Życie Podkarpackie nr 33/2019 Życie Podkarpackie nr 33/2019

Życie Podkarpackie - informacje z regionu Przemyśla, Jarosławia, Lubaczowa, Przeworska

Życie.pl, nr 231/2019, Poniedziałek 19 sierpnia 2019 r., Bolsława i Juliana
Opublikowano
Pasmo nieszczęść
Bartek skończył dwadzieścia dwa lata, tylko jakoś mu się nie układało i żył na garnuszku rodziców. Czasem złapał jakąś dorywczą fuchę, ale to było za mało na takie życie, o jakim marzył. Za namową kolegów zarejestrował się w urzędzie pracy i myślał, jakby tu prysnąć na Zachód. W międzyczasie pojawiła się szansa na kredyt dla bezrobotnych, więc postanowił założyć działalność gospodarczą. Jakoś załatwił wszelkie formalności i zarejestrował firmę.

Kolega użyczył mu starej szopy, w której miał powstać zakład mechaniczny. Na początek za połowę kwoty kredytu z urzędu kupił auto, bo przecież jakoś trzeba zacząć. Nie było szans, żeby za resztę wyposażyć warsztat. Wprawdzie w szopie zainstalował jakieś dwa stoły, imadło przytargane ze złomu i parę kluczy, ale to zdecydowanie za mało jak na warsztat, który ma przynieść dochód. Od początku wiadomo było, że Bartek nie będzie prowadził biznesu i chodziło mu tylko o kasę z urzędu, która – po określonym okresie – będzie umorzona. Jego celem były Niemcy, gdzie – jak opowiadali koledzy – można szybko dorobić się niezłego szmalu. Tymczasem warsztat służył jako miejsce towarzyskich spotkań. Wreszcie machnął ręką na zobowiązania i nieopłacone składki ZUS-owskie i pojechał do Niemiec. Tam, zanim znalazł pracę, rozeszła się resztka pieniędzy i wcale nie było tak dobrze, jak opowiadali koledzy. Kiedy pół roku później przyjechał na parę dni do domu, czekała go sterta urzędowych pism i dwa wezwania do sądu. Okazało się, że ma zwrócić kredyt i uregulować różne inne zaległości. Razem ponad trzydzieści tysięcy. Zapewnił rodziców, że wszystko szybko odpracuje i wrócił do Niemiec.

Niestety trafił na dekoniunkturę i prawie dwa miesiące czekał, aż znalazł jakąś pracę. Jednak nie popracował długo. Któregoś dnia spieszył się na kwaterę i na zakręcie wjechał w nowiutkie audi. Kiedy uzmysłowił sobie, że skończyło mu się ubezpieczenie, spanikował i postanowił uciekać. Naderwany zderzak przywiązał drutem, rozbity reflektor zakleił folią i dwie godziny później był już w kraju. W domu czekało go zawiadomienie z sądu o wyroku, a dwa dni później przyszedł komornik i na poczet zaległości zajął samochód, zaś po tygodniu przyszli policjanci w sprawie niemieckiej kolizji. Teraz Bartkowi zostało wygrać w totolotka, bo w przeciwnym razie czeka go cela.
jot podpis kryminałek

0 Komentarzy
user
skomentuj
Komentujesz jako:
nr 33/2019
E-wydanie
elektroniczna wersja
"Życia Podkarpackiego"
w formacie PDF
przeglądaj
Przejdź na wersję Premium
dostęp do pełnych wersji artykułów
e-wydanie
prenumerata wydania papierowego
sprawdź wersję Premium