Życie Podkarpackie nr 42/2019 Życie Podkarpackie nr 42/2019

Życie Podkarpackie - informacje z regionu Przemyśla, Jarosławia, Lubaczowa, Przeworska

Życie.pl, nr 293/2019, Niedziela 20 października 2019 r., Ireny i Kleopatry
Opublikowano
Coś niecoś o gościach
Kiedyś mówiło się: gość w dom, Bóg w dom. Potem ktoś przerobił to powiedzenie na: gość w dom, żona w ciążę. W dzisiejszej historii aż tak źle nie było, ale tylko dlatego, że Krzysztof K., który jest jej bohaterem, nie miał żony. Było to pod koniec czerwca.
Wczesny wieczór, pogoda podła. Krzysiek wracał po całym dniu w delegacji, zmęczony jak cholera, a bus się spóźniał. Usiadł na przystanku obok jakichś dwóch gości, którzy głośno klęli na spóźniający się transport. Jeden z nich zapewniał, że w Londynie takie sytuacje się nie zdarzają, a z akcentu i sposobu mówienia można było wywnioskować, że facet jakiś czas przebywał na wyspie. Krzysiek zainteresował się tym, bo od dawna marzył, żeby rzucić pracę za trzy tysiące na rękę i pojechać szukać na Zachodzie lepszych pieniędzy. Zagadnął gości. Od słowa do słowa i dowiedział się, że jadą do tej samej miejscowości. Zaczęli rozmawiać, bus dalej nie przyjeżdżał, a na dodatek się rozpadało. Wtedy jeden z gości wyciągnął z torby zawiniętą w gazetę butelkę i plastikowy kubeczek. Nalał i podał Krzyśkowi, mówiąc, że to swojska nalewka, dobra na taką pogodę. Krzysiek wypił i pochwalił bimberek. Obrócili dwie kolejki i przyjechał bus. Usiedli z tyłu i kontynuowali rozmowę, od czasu do czasu polewając dyskretnie. Kiedy przyjechali na miejsce, okazało się, że goście nie mają już autobusu, którym chcieli jechać dalej. Wtedy Krzysiek wykazał się staropolską gościnnością i zaprosił ich do domu. Wprawdzie warunków specjalnych nie miał, ale zapewniał, że lepiej spędzić noc w fotelu pod dachem niż na pustym dworcu. Goście przyjęli zaproszenie z ochotą, a ten, który był w Londynie, obiecał podać parę ciekawych namiarów na pracę. Po drodze, żeby nie siedzieć o suchym pysku, zrobili w nocnym sklepie odpowiednie zakupy.
Nietrudno się domyśleć, jak wyglądała reszta wieczoru. Gdzieś koło północy gospodarza zmorzył sen i zostawił gości przy stole, a sam położył się spać. Obudził się nad ranem. Gości już nie było. Wtedy coś go tknęło i zerwał się, żeby sprawdzić, czy nic nie zginęło. Nie brakowało niczego, oprócz bajeranckiej kurtki, w której miał portfel z dokumentami i niewielką kwotę pieniędzy. Krzysiek błyskawicznie oprzytomniał, przypomniał sobie, o której goście mieli pierwszy autobus, popatrzył na zegarek i wybiegł z domu, licząc, że jeszcze ich dorwie. Niedaleko dworca zobaczył policyjny patrol i poprosił funkcjonariuszy, żeby mu pomogli. Goście jeszcze czekali na autobus i jeden z nich miał na sobie kurtkę Krzyśka. Już na komendzie tłumaczył, że był trochę wstawiony i wziął kurtkę przez pomyłkę. Nie wiadomo, jak się sprawa skończyła, ale Krzysiek już nieprędko kogoś zaprosi do domu.
jot podpis
0 Komentarzy
user
skomentuj
Komentujesz jako:
nr 42/2019
E-wydanie
elektroniczna wersja
"Życia Podkarpackiego"
w formacie PDF
przeglądaj
Przejdź na wersję Premium
dostęp do pełnych wersji artykułów
e-wydanie
prenumerata wydania papierowego
sprawdź wersję Premium