Życie Podkarpackie nr 20/2019 Życie Podkarpackie nr 20/2019

Życie Podkarpackie - informacje z regionu Przemyśla, Jarosławia, Lubaczowa, Przeworska

Życie.pl, nr 139/2019, Niedziela 19 maja 2019 r., Piotra i Mikołaja
Opublikowano
Na granicy fajnie jest
Gdyby tak popatrzeć z góry na rejon przejścia granicznego, trudno byłoby uniknąć skojarzenia z mrowiskiem. Niczym w owadzim królestwie panuje tu ciągły ruch. Pojedyncze osobniki przemieszczają się tam i z powrotem, czasem na chwilę gromadzą się w jednym miejscu albo nagle rozbiegają w różnych kierunkach. Może dla kogoś niewtajemniczonego na pierwszy rzut oka wygląda to na totalny chaos, ale nic bardziej mylnego. Panuje tam specyficzny porządek, wypracowany przez całe lata przez tych, którzy żyją z granicy. Jednak nie każdy się do tego nadaje, o czym wiedzą ci, którzy spędzili tam sporo czasu.

Na przykład pewna przemyślanka, która przedstawia się jako mrówka na emeryturze, opowiadała, jak to próbowała wkręcić siostrzeńca w tę robotę. Chłopak był bez pracy i marnował się w domu, to lepiej żeby raz czy drugi poszedł na granicę. Zawsze zarobiłby sobie parę groszy i nie musiał od matki żebrać na papierosy albo piwo. Żeby ułatwić mu start, wzięła go kilka razy z sobą. Siostrzeniec jednak był z gatunku tych, którzy do tego zupełnie się nie nadają. Na początku się zapalił. Pożyczył od kolegi auto, ciotka pożyczyła trochę kasy na dobry początek i pojechał. Nie znając realiów, wybrał nie najlepszy moment i po ukraińskiej stronie musiał odstać dwie godziny w leju. Kiedy już dotarł do wskazanej przez ciotkę hurtowni, okazało się, że znikła kasa, którą miał w kieszeni. Nie wiadomo gdzie i kiedy szlag trafił ponad tysiąc hrywien, które miał zamiar zainwestować w towar. Wrócił załamany, ale z mocnym postanowieniem, że następnym razem odbije sobie straty. Jednak żeby się to udało, musiał zaryzykować nadwyżką towaru, czyli przemytem, a taki lepiej robić samochodem.

Po ośmiu godzinach stania w jednej i drugiej kolejce dotarł wreszcie do hurtowni. Później zaparkował gdzieś na uboczu i poupychał trefny towar w różne zakamarki auta. To chyba nie był najlepszy pomysł, bo kiedy celnik znalazł pierwszy karton papierosów, skierował go na jamę, czyli na kanał. Znowu był w plecy i jeszcze czekała go sprawa karna skarbowa. Z rozpaczy, zamiast jechać prosto do domu w Medyce, skręcił i za resztę pieniędzy kupił dwie butelki wódki. Potem, żeby ukoić rozdygotane nerwy, otworzył jedną i łyknął raz i drugi. Na rogatkach miasta zatrzymał go patrol i alkomat wykazał ponad pół promila. To właśnie dowód na to, że nie każdy nadaje się na mrówkę, a poza tym na granicy fajnie jest.jot podpis kryminałek
0 Komentarzy
user
skomentuj
Komentujesz jako:
nr 20/2019
E-wydanie
elektroniczna wersja
"Życia Podkarpackiego"
w formacie PDF
przeglądaj
Przejdź na wersję Premium
dostęp do pełnych wersji artykułów
e-wydanie
prenumerata wydania papierowego
sprawdź wersję Premium