Życie Podkarpackie nr 29/2019 Życie Podkarpackie nr 29/2019

Życie Podkarpackie - informacje z regionu Przemyśla, Jarosławia, Lubaczowa, Przeworska

Życie.pl, nr 199/2019, Czwartek 18 lipca 2019 r., Kamila i Szymona
Opublikowano
Straszny zbój
Dokładnie rok temu Ireneusz K., dwa miesiące przed końcem wyroku, wyszedł na wolność i obiecał, że się poprawi i już nigdy nie wejdzie w konflikt z prawem. Jednak życie na wolności wcale nie jest takie łatwe. Przede wszystkim trzeba mieć za co żyć i gdzie mieszkać. Irek nie miał ani jednego, ani drugiego.
Do wiosny jakoś przebiedował w schronisku, ale tam obowiązuje „suchy zakon”, czego co niektórzy nie wytrzymują. Tylko trochę słoneczko przygrzało i Irek poszedł w miasto. To znaczy znalazł kawałek kąta u dobrego znajomego, inni kumple też nie odpędzali od stołu i tak doczekał lata, a wtedy przeniósł się na działki, gdzie wypatrzył opuszczony domek. Ponieważ nocami do jego dyspozycji były wszystkie okoliczne domki i altanki, po miesiącu miał już na czym spać i butlę z palnikiem, na którym mógł zaparzyć kawę. Jednym słowem żyć, nie umierać. Irek całe dnie spędzał na mieście, gdzie było o wiele ciekawiej, więc tylko nieliczni działkowicze mieli okazję go spotkać. Raz czy drugi ktoś go zobaczył, jak po zmroku przemykał ścieżką na działki i poszła fama, że jakiś straszny typ się kręci w okolicy. Straszny, bo ponoć miał ze dwa metry wzrostu, czarną zmierzwioną brodę i źle mu z oczu patrzyło. Wypisz, wymaluj zbój jakiś. Tyle, że strach ma wielkie oczy i opis był mocno przesadzony, jedynie kilkudniowy zarost jako tako pasował do rysopisu. Wtedy jakoś nikt go nie skojarzył z wcześniejszymi kradzieżami, które na działkach są tak częste, że w drobniejszych sprawach poszkodowani nawet tego nie zgłaszają.
W sierpniu któregoś wieczoru wracał Irek na działki do siebie i na ścieżce minął się z jakimś gościem, który zbyt natarczywie się za nim oglądał. Irkowi akurat tego dnia coś nie poszło, miał podły humor i odreagował na gościu. Najpierw zapytał, czego się na niego gapi, a potem rąbnął gościa w ucho tak, że ten poleciał w maliny. Irek poczłapał w swoją stronę, a gość trochę się pozbierał i popędził na policję. Kiedy opowiedział, że typ, który go napadł i pobił, ma ponad dwa metry i posturę kulturysty, dyżurny na wszelki wypadek wysłał na miejsce aż dwa patrole. Zupełnie niepotrzebnie, bo Irek, mając doła, doszedł do wniosku, że znudziło mu się na wolności i na widok mundurów sam wysunął ręce do bransoletek. Madejowe łoże mu nie grozi, a do koja w celi już przywykł.
jot podpis
0 Komentarzy
user
skomentuj
Komentujesz jako:
nr 29/2019
E-wydanie
elektroniczna wersja
"Życia Podkarpackiego"
w formacie PDF
przeglądaj
Przejdź na wersję Premium
dostęp do pełnych wersji artykułów
e-wydanie
prenumerata wydania papierowego
sprawdź wersję Premium