Życie Podkarpackie nr 26/2019 Życie Podkarpackie nr 26/2019

Życie Podkarpackie - informacje z regionu Przemyśla, Jarosławia, Lubaczowa, Przeworska

Życie.pl, nr 177/2019, Środa 26 czerwca 2019 r., Jana i Pawła
Orlen zdrapka
Opublikowano
Recydywista do kwadratu
Ponieważ zbliżają się święta, zacznę od życzeń. Otóż wszystkim bohaterom, o których tutaj pisałem, życzę, by nie było powodów, żebym raz jeszcze musiał o nich pisać, czyli żeby nie wpadli w recydywę. Ryszard S. mógłby coś o tym powiedzieć. Pierwszy raz wpadł za kradzież, mając siedemnaście lat. Dzisiaj dobiega sześćdziesiątki i znają go dobrze w kilku zakładach karnych, nie wspominając o policjantach, których już trzecie pokolenie ma go na oku.

Rycho sam opowiadał, że jak kiedyś w okolicy komuś zginęły, za przeproszeniem, gacie ze strychu, to psy najpierw przychodziły do niego, robiły kipisz, a kiedy był czysty, żaden nie powiedział „przepraszam”. W pierdlu też nie miał większego poważania, nawet nie wszedł w krąg grypsujących. Jedynie na swojej parafii jeszcze chce uchodzić za wielkiego kozaka. Kiedy dorwie wolnych słuchaczy, którzy postawią kieliszek chleba, opowiada o swoich największych skokach, które już się przedawniły, więc nie musi się obawiać kary. Zresztą pół roku pod celą to żadna kara, co najwyżej urozmaicenie monotonii życia i możliwość regeneracji organizmu. Jeszcze gdyby okres odsiadki przypadał na czas jesieni i zimy, Rycho byłby gotów sam się zgłosić do proroka. Po prostu taki jest. Żeby jeszcze skoki były warte ryzyka, na przykład jakiś bank albo cztery tiry fajek, ale Rycho nigdy tak wysoko nie mierzył. Ostatnie dziesięć miesięcy odsiedział pięć lat temu. Za głupotę. Kiedyś na placu, gdzie często parkowali ukraińscy kierowcy, przyuważył ciężarówkę, z której jakiś człowiek wynosił duże pudła i przepakowywał do busa. Rycho stanął w cieniu, wyciągnął szluga i spokojnie miał na wszystko oko.

W odpowiednim momencie, kiedy mężczyzna z pudłami zanurzył się do busa, podbiegł, ściągnął z ciężarówki dwa pudła i błyskawicznie zniknął w ciemnej uliczce. Okazało się, że przeliczył się z możliwościami, bo pudła wprawdzie nie były ciężkie, ale duże i niewygodne do taskania. Postawił je na trawie i postanowił zanieść je na metę po jednym. Nim wrócił po to drugie, tektura przemokła i kiedy je niósł, zaczęły wypadać buty. Kto by się oglądał za jednym butem, skoro jest ich jeszcze tyle w pudełku. Teraz już chyba nie trzeba szczegółowo wyjaśniać, jak doszło do wpadki, ani powodu, dla którego Rycho nie szedł w zaparte, tylko do wszystkiego się przyznał.
jot podpis
0 Komentarzy
user
skomentuj
Komentujesz jako:
nr 26/2019
E-wydanie
elektroniczna wersja
"Życia Podkarpackiego"
w formacie PDF
przeglądaj
Przejdź na wersję Premium
dostęp do pełnych wersji artykułów
e-wydanie
prenumerata wydania papierowego
sprawdź wersję Premium