Życie Podkarpackie nr 50/2018 Życie Podkarpackie nr 50/2018

Życie Podkarpackie - informacje z regionu Przemyśla, Jarosławia, Lubaczowa, Przeworska

Życie.pl, nr 349/2018, Sobota 15 grudnia 2018 r., Celiny i Waleriana
Opublikowano
Załatwianie nie popłaca
Cały kraj żyje aferą (ponoć korupcyjną) na szczycie władzy i pieniędzy, bo ktoś tam komuś obiecywał za załatwienie czegoś czterdzieści milionów. Trzeba przyznać, że kwota powala, zwłaszcza przeciętnego Kowalskiego, bo sam fakt załatwiania budzi już mniejsze emocje. Bo co tu ukrywać, wszyscy coś załatwiamy, tylko nie za takie pieniądze. No może nie wszyscy, wszak zdarzają się wyjątki. Inną rzeczą jest, że na załatwianiu często wychodzi się jak legendarny Zabłocki na mydle. Na przykład Robert żadnego mydła nie przemycał, ale poprzez załatwianie narobił sobie dużych kłopotów.

Otóż musiał na parę dni pojechać do Holandii, bo trafił mu się tam dobry geszeft. Ponieważ niedawno zaczął pracę i wiedział, że szef na pewno nie da mu zwolnienia na tydzień, kombinował, gdzie by tu załatwić lewe zwolnienie. Zwierzył się z kłopotu koledze, który stwierdził, że to żaden problem i obiecał załatwić zwolnienie u znajomego lekarza. Miało to kosztować równe sto złotych. Robert bez wahania wyciągnął stówkę i na drugi dzień pojechał do Holandii. Wrócił po pięciu dniach wściekły, bo interes nie wypalił i był finansowo w plecy. Zadzwonił do kolegi i dowiedział się, że ten załatwił zwolnienie. Umówili się na wieczór i na drugi dzień Robert zaniósł papier do pracy. Szef pooglądał zwolnienie wypisane koślawym pismem na druku recepty, w dodatku opatrzone niezbyt czytelną pieczątką i mocno się zdenerwował. Poradził Robertowi, że z receptą to może sobie iść do apteki po środek przeczyszczający, a nie oszukiwać w pracy i zwolnił go ze skutkiem natychmiastowym. Cóż było robić? Robert odwiną się na pięcie, trzasnął drzwiami i sobie poszedł.

Wszystko w nim kipiało, bo biznes nie wyszedł i stracił pracę, więc postanowił odnaleźć kolegę, który go tak urządził, żeby po męsku się z nim rozmówić i odebrać stówkę. Kolega nie odbierał telefonu, więc Robert poszedł do niego do mieszkania. Kolega zaskoczony wpuścił go i wtedy się zaczęło. Sąsiedzi z klatki potem zeznawali, że najpierw zza drzwi słychać było głośną wymianę zdań, potem wulgarne wrzaski, a na końcu łomot i jęki. Wtedy dopiero zadzwonili po policję. Oprócz policjantów potrzebne było pogotowie, bo kolega Roberta leżał w przedpokoju zakrwawiony i nieprzytomny. Teraz, mając zarzuty naruszenia miru domowego i pobicia skutkującego rozstrojem zdrowia powyżej dni siedmiu, już nie uda mu się tego załatwić.jot podpis kryminałek
0 Komentarzy
user
skomentuj
Komentujesz jako:
nr 50/2018
E-wydanie
elektroniczna wersja
"Życia Podkarpackiego"
w formacie PDF
przeglądaj
Przejdź na wersję Premium
dostęp do pełnych wersji artykułów
e-wydanie
prenumerata wydania papierowego
sprawdź wersję Premium