Życie Podkarpackie nr 7/2019 Życie Podkarpackie nr 7/2019

Życie Podkarpackie - informacje z regionu Przemyśla, Jarosławia, Lubaczowa, Przeworska

Życie.pl, nr 50/2019, Wtorek 19 lutego 2019 r., Konrada i Arnolda
Opublikowano
Entliczek, pętliczek...
Zapewne wszyscy pamiętają różne dziecięce wyliczanki, niezbędne podczas losowania w zabawach. Otóż dalej są one w użyciu. Bywa, że wyliczanki stosowane są do brzydkich zabaw i niekoniecznie przez tych najmłodszych. Historia zdarzyła się w jednym z wielkopowierzchniowych sklepów samoobsługowych.

Ubiegłej jesieni personel zauważył, że zwiększyła się ilość drobnych kradzieży. Ginęły głównie słodycze i jakieś drobne przedmioty. W takich miejscach kradzieże nie są czymś niezwykłym, ale w tym przypadku było ich więcej. Powiadomiono o tym ochronę, poprawiono monitoring. Ochroniarze tracili wzrok, wpatrując się w monitory. Personel miał obolałe karki od ciągłego kręcenia głową, ale nie udało się nakryć notorycznego złodzieja. Przełom w sprawie nastąpił, kiedy jeden z ochroniarzy miał nocną służbę. Do jego obowiązków należało kilka razy w nocy obejść dookoła obiekt i sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. Pewnej nocy zauważył na tyłach sklepu leżące na schodach opakowania po batonikach. Pozbierał papierki, wrzucił do kosza i zapomniał o tym. Kilka dni później znowu w tym samym miejscu zobaczył opakowania po słodyczach. Wtedy przypomniał sobie o ostatnich kradzieżach i coś mu zaświtało. Swoją refleksją podzielił się z szefem ochrony i wspólnie ustalili, żeby objąć to miejsce obserwacją, oczywiście bardzo dyskretną. Przez kilka dni ochroniarze, łamiąc wewnętrzny regulamin, w cywilnych ubraniach kręcili się w pobliżu sklepu, mając na oku schody na zapleczu. Metoda zdała egzamin i któregoś dnia dyżurujący zauważył trzech chłopców, którzy siedzieli na schodkach i gryźli batoniki.

Wezwał umundurowanego kolegę, żeby przepytać chłopaków. Dwaj mieli po jedenaście lat, jeden dwanaście i wszyscy mieszkali na sąsiedniej ulicy. Z ich zachowania można było wnioskować, że mają coś więcej na sumieniu niż tylko śmiecenie papierkami. Podczas konfrontacji kasjerka dobrze pamiętała, że jeden z nich płacił tylko za napój. Potem już w obecności rodziców rozmawiała z nimi policjantka. Tu dochodzimy do tytułowej wyliczanki. Chłopcy przyznali się, że urządzili zawody, któremu uda się najwięcej ukraść. Za każdym razem za pomocą wyliczanki losowali, który z nich wchodzi do sklepu. Przyznali też, że wiedzieli o kamerach i działali tak, żeby zawsze ukryć się za kimś z dorosłych, więc gdyby nie ta wyliczanka, można by było mówić o zorganizowanej grupie przestępczej.
jot podpis kryminałek
0 Komentarzy
user
skomentuj
Komentujesz jako:
nr 7/2019
E-wydanie
elektroniczna wersja
"Życia Podkarpackiego"
w formacie PDF
przeglądaj
Przejdź na wersję Premium
dostęp do pełnych wersji artykułów
e-wydanie
prenumerata wydania papierowego
sprawdź wersję Premium