Życie Podkarpackie nr 49/2016 Życie Podkarpackie nr 49/2016

Życie Podkarpackie - informacje z regionu Przemyśla, Jarosławia, Lubaczowa, Przeworska

Życie.pl, nr 342/2016, Środa 7 grudnia 2016 r., Marcina i Ambrożego
Opublikowano
Trup na święto kobiet
Lokal, o którym będzie mowa, mieści się na peryferiach i choć jest raczej obskurny, cieszy się dużą popularnością, a nawet dorobił się sporego grona stałych klientów. W czym tkwi tajemnica sukcesu, o jakim marzą właściciele całkiem porządnych lokali działających bliżej centrum? Na pewno nie w wystroju, bo ściany obite tarcicą, plastikowe krzesła ogrodowe i plazma na ścianie dziś są już démodé. Tutaj magnesem przyciągającym klientelę były nieprzyzwoicie niskie ceny.
      To nic, że były tylko dwa gatunki piwa, a wódka była ciepła. Ważne, że mając dychę w kieszeni, można było spędzić tu upojny wieczór albo przedpołudnie, jak kto wolał. Trzeba jednak przyznać, że pomimo takich uwarunkowań, panował tam względny spokój i prawie nie zdarzały się interwencje policji. Dzień Kobiet w tym roku pod względem pogody był zupełnie nieudany, ale panom to nie przeszkadzało w świętowaniu. Nawet któryś ze stałych klientów przyniósł barmance kwiatka. Inni tylko wznosili toasty za zdrowie pań. Wieczorem, kiedy na sali zrobiło się pusto, barmanka wyszła na zaplecze, żeby uzupełnić zapasy piwa. Wtedy w korytarzyku prowadzącym do toalety zobaczyła trupa. Na posadce w nienaturalnej pozycji, nie dając znaku życia, leżał mężczyzna. Na widok zakrwawionej twarzy pod dziewczyną nogi się ugięły i o mało nie zemdlała. Jej pierwsza myśl to dzwonić na policję, ale przypomniała sobie, że szef nie byłby zadowolony z rozgłosu, a nie chciała stracić pracy. Zadzwoniła więc najpierw do szefa, żeby się poradzić, co robić. Szef kazał jednak wezwać policję i powiedział, że wskakuje do auta i zaraz tam będzie. Minęło ponad dwadzieścia minut, nim przyjechał radiowóz, a zaraz po nim szef.
Dziewczyna, blada jak ściana, wskazała im tylko drzwi na zaplecze, mówiąc, że za żadne skarby tam nie wejdzie. Dwaj policjanci, przyświecając sobie latarkami, sprawdzili wszystkie pomieszczenia, ale żadnego trupa nie znaleźli. Natomiast na posadzce i na kafelkach było kilka śladów krwi. Jednym słowem sytuacja prawie jak w powieści Agathy Christie. Na szczęście pół godziny później dzielni policjanci rozwikłali zagadkę. Okazało się, że domniemany trup czuł się już na tyle dobrze, żeby przyznać, jak to zamroczony alkoholem rąbnął facjatą o glebę i na chwilę stracił przytomność. Potem, po jej odzyskaniu, wiedziony instynktem, ewakuował się przez podwórko.
jot podpis kryminałek
0 Komentarzy
user
skomentuj
Komentujesz jako:
nr 49/2016
E-wydanie
elektroniczna wersja
"Życia Podkarpackiego"
w formacie PDF
przeglądaj
Przejdź na wersję Premium
dostęp do pełnych wersji artykułów
e-wydanie
prenumerata wydania papierowego
sprawdź wersję Premium