Życie Podkarpackie nr 27/2020 Życie Podkarpackie nr 27/2020

Życie Podkarpackie - informacje z regionu Przemyśla, Jarosławia, Lubaczowa, Przeworska

Życie.pl, nr 193/2020, Sobota 11 lipca 2020 r., Olgi i Pelagii
Opublikowano
Pieskie życie
Cysorz to ma klawe życie oraz wyżywienie klawe – śpiewał przed laty Tadeusz Chyła. To samo, tylko w czasie przeszłym, można powiedzieć o Tadeuszu S., który żył sobie jak pączek w maśle.

Jedzenie dostawał regularnie, zdrowe, bo przygotowane według państwowych norm. W lecie można było się opalać na spacerniaku, w zimie potrenować w siłowni. Raz w tygodniu prysznic. Telewizor pod celą też był. Jednym słowem żyć, nie umierać. Jednak wszystko, co dobre, szybko się kończy. Dwa lata minęło, jak z bicza strzelił i Tadeusz objuczony dwoma reklamówkami wyszedł na wolność. Pierwsze kroki skierował do piwiarni i długo delektował się piwem, którego smak już prawie zapomniał. Poprzestał na dwóch kuflach, bo pamiętał, że obiecał sobie zacząć nowe życie. Jednak, jak się okazało, nie było to łatwe. Najpierw dowiedział się, że nie ma gdzie mieszkać, bo właściciel kamienicy, któremu zalegał z czynszem od paru lat, wynajął komuś jego malutkie mieszkanko. W tej sytuacji nie pozostało mu nic innego, jak szukać ratunku u starych kumpli. Za to, co zostało mu z „wypiski”, kupił flaszkę wódki i ruszył w miasto. Załapał się dopiero na trzeciej mecie. Na stół wjechała flaszka i zaczęły się opowieści o tym, kogo zamknęli, a kogo wypuścili. Na takiej labie upłynęły Tadeuszowi dwa tygodnie. Wreszcie gospodarz zaczął dawać do zrozumienia, że nie wypada tak żyć na krzywy ryj i przebąkiwał coś o jakiejś robocie, która miała im zapewnić byt na następne dwa tygodnie. 

Tadeusz, pamiętając o postanowieniu, najpierw się wzbraniał, ale szybko dał się namówić. Miał to być prosty włam do pustego mieszkania.  Odczekali do północy i już mieli wychodzić do roboty, gdy Tadeusz zapytał o rękawiczki. Przez dwa lata garowania nauczył się, że przed jedzeniem trzeba myć ręce, a do roboty ubierać rękawiczki. Niestety gospodarz przygotował tylko łom i duże, kraciaste torby, ale o rękawiczkach zapomniał. Widmo następnych suchych dni sprawiło, że jednak poszli. Kiedy wracali z torbami pełnymi różnych klamotów, zza rogu wyjechał radiowóz. Wtedy błyskawicznie się rozdzielili i każdy dał nogę w inną stronę. Potem policjanci opowiadali, że jeden uciekał, jakby miał motorek w pewnej części ciała, natomiast drugi wlókł się, jakby chciał, żeby go złapali. Tym drugim był Tadeusz i kto wie, czy nie zrobił tak, bo miał już dosyć pieskiego życia na wolności.
0 Komentarzy
user
skomentuj
Komentujesz jako:
nr 27/2020
E-wydanie
elektroniczna wersja
"Życia Podkarpackiego"
w formacie PDF
przeglądaj
Przejdź na wersję Premium
dostęp do pełnych wersji artykułów
e-wydanie
prenumerata wydania papierowego
sprawdź wersję Premium