Życie Podkarpackie nr 29/2019 Życie Podkarpackie nr 29/2019

Życie Podkarpackie - informacje z regionu Przemyśla, Jarosławia, Lubaczowa, Przeworska

Życie.pl, nr 199/2019, Czwartek 18 lipca 2019 r., Kamila i Szymona
Opublikowano
Interwencja pod choinką
Choinka będąca nieodłączną ozdobą w czasie świąt Bożego Narodzenia jest symbolem szczęścia, dostatku i rodzinnego ciepła. Symbol symbolem, a życie życiem i bywa, że pod choinką dzieją się różne rzeczy. Najwięcej na ten temat mogą powiedzieć policjanci z sekcji patrolowo-interwencyjnej, którzy jeżdżą na tak zwane domówki, czyli interwencje związane z awanturami domowymi różnego kalibru.
Kolejny raz udało mi się namówić do wspomnień znajomego emerytowanego policjanta, który ładny kawałek życia spędził w radiowozie i widział niejedno, a zakończył służbę w stopniu sierżanta sztabowego. – Zdarzyło mi się parę razy mieć służbę w święta. Nie powiem, żeby to było miłe. Inni w tym czasie siedzą z rodziną, w cieple, przy zastawionym stole, a my musieliśmy zbierać leżaków z przystanków albo godzić małżonków, którym zachciało się awanturować pod choinką. Kiedyś, w drugi dzień świąt, dyżurny wysłał nas, żeby uciszyć jakieś towarzystwo, które tak świętowało, że sąsiedzi z kamienicy prosili o pomoc. Po paru latach zna się już trochę adresów, ale pod ten jechaliśmy pierwszy raz. Porządna kamienica, porządni lokatorzy. Z mieszkania na pierwszym piętrze na całą klatkę słychać odgłosy potężnej awantury. Pukamy, otwiera dobrze już trącony gospodarz. Wchodzimy i tłumaczymy, żeby się trochę uspokoili. Towarzystwo – jak to się mówi – raczej z wyższych sfer, nie żadne tam menelstwo. Stół zastawiony koniakami, które im widocznie zaszkodziły, bo wszyscy wrzeszczą do siebie. Na nasz widok trochę się uspokoili, a gospodarz obiecał, że już będzie cicho. Pouczyliśmy go i wracamy do radiowozu. Pół godziny później dyżurny znowu nas tam wysyła. Wchodzimy, a tam już draka na całego.
Panowie szarpią się za krawaty, panie odciągają mężów, komuś już krew leci z nosa. Nikt nie reaguje na nasze polecenia, ale przecież to święta i jakoś nie wypadało sięgać po pałki albo gaz. Wzięliśmy do radiowozu najbardziej agresywnego i wróciłem na górę, żeby spisać resztę, a tu kolega dzwoni, żebym mu pomógł, bo facet zaczyna szaleć. Biegnę na dół, a jakaś kobieta krzyczy, że ktoś kogoś chce zabić. Wracam. Dwóch się ostro naparza. Rozdzielam ich i jednemu zakładam kajdanki, na to jedna kobita zaczyna mnie szarpać za kurtkę. Wyskakuję na klatkę i wołam dyżurnego, żeby przysłał pomoc, ale akurat wszystkie patrole są zajęte. Ponad godzinę mordowaliśmy się z nimi, nim przyjechały dwa radiowozy. Miałem pourywane pagony, lało się ze mnie i służbę skończyłem dwie godziny później, bo trzeba było wszystkie kwity powypisywać – sierżant kończy świąteczną opowieść.
jot podpis
0 Komentarzy
user
skomentuj
Komentujesz jako:
nr 29/2019
E-wydanie
elektroniczna wersja
"Życia Podkarpackiego"
w formacie PDF
przeglądaj
Przejdź na wersję Premium
dostęp do pełnych wersji artykułów
e-wydanie
prenumerata wydania papierowego
sprawdź wersję Premium