Życie Podkarpackie nr 45/2019 Życie Podkarpackie nr 45/2019

Życie Podkarpackie - informacje z regionu Przemyśla, Jarosławia, Lubaczowa, Przeworska

Życie.pl, nr 315/2019, Poniedziałek 11 listopada 2019 r., Bartłomieja i Marcina
Opublikowano
Zemścił się
Zemsta jest rozkoszą bogów – głosi antyczna sentencja, jednak życie temu przeczy. Chyba każdy zna przypadki ludzi, którzy, choć wcale nie mieli cech boskich, to z lubością mścili się na bliźnich. Po prostu taką mamy paskudną naturę. Jako przykład niech posłuży historia niejakiego Damiana S.

Skończywszy dwadzieścia lat, Damian zaczął się rozglądać za jakąś pracą i wtedy ojciec załatwił mu robotę u swojego znajomego, który miał niewielką firmę handlową. Został Damian kierowcą dostawczego auta i jeździł z towarem po całym kraju, a czasem zdarzały mu się kursy do Niemiec. Na początek zarabiał średnio, ale szybko się zorientował, że może sobie nieoficjalnie dorobić. Po prostu dogadywał się z kimś, komu trzeba było podrzucić jakąś paczkę do miejscowości położonej przy jego trasie albo przywieźć z Niemiec jakąś część do samochodu. Szef szybko się zorientował, że nowy kierowca przedłuża sobie kursy i zamontował w aucie GPS z lokalizacją. Skończyły się fuchy, co Damianowi bardzo się nie podobało. Wtedy w ramach zemsty zaczął wśród pracowników rozpuszczać plotkę o tym, że szef pewnie kogoś ma na boku, bo w każdy piątek po południu gdzieś wyjeżdża i wraca w sobotę. Oczywiście szybko dotarło to do szefa, który mógł wyrzucić chłopaka na zbity pysk, ale biorąc pod uwagę, że to syn znajomego, przesadził go na starego rzęcha i kazał rozwozić towar po najbliższej okolicy. Damian początkowo uniósł się honorem, ale perspektywa pozostania bez pracy spowodowała, że stulił po sobie uszy i jeździł po powiecie bez możliwości dorabiania.

Wtedy pojawiła się myśl, żeby zemścić się na szefie. Pożyczył od kolegi auto i któregoś piątku pojechał, żeby go śledzić. Szef pojechał do sąsiedniej miejscowości i zniknął w bloku, przed którym zaparkował samochód. Wtedy Damian zakradł się i przekuł w nim dwa koła, po czym, czując boską rozkosz, wrócił do domu. Tydzień później sytuacja się powtórzyła, tylko Damian nie przewidział jednego. Otóż szef, nauczony przykrym doświadczeniem, dla bezpieczeństwa zaparkował auto tuż pod kamerą zainstalowanego w bloku monitoringu. Nagranie było na tyle wyraźne, że policjanci nie mieli problemu z przedstawieniem zarzutów zniszczenia mienia. Damian dostał karę grzywny i stracił pracę, a przy okazji okazało się, że szef wcale nie jeździł do kochanki, tylko do chorej matki.
jot podpis
0 Komentarzy
user
skomentuj
Komentujesz jako:
nr 45/2019
E-wydanie
elektroniczna wersja
"Życia Podkarpackiego"
w formacie PDF
przeglądaj
Przejdź na wersję Premium
dostęp do pełnych wersji artykułów
e-wydanie
prenumerata wydania papierowego
sprawdź wersję Premium