Życie Podkarpackie nr 27/2020 Życie Podkarpackie nr 27/2020

Życie Podkarpackie - informacje z regionu Przemyśla, Jarosławia, Lubaczowa, Przeworska

Życie.pl, nr 193/2020, Sobota 11 lipca 2020 r., Olgi i Pelagii
Opublikowano
Zaczęło się od stówki
Ponieważ dzisiaj, w kryzysie, z gospodarki poniżej dziesięciu hektarów trudno wyżyć, Zdzisław D. i Władysław K. wzięli się za wspólny interes. Żaden wielki biznes, ot czasem razem u kogoś na budowie odwalali jakąś fuchę. Pewnie gdyby nie ich inklinacje do wszystkiego, co ma powyżej czterech procent alkoholu, dałoby się z tego nieźle wyżyć.

Niestety to było powodem, że ich współpraca skończyła się po kilku miesiącach. Zdzisław zrobił rozliczenie i po odliczeniu paliwa na dojazdy i innych poniesionych kosztów wyszło mu, że za ostatnią robotę zarobili po osiemset złotych. Władek policzył po swojemu i wyszło, że jemu należy się o sto złotych więcej. Doszło do awantury. Posypał się grad wyzwisk, z których „ty złodzieju” było najlżejsze i panowie się rozstali. Parę dni później przypadek sprawił, że Władek, przejeżdżając ciągnikiem obok jednego z sklepów, zobaczył zaparkowane tam auto Zdzicha i przypomniał sobie o należnej mu kasie. Zatrzymał ciągnik i wysiadł z nieodpartym zamiarem wydębienia forsy od byłego wspólnika. Klienci mieli niezły ubaw, przypatrując się ich dyskusji. Ponieważ obaj  co nieco wcześniej wypili, widowisko było naprawdę pasjonujące. Wydawało się, że zaraz dojdzie do mordobicia, ale Zdzich spasował. Podszedł do auta, wsiadł za kierownicę i odjechał. Władek był bardziej zawzięty. Wskoczył do ciągnika i krzycząc, że dopadnie złodzieja, ruszył w pościg. Dobrze, że dzisiaj kury już z rzadka chodzą po wiejskich drogach, bo na pewno kilka zginęłoby pod kołami ciągnika. Pędził środkiem drogi, ile maszyna dała. Kto żyw, uskakiwał do rowu, a kierowcy mijali szaleńca na żyletkę.

Były momenty, kiedy wydawało się, że zaraz dopadnie byłego wspólnika, ale jednak auto miało przewagę. Jak potem wyliczono, obaj ścigali się tak przeszło trzy kilometry. Pościg zakończył się na podjeździe przed bramą prowadzącą na posesję Zdzicha, który wjechał na podwórko, gdzie już czuł się bezpieczny. Władek nie wyrobił na zakręcie. Ciągnik zsunął się do rowu, zahaczył o przepust i się rozkraczył. W tym czasie w kierunku wioski pędził już radiowóz, bo ktoś, widząc, co się dzieje, zadzwonił na policję. Mundurowi na szczęście zdążyli w ostatnim momencie i rozdzielili obu panów, bo prawdopodobnie doszłoby do tragedii. No cóż, zaczęło się od stówki, a teraz, biorąc pod uwagę wysokie grzywny i utratę prawa jazdy, obaj są mocno w plecy.
jot podpis
0 Komentarzy
user
skomentuj
Komentujesz jako:
nr 27/2020
E-wydanie
elektroniczna wersja
"Życia Podkarpackiego"
w formacie PDF
przeglądaj
Przejdź na wersję Premium
dostęp do pełnych wersji artykułów
e-wydanie
prenumerata wydania papierowego
sprawdź wersję Premium