Życie Podkarpackie nr 14/2020 Życie Podkarpackie nr 14/2020

Życie Podkarpackie - informacje z regionu Przemyśla, Jarosławia, Lubaczowa, Przeworska

Życie.pl, nr 101/2020, Piątek 10 kwietnia 2020 r., Michała i Makarego
Opublikowano
Zdrowie na budowie
Tak mówiło się kiedyś, wznosząc toast pomiędzy betoniarką a murem podtrzymywanym przez majstra. Dzisiaj to już nie te czasy. Teraz budowlaniec musi wyglądać tak, jak ten z reklamy – uśmiechnięty, ogolony, w czyściutkim kombinezonie, co ma wzbudzać bezgraniczne zaufanie u klienta. Oczywiście w budowlance, tak jak w każdej innej profesji, zdarzają się wyjątki.

Przekonał się o tym pewien inwestor, któremu zamarzyło się wybudować nowoczesny jednorodzinny domek. Firma, która podjęła się postawienia murów i dachu, wywiązała się ze zlecenia bez zarzutu. Problemy zaczęły się przy pracach instalatorskich i wykończeniówce. Kolejna firma, której strony próżno szukać w internecie, od momentu rozpoczęcia robót sprawiała kłopoty. Zdarzało się, że inwestor wpadał niespodziewanie na budowę i nawet nie zwracał uwagi na stojące w kącie cztery butelki po piwie, ale kiedy zobaczył dwa transportery opróżnionych butelek, zaczął częściej przyjeżdżać i baczniej przyglądać się pracownikom. Kiedyś zauważył, że gniazda i kontakty są zamontowane nie tak, jak było w planie. Zrugał elektryków, zażądał przerobienia instalacji i zabronił picia. Tydzień później pojechał sprawdzić stan robót. Gniazdka i kontakty były tam, gdzie być powinny, ale przy próbie instalacji z gniazdka posypał się snop iskier. Powodem były przewody z odzysku, którymi elektrycy sztukowali instalację. Tego inwestor nie zdzierżył i wezwał właściciela firmy. Piętnaście minut później właściciel nowiutką skodą zajechał na posesję i się zaczęło. Elektrycy, czując, co się święci, wyłączyli zasilanie i przezornie schowali się za rogiem.

Tymczasem inwestor, szarpiąc za rękaw właściciela, zaciągnął go do jednego z pomieszczeń i ze świeżego jeszcze gipsu zaczął wyrywać kable, byle jak posztukowane i zaizolowane sparciałą taśmą. Właściciel próbował tłumaczyć, że inwestor zażądał przeróbki instalacji, co spowodowało koszty materiałowe. Na to inwestor, że oddaje sprawę do sądu, a na razie na poczet poniesionych strat „aresztuje” auto właściciela. Po czym wybiegł na podwórko i pilotem zamknął bramę. Właściciel najpierw próbował szarpać bramę, wreszcie sięgnął po komórkę i zadzwonił po policję. Dokładnie to samo zrobił inwestor. Należy tylko współczuć policjantom, którzy musieli wysłuchać argumentów obu stron.
jot podpis
0 Komentarzy
user
skomentuj
Komentujesz jako:
nr 14/2020
E-wydanie
elektroniczna wersja
"Życia Podkarpackiego"
w formacie PDF
przeglądaj
Przejdź na wersję Premium
dostęp do pełnych wersji artykułów
e-wydanie
prenumerata wydania papierowego
sprawdź wersję Premium