z kranu, więc można zrozumieć, jak bardzo cierpieli. Wreszcie nastąpiło przesilenie i późnym popołudniem doszło między nimi do awantury na tyle głośnej, że zareagowali sąsiedzi i zadzwonili po policję. Kiedy przyjechał patrol, Mariana już nie było. Gospodarz leżał na podłodze zakrwawiony i nieprzytomny. Marian, zatrzymany kilka godzin później, przyznał, że podczas wymiany zdań jako argumentu użył szklanej popielniczki, ale to wszystko wina pogody, bo kiedy tak leje, to on staje się bardziej nerwowy.
nr 49/2016
E-wydanie
elektroniczna wersja
"Życia Podkarpackiego"
w formacie PDF
przeglądaj
Przejdź na wersję Premium
dostęp do pełnych wersji artykułów
e-wydanie
prenumerata wydania papierowego
sprawdź wersję Premium