Życie Podkarpackie nr 48/2016 Życie Podkarpackie nr 48/2016

Życie Podkarpackie - informacje z regionu Przemyśla, Jarosławia, Lubaczowa, Przeworska

Życie.pl, nr 341/2016, Wtorek 6 grudnia 2016 r., Mikołaja i Emiliana
Opublikowano
Świrnięty rajdowiec
Nie od rzeczy mówi się o ułańskiej fantazji, która ponoć wyróżnia nas spośród innych narodów. Weźmy na przykład takiego Kozietulskiego, który na początku dziewiętnastego wieku brawurowym atakiem zdobył wąwóz Somosierry. Niektórzy mówią, że udało mu się to, bo był pijany w trupa. Sto pięćdziesiąt parę lat później pewien rajdowiec, syn peerelowskiego dostojnika, wygrał na Śląsku jakiś rajd, tylko, że kiedy za metą już wysiadł z auta, trzeba go było holować na podium, taki był urżnięty. Pomimo tego dostał puchar i został bohaterem.
     Takich przykładów można przytoczyć wiele, ale dziś będzie o pewnym rajdowcu, który nie miał tyle szczęścia. Leszek K. od małego uważany był za świra. Nie żeby chorował na głowę, tylko z powodu wyskoków, na które sobie pozwalał. Na przykład jeszcze w technikum potrafił uciec księdzu z lekcji religii przez okno na pierwszym piętrze. Teraz, choć dorósł  i zmężniał, dalej od czasu do czasu dawał popis ułańskiej fantazji.
      W sierpniu wybrał się do sąsiedniej wioski, gdzie odbywały się dożynki. Wszyscy wiedzą, jak taka impreza wygląda. Najpierw msza, przemówienia, wieńce, potem tańce w wykonaniu ludowego zespołu, a na koniec zabawa. Leszek bawił się jak inni, nie żałując sobie piwa i czegoś mocniejszego. Wiadomo, że stosowanie takiej mieszanki do niczego dobrego nie doprowadzi i tak też było. Jeszcze grubo przed północą Leszek wyszedł z Domu Ludowego, żeby się trochę przewietrzyć. 
      Pech chciał, że na swojej drodze zobaczył ciągnik, który jeden z miejscowych zostawił przy drodze. Ponieważ znał się na maszynach, a kluczyk tkwił w stacyjce, wdrapał się do kabiny, odpalił silnik i ruszył przed siebie. Pierwsze sto metrów przejechał bez problemu, dopiero, kiedy zjechał w boczną gruntową drogę, ubzdurało mu się, że siedzi w kokpicie wyścigowego bolida i rozpoczął rajd. Wiadomo, że ciągnikiem z prędkością nie poszaleje, ale Leszek wrzucił najwyższy bieg, nadepnął na gaz i popędził, wzniecając tumany kurzu. Droga robiła się coraz węższa, ale co to dla takiego rajdowca. Jako że ciągnik przystosowany jest do jazdy terenowej, Leszek odbił na sąsiednie pole ziemniaków i uprawiał off road. Zatrzymał się dopiero, kiedy przednie koło odpadło. Wtedy wrócił na piechotę do wioski, gdzie już czekali policjanci, których wezwał właściciel ciągnika.
jot podpis
0 Komentarzy
user
skomentuj
Komentujesz jako:
nr 48/2016
E-wydanie
elektroniczna wersja
"Życia Podkarpackiego"
w formacie PDF
przeglądaj
Przejdź na wersję Premium
dostęp do pełnych wersji artykułów
e-wydanie
prenumerata wydania papierowego
sprawdź wersję Premium
Sonda
Prezenty z okazji mikołajek lub pod choinkę...
  • Kupuję on-line
  • Wynajduję w małych sklepikach lub centrach handlowych
  • Stawiam na bony podarunkowe
  • Sam tworzę