Życie Podkarpackie nr 30/2020 Życie Podkarpackie nr 30/2020

Życie Podkarpackie - informacje z regionu Przemyśla, Jarosławia, Lubaczowa, Przeworska

Życie.pl, nr 216/2020, Poniedziałek 3 sierpnia 2020 r., Lidii i Augusta
Opublikowano
Przypadek komiwojażera
Paskudna zaraza, przywleczona gdzieś z Azji, wielu ludziom przewróciła życie. Na przykład niejaki Mariusz R., dopóki granice były otwarte, żył sobie na przyzwoitym poziomie. Wprawdzie trzeba było dobrze nakombinować, żeby nie wpaść z kontrabandą, ale widocznie się opłacało, skoro stać go było na średniej klasy auto i wczasy nad Soliną. W marcu wszystko szlag trafił.
Szybko skończyły się zapasy fajek, które zabunkrował w garażu i trzeba było pomyśleć, z czego dalej żyć. Wprawdzie nie miał rodziny na utrzymaniu, ale i tak chodził markotny jak siedem nieszczęść i kombinował, co dalej. Aż któregoś dnia spotkał starego znajomego, który zaprosił go na piwo. Mariusz zwierzył mu się ze swojego kłopotu i przyznał, że jak tak dalej pójdzie, pewnie będzie musiał znaleźć zajęcie na jakieś budowie, bo innej pracy nie ma co szukać. Znajomy na to przypomniał stare porzekadło, że lepsze deko handlu niż kilo roboty i zaproponował Mariuszowi udział w biznesie, który prowadził i lojalnie uprzedził, że będzie to robota w tak zwanej szarej strefie. Zajęcie miało polegać na obwoźnej sprzedaży różnych towarów, których pochodzenia nie należało dociekać. Raz miały to być elektronarzędzia, innym razem chemia gospodarcza albo materiały instalatorskie. Wprawdzie biznes na kilometr śmierdział kryminałem, ale Mariusz się zgodził, bo przecież do tej pory też nieraz ryzykował z kontrabandą na granicy. Problem był w tym, że bazary prawie nie funkcjonowały i trzeba było poradzić sobie w inny sposób. Jeździł więc jako komiwojażer po wioskach i małych miejscowościach. Zaglądał na budowy, zaczepiał ludzi pod sklepami i oferował towar za niewielkie pieniądze, tłumacząc, że to ceny hurtowe.
Być może niektórzy kupujący nawet podejrzewali, że towar może być trefny, ale przeważały względy finansowe i Mariusz jakąś kasę zawsze z trasy przywoził. W niektórych miejscowościach miał nawet stałych odbiorców, zwłaszcza na proszki do prania. Nie wiadomo, jak długo kręciłby się ten interes, gdyby nie przypadek. W połowie maja Mariusz przyjechał na plac targowy w R. Tego dnia nie był w najlepszej formie. Interes też nie szedł, więc po godzinie odpuścił. Wyjeżdżając z placu, zagapił się i wjechał w nowiutkiego opla, którego właściciel się uparł, żeby wezwać policję. Wprawdzie był trzeźwy, ale policjanci zainteresowali się zawartością bagażnika i w rezultacie Mariusza czeka sprawa o paserstwo, gdyż okazało się, że część towaru pochodzi z włamania do pewnej hurtowni.
jot podpis
0 Komentarzy
user
skomentuj
Komentujesz jako:
nr 30/2020
E-wydanie
elektroniczna wersja
"Życia Podkarpackiego"
w formacie PDF
przeglądaj
Przejdź na wersję Premium
dostęp do pełnych wersji artykułów
e-wydanie
prenumerata wydania papierowego
sprawdź wersję Premium