Życie Podkarpackie nr 42/2019 Życie Podkarpackie nr 42/2019

Życie Podkarpackie - informacje z regionu Przemyśla, Jarosławia, Lubaczowa, Przeworska

Życie.pl, nr 289/2019, Środa 16 października 2019 r., Gawła i Ambrożego
Opublikowano
Wygrany zakład
Okazuje się, że ludzie lubią się zakładać o różne rzeczy. Na przykład pewien pan założył się, z kolegami, że ożeni się z pewną panią. Zakład wygrał, ale od tamtego czasu już się nie zakłada, bo żona mu nie pozwala. Zdarzały się zakłady, które kończyły się tragicznie albo sporymi kłopotami, tak jak w przypadku Roberta, który zakład wygrał, ale też napytał sobie biedy.

Niedzielne popołudnie. W niewielkiej miejscowości akurat trwały uroczystości dożynkowe. Niedaleko stadionu kilku młodzieńców zupełnie niezainteresowanych przemówieniem wójta i estradowymi popisami szkolnej dziatwy sączyło piwo. W pewnym momencie podjechał do nich Robert na swoim najnowszym nabytku – ścigaczu Yamahy z silnikiem 125. Strój miał dopasowany kolorystycznie do maszyny i wyglądał naprawdę dobrze. Przystanął obok kolegów i nie opuszczając siodełka, przywitał się z nimi i oczywiście zaczęła się rozmowa na temat motocykla. Jakie ma osiągi? Ile pali? Jak się prowadzi? Robert mógłby długo opisywać zalety maszyny, ale musiał coś zawieźć siostrze, więc przeprosił kolegów i powiedział, że wróci za dziesięć minut. Koledzy wiedzieli, że Robert ma do domu sześć kilometrów i zaczęli pokpiwać z tych dziesięciu minut, na co on uniósł się honorem i zaproponował zakład: – Liczcie czas, jak nie wrócę za dziesięć minut, stawiam pół litra. Następnie ruszył z impetem, aż opony zapiszczały, a jeden z kolegów zaczął mierzyć czas. Robert w miasteczku nie chciał za bardzo szaleć, ale kiedy skręcił do swojej wioski, wcisnął gaz i brał zakręty, mając setkę na liczniku.

Na szczęście piesi i rowerzyści, słysząc z daleka przeraźliwy ryk silnika, uskakiwali do rowów. Robert wjechał na swoje podwórze, zakręcił przed drzwiami, rzucił siostrze klucze i ruszył, żeby zdążyć i wygrać zakład. Piesi i rowerzyści znowu musieli wskakiwać do rowów, ale Robert nie wiedział, że parę minut temu jeden z przerażonych cyklistów zadzwonił na policję. Przy wjeździe do miasteczka tylko mignął koło radiowozu jadącego z przeciwka i podjechał do kolegów, którzy wyliczyli, że przekroczył czas o dwanaście sekund i zaczęła się dyskusja, czy podarować mu te sekundy, czy nie. W tym momencie koło nich zatrzymał się radiowóz. Przekroczenie prędkości w terenie zabudowanym, zagrożenie dla innych użytkowników drogi i na dodatek brak przeglądu technicznego – to wszystko miał na sumieniu. Wystarczy, ale zakład wygrał.
jot
0 Komentarzy
user
skomentuj
Komentujesz jako:
nr 42/2019
E-wydanie
elektroniczna wersja
"Życia Podkarpackiego"
w formacie PDF
przeglądaj
Przejdź na wersję Premium
dostęp do pełnych wersji artykułów
e-wydanie
prenumerata wydania papierowego
sprawdź wersję Premium