Życie Podkarpackie nr 27/2020 Życie Podkarpackie nr 27/2020

Życie Podkarpackie - informacje z regionu Przemyśla, Jarosławia, Lubaczowa, Przeworska

Życie.pl, nr 193/2020, Sobota 11 lipca 2020 r., Olgi i Pelagii
Opublikowano
Piłkarskie emocje
Przyzwyczailiśmy się do tego, że kiedy dwie drużyny piłki nożnej grają mecz, to ich kibice, zwani przez niektórych kibolami, naparzają się między sobą. Zdarzyła się jednak rzecz niesłychana.

Otóż niedawno doszło do tego, że w jednej z podmiejskich miejscowości pobili się kibice tego samego klubu. Ponieważ z powodu pandemii wszelkie rozgrywki były zawieszone, trójka kibiców miejscowej drużyny oglądała nagrania z ubiegłorocznych rozgrywek. Teraz już na spokojnie można było analizować poszczególne akcje i kolejne bramki. Działo się to w domu Bartłomieja N., który wczuwał się w rolę gospodarza i dbał, żeby na stole nie brakowało trunku własnej produkcji. Samogon miał swoją moc, więc dyskusja na temat gry ich kolegów nabierała rumieńców. Panowie, oglądając któryś raz z rzędu fragment meczu, doszli do wniosku, że kapitan ich drużyny popełnił kardynalny błąd, co przesądziło o wypadnięciu z tabeli ich drużyny. Gospodarz miał trochę inne zdanie, ale znieczulony samogonem zasnął, nim zdołał przekonać kolegów do swojej racji. Wtedy Andrzej K. i Jurek C. wyłączyli laptopa i wyszli. Wracając do domu, zahaczyli jeszcze o sklep, żeby dokończyć dzień browarem. Pech chciał, że akurat napatoczył się nieszczęsny kapitan ich drużyny i emocje odżyły. Andrzej powiedział kapitanowi, że właśnie przed chwilą skończyli analizować ów feralny mecz i nagranie jest dowodem jego piłkarskiej nieudolności. Kapitan próbował się wytłumaczyć, ale biorąc pod uwagę stan adwersarzy, nie miał większych szans. 

Do dyskusji włączyli się inni obecni w sklepie. Nawet ci, którzy meczu nie oglądali. Zrobiło się zamieszanie i sklepowy zrobił to, co pewien gajowy w czasie wojny. To znaczy wyrzucił wszystkich na zewnątrz, żeby mu nie przeszkadzali w pracy. Kto nie czuje piłki nożnej, ten nie zrozumie, jakie emocje się z nią wiążą. Teraz dyskusja o tym, czy kapitan był winny, rozgorzała na dobre. Jedni go bronili, a Andrzej z Jurkiem próbowali udowodnić jego winę. Trudno dzisiaj ustalić, kto pierwszy użył pięści  jako siłowego argumentu. Dość, że musiała interweniować policja i nie obeszło się również bez pomocy medycznej, bo trzeba było opatrzyć dwóch uczestników awantury. Prawdopodobnie skończy się to na grzywnach za udział w bójce, a miejscowa drużyna piłkarska zostanie bez kapitana, który zapowiedział, że nie chce mieć do czynienia ze smarkaczami, którzy się nie znają na piłce.
jot podpis
0 Komentarzy
user
skomentuj
Komentujesz jako:
nr 27/2020
E-wydanie
elektroniczna wersja
"Życia Podkarpackiego"
w formacie PDF
przeglądaj
Przejdź na wersję Premium
dostęp do pełnych wersji artykułów
e-wydanie
prenumerata wydania papierowego
sprawdź wersję Premium