Życie Podkarpackie nr 49/2019 Życie Podkarpackie nr 49/2019

Życie Podkarpackie - informacje z regionu Przemyśla, Jarosławia, Lubaczowa, Przeworska

Życie.pl, nr 343/2019, Poniedziałek 9 grudnia 2019 r., Wiesławy i Leokadii
Opublikowano
Wszystko przez beaujolais
Zdarzają się w społeczeństwie osobnicy odporni na naukę. Tacy, co to niczego się nie nauczyli w szkole, ani nie skorzystali z nauk, jakie daje im życie. Reprezentantem tego gatunku był niejaki Marian O.
Szkołę podstawową jakoś dali mu skończyć, ale potem już było trudniej. W końcu po trudach i mękach Marian mógł w życiorysie wpisać wykształcenie zawodowe. Później jakoś tak wyszło, że pracy w wyuczonym zawodzie ani w żadnym innym nie podjął. Zajmował się głównie drobnymi kradzieżami albo jakimiś szemranymi interesami. Ot, żeby tylko było na kieliszek chleba. Sąsiedzi mówili o nim – lump z gradobicia. Podobnego zdania byli też policjanci, którzy dość często mieli z nim do czynienia. W ciągu dwudziestu paru lat dorosłego życia Marian trzy lata spędził za kratami. Zwykle były to wyroki niewielkie, wprost proporcjonalne do przestępstw, które popełnił. Niestety te doświadczenia niczego go nie nauczyły i Marian znowu trafił do „kicia”. Tym razem jako recydywista aż na trzy lata. Ubiegłej jesieni, wracając późnym wieczorem do domu, zauważył uchylone drzwi do jednej z kamienic. Wtedy coś go tknęło i wszedł do środka, żeby swoim zwyczajem trochę się porozglądać. Widząc otwarte drzwi do piwnicy, postał chwilę, nasłuchując, po czym zszedł na dół, bo a nuż w którejś z piwnic mogło być coś ciekawego. W mdłym świetle zakurzonej żarówki zobaczył stary dziecięcy wózek, z którego oderwał kawałek metalowej rurki i tak uzbrojony zabrał się do forsowania drzwi do jednej z piwnic.
Skobel łatwo ustąpił i Marian, przyświecając sobie zapalniczką, rozglądnął się po wnętrzu. Z rzeczy interesujących go zobaczył mikser, wiertarkę i zakurzony zegar ścienny. Zapakował fanty do znalezionej torby i wtedy jego wzrok padł na gąsiorek. Odkorkował go, chwilę rozkoszował się aromatem młodego wina, następnie przechyli gąsior i pociągnął spory łyk. Wprawdzie nie był koneserem beaujolais i raczej preferował ruską wódkę, ale z braku laku... Ze względu na gabaryty i ciężar nie mógł wziąć gąsiora, więc przywarł ustami do szyjki i pił na zapas, ile się dało. Nie przewidział jednak działania młodego wina i po wyjściu z kamienicy z torbą pełną fantów poczuł, że miękną mu nogi, więc usiadł na ławce i się zdrzemnął. Obudzili go dwaj policjanci, którzy bardzo chcieli wiedzieć, co ma w torbie. Nietrudno się domyślić dalszego ciągu. Rano po wytrzeźwieniu Marian usłyszał zarzut kradzieży z włamaniem i prosto z dołka trafił do aresztu, a potem był sąd i wyrok.
jot podpis
0 Komentarzy
user
skomentuj
Komentujesz jako:
nr 49/2019
E-wydanie
elektroniczna wersja
"Życia Podkarpackiego"
w formacie PDF
przeglądaj
Przejdź na wersję Premium
dostęp do pełnych wersji artykułów
e-wydanie
prenumerata wydania papierowego
sprawdź wersję Premium