Życie Podkarpackie nr 38/2019 Życie Podkarpackie nr 38/2019

Życie Podkarpackie - informacje z regionu Przemyśla, Jarosławia, Lubaczowa, Przeworska

Życie.pl, nr 261/2019, Środa 18 września 2019 r., Ireny i Józefa

Opublikowano
Sposób na uciążliwe towarzystwo
Lato w pełni, więc należy wykorzystać ten czas na wypoczynek. Jedni lecą do Egiptu, żeby pławić się w basenie, gdzie woda ma kolor turkusowy, inni wolą zapach wędzonego dorsza nad Bałtykiem. Są też tacy, którzy preferują spokój i ciszę na łonie natury, tak jak pan Stanisław, który kilka lat temu kupił działkę nad Lubaczówką i postawił na niej letni domek, w którym spędza całe lato. Wokół zapach sosny, ptaszki świergolą, maliny dojrzewają, do ludzi daleko. Jednym słowem żyć, nie umierać. Niestety w czerwcu sielanka się skończyła.

Którejś soboty Stanisław zobaczył za płotem auto, którym przyjechało jakieś młode towarzystwo. Po prostu wypatrzyli miejscówkę i trzydzieści metrów od jego działki rozłożyli biwak. Stanisław krzywym okiem patrzył, jak rozkładają namiot i rozpalają ognisko, jednak niewiele miał do powiedzenia, gdyż to nie był jego teren. Najgorsze przyszło w nocy. Najpierw z bezprzewodowych głośników musiał słuchać disco polo, a potem towarzystwo dało popis wokalny. Kiedy młodzi kolejny raz zaczęli wyć „hej sokoły”, Stanisław przykrył głowę poduszką, ale w końcu nie wytrzymał i poszedł im zwrócić uwagę. Efekt był taki, że usłyszał przekleństwa i groźby. Wrócił roztrzęsiony i zadzwonił na policję. Nie był to najlepszy pomysł, gdyż patrol nie mogąc tam trafić w nocy, przyjechał dopiero przed południem następnego dnia, kiedy towarzystwo zza płotu już się wyniosło. Policjanci pooglądali niedogaszone ognisko, puste butelki, puszki po piwie i rozłożyli bezradnie ręce, tłumacząc, że nie są w stanie upilnować spokoju na takim odludziu. Następnej soboty sytuacja się powtórzyła, z tym że skład towarzystwa był trochę inny, ale spać się przy nich też nie dało. Wtedy Stanisław, obawiając się, że sytuacja się powtórzy, postanowił bronić swojej oazy spokoju i na weekend zaprosił znajomego, emerytowanego policjanta, który jest też myśliwym.

Najpierw Stanisław wymyślił, żeby w poprzek dojazdowej dróżki wykopać rów, ale znajomy znający przepisy wytłumaczył mu, że to jest naruszenie prawa i zaproponował coś innego. Obaj pojechali do miasta i kupili chemiczny środek na odstraszanie dzików. Po powrocie rozlali cuchnący płyn w miejscu, gdzie biwakowało towarzystwo i czekali na efekt. Po południu przyjechało auto i jak zwykle rozbawieni biwakowicze zaczęli wyciągać z bagażnika swój sprzęt. Wtedy poczuli smród. Chodzili wokół, ale cuchnęło całe miejsce nadające się do biwakowania. Podejrzewając, że to sprawka właściciela działki, zaczęli wygrażać w jego kierunku, ale widząc dwóch mężczyzn wychodzących z domku, odpuścili i pojechali szukać lepszego miejsca.
jot podpis
0 Komentarzy
user
skomentuj
Komentujesz jako:
nr 38/2019
E-wydanie
elektroniczna wersja
"Życia Podkarpackiego"
w formacie PDF
przeglądaj
Przejdź na wersję Premium
dostęp do pełnych wersji artykułów
e-wydanie
prenumerata wydania papierowego
sprawdź wersję Premium