Życie Podkarpackie nr 45/2019 Życie Podkarpackie nr 45/2019

Życie Podkarpackie - informacje z regionu Przemyśla, Jarosławia, Lubaczowa, Przeworska

Życie.pl, nr 315/2019, Poniedziałek 11 listopada 2019 r., Bartłomieja i Marcina
Opublikowano
Nieudany kompromat
Nie ma chyba dnia, żeby nie wybuchła aferka związana z ujawnieniem materiałów kompromitujących jakiegoś polityka albo kogoś równie ważnego. Najczęściej są to zdjęcia, filmy, nagrania lub ślady aktywności w mediach społecznościowych. W języku radzieckich służb nazywało się to „kompromat”. Szukanie haków na innych stało się sportem narodowym i przybrało formę psychozy. Podobno co poniektórzy wyczyścili nawet swoje laptopy i telefony. Tak na wszelki wypadek. W każdym razie coś w tym jest, bo zjawisko już dotknęło przeciętnego Kowalskiego.

Pewnego razu dziewiętnastoletni Sebastian na osiedlowym parkingu znalazł telefon. Średnio wypasiony, taki za tysiąc pięćset złotych. Leżał sobie obok auta, którego właściciela Seb znał z widzenia. Stanowiska obok były puste, więc nie powinien mieć wątpliwości, kto go zgubił, ale jakoś tak wyszło, że wsunął telefon do kieszeni i wrócił z nim do domu. Aparat niestety nie był zakodowany i Seb zagłębił się w jego pamięć. SMS-y, filmiki i fotki ujawniały prywatne aspekty z życia właściciela. Przeglądając zawartość, wpadł na pomysł, żeby trochę na tym zarobić. Jeszcze tego samego dnia za wycieraczką auta właściciela telefonu zostawił karteluszek z informacją „Zadzwoń pod swój numer”. Przed północą odebrał telefon. Właściciel uczciwemu znalazcy od razu zaproponował gratyfikację, ale Sebastian powiedział, że wie, co jest w telefonie i może to wrzucić do internetu, a to mogłoby być kompromitujące dla osób występujących na filmach i zdjęciach. Oczywiście można tego uniknąć. Wystarczy, że właściciel na rano przygotuje dwa tysiące i ma swój telefon. Mężczyzna odparł, że musi się zastanowić i oddzwoni za pięć minut. Oczywiście mógł natychmiast zadzwonić na policję, ale ponieważ pracował w służbach mundurowych, postanowił działać sam.

Oddzwonił i powiedział, że gotów jest odżałować dwa tysiące, bo najważniejsze dla niego są kontakty. Zaproponował spotkanie niedaleko parkingu i podał godzinę. Sebastian nie mógł przypuszczać, że właściciel poprosi o pomoc dwóch kolegów, również funkcjonariuszy, i nie podejrzewając niczego, o umówionej porze zjawił się w wyznaczonym miejscu. Wtedy jak spod ziemi wyrośli przed nim dwaj mężczyźni, którzy fachowo wykręcili mu ręce i dopiero wówczas podszedł do niego właściciel telefonu. Również w fachowy sposób sprawdził Sebastianowi kieszenie i zabrał swój telefon. Słowa, które przy tym padły, wzmocnione kilkoma kopniakami, nie nadają się do cytowania. No cóż, kompromat się nie udał.
jot podpi
0 Komentarzy
user
skomentuj
Komentujesz jako:
nr 45/2019
E-wydanie
elektroniczna wersja
"Życia Podkarpackiego"
w formacie PDF
przeglądaj
Przejdź na wersję Premium
dostęp do pełnych wersji artykułów
e-wydanie
prenumerata wydania papierowego
sprawdź wersję Premium