Życie Podkarpackie nr 38/2019 Życie Podkarpackie nr 38/2019

Życie Podkarpackie - informacje z regionu Przemyśla, Jarosławia, Lubaczowa, Przeworska

Życie.pl, nr 266/2019, Poniedziałek 23 września 2019 r., Tekli i Bogusława

Opublikowano
Porwanie
„W czasie deszczu dzieci się nudzą, to ogólnie znana rzecz” – śpiewała Barbara Krafft, ale to było dawno temu. Dzisiaj, gdy pada, dzieci siedzą przed komputerami, a nawet jak nie pada, też siedzą. Akurat tego dnia padało i Maciek (uczeń czwartej klasy) po lekcjach zaprosił do siebie dwóch kolegów. Chłopcy byli u niego pierwszy raz i z podziwem patrzyli na wyposażenie. W każdym pokoju telewizor i komputer, eleganckie meble. – Twoi rodzice muszą mieć dużo pieniędzy – orzekli koledzy.
Maciek potwierdził, ale poskarżył się, że jemu skąpią, a ostatnio nawet nie chcieli dać półtora tysiąca na playstation 4 Pro.  Na to jeden z kolegów zapytał: – Ale gdyby cię ktoś porwał, to na pewno daliby kasę na okup. W tym momencie w głowach czwartoklasistów zaczął kiełkować szatański plan i uradzili, żeby sfingować porwanie i zażądać okupu. Ojciec Maćka akurat wyjechał w delegację, ale matka była w biurze i to ją kidnaperzy postanowili powiadomić o porwaniu. Maciek znał jej e-maila, ale przecież nie mógł napisać ze swojej poczty. Wtedy kolega zdecydował się użyczyć swojego adresu. Pisanie listu z żądaniem okupu wcale nie jest takie proste i chłopcy, przypominając sobie różne filmy kryminalne, próbowali zredagować coś, co zrobiłoby wrażenie. Oprócz informacji o porwaniu napisali, że okup w wysokości półtora tysiąca złotych należy po południu umieścić pod kamieniem, który znajduje się za garażami stojącymi za blokiem. Żeby było groźniej, list podpisali „banda diabła”, bo to niby sataniści mieli porwać Maćka. Kiedy był już gotowy, sprawdzili, czy nie ma błędów, wysłali go matce i wyszli w trójkę z mieszkania. W biurze w tym czasie była jakaś narada i matka Maćka odebrała pocztę na telefonie.

Kiedy przeczytała, zemdlała i osunęła się na podłogę. Koleżanki na szczęście szybko ją ocuciły. Wtedy powiedziała im, o co chodzi i zaczęła wydzwaniać do syna. Raz, drugi, trzeci, ale jego telefon był głuchy. Prawie odchodząc od zmysłów, zadzwoniła na policję. Komisariat był niedaleko, więc policjanci zjawili się w biurze po pięciu minutach. Przeczytali e-maila i najbardziej zainteresowała ich wysokość okupu. Wtedy zapewnili zrozpaczoną matkę, że do godziny zobaczy syna całego i zdrowego. Trzeba przyznać, że słowa dotrzymali. W jaki sposób, to już ich zawodowa tajemnica. Teraz Maciek nie dość, że nie będzie miał wymarzonego playstation, to jeszcze ma do końca roku szkolnego szlaban na komputer.

 jot podpis
0 Komentarzy
user
skomentuj
Komentujesz jako:
nr 38/2019
E-wydanie
elektroniczna wersja
"Życia Podkarpackiego"
w formacie PDF
przeglądaj
Przejdź na wersję Premium
dostęp do pełnych wersji artykułów
e-wydanie
prenumerata wydania papierowego
sprawdź wersję Premium