Życie Podkarpackie nr 46/2018 Życie Podkarpackie nr 46/2018

Życie Podkarpackie - informacje z regionu Przemyśla, Jarosławia, Lubaczowa, Przeworska

Życie.pl, nr 323/2018, Poniedziałek 19 listopada 2018 r., Elżbiety i Seweryna
Opublikowano
Kiedyś to były czasy
W ubiegłym tygodniu spotkałem Wodza, który przystanął pod kioskiem, popatrzył na leżący w okienku nasz tygodnik i wyraźnie zainteresował się tytułem na pierwszej stronie. Wodzu tak naprawdę miał kiedyś trochę inną ksywę, ale z powodu RODO musiałem mu ją zmienić.

Wodzu niedawno skończył sześćdziesiątkę, ale sterany przez życie wyglądał na grubo więcej. Przeczytał na głos o napadzie w środku miasta, którego dokonali zamaskowani bandyci, po czym zamyślił się chwilę, pokręcił głową i zebrało mu się na wspomnienia. – Kiedy jeszcze byłem takim szkutem, to na mojej parafii też się lali, często nawet do krwi – zaczął opowiadać sznaps barytonem. – Chłopaki zawsze mieli przy sobie szpadryny, to znaczy kastety albo kosy, i robili z nich użytek, ale nie pamiętam, żeby któryś w czasie draki zasłaniał mordę kominiarką. Wtedy nikt się twarzy nie wstydził, no ale wtedy jeszcze nie było wszędzie tych cholernych kamer. Zwykle już po rozróbie gliny łaziły i rozpytywały, ale raczej nie zdarzyło się, żeby ktoś puścił parę z gęby, bo by miał u wszystkich przewalone. Kiedyś jak mojego kumpla żona zakapowała, to kiedy poszedł siedzieć, sąsiadki jej nawet soli nie chciały pożyczyć. Teraz wszystko się pozmieniało, głównie przez amerykańskie filmy i inne wynalazki. Gówniarze naoglądają się i potem świrują. Ja, nie powiem, święty nie byłem i parę lat pod celą przekiblowałem. Też potrafiłem się naparzać. Kiedyś miałem szpargę z takim jednym z naszej ulicy.

Poszło o fanty, które po prostu przepił, a wypierał się, że ojciec mu je wyrzucił. Pacan, zamiast się przyznać, zaczął kręcić, a tego nie lubię, więc dorwałem go i trochę mu przywaliłem. Za kilka dni on z bratem mnie dorwali i straciłem dwa zęby. Tego nie mogłem podarować i tak się zaczęła między nami wojna. Polowaliśmy na siebie, a chłopaki z całej ulicy nam kibicowali. Pamiętam, to było w tym roku, kiedy umarł nasz papież. Wiedziałem, że gnojek będzie na imieninach u znajomego. Wpadliśmy tam z dwoma kumplami i spuściliśmy mu łomot. Trochę przesadziliśmy, bo wylądował w szpitalu, a ja dostałem rok w zawiasach. Wtedy uznaliśmy, że jesteśmy kwita i na to konto piliśmy trzy dni. No tak, kiedyś to były czasy – Wodzu skończył wspominać i na odchodnym poprosił o dwa złote. Oczywiście dałem mu.
jotr podpis
0 Komentarzy
user
skomentuj
Komentujesz jako:
nr 46/2018
E-wydanie
elektroniczna wersja
"Życia Podkarpackiego"
w formacie PDF
przeglądaj
Przejdź na wersję Premium
dostęp do pełnych wersji artykułów
e-wydanie
prenumerata wydania papierowego
sprawdź wersję Premium