Życie Podkarpackie nr 20/2019 Życie Podkarpackie nr 20/2019

Życie Podkarpackie - informacje z regionu Przemyśla, Jarosławia, Lubaczowa, Przeworska

Życie.pl, nr 140/2019, Poniedziałek 20 maja 2019 r., Bernarda i Bazylego
Opublikowano
Śmiechu warte
Świat, a właściwie półświatek przestępczy wcale nie jest taki ponury, jak to wynika z policyjnych kronik. Obok dramatów zdarzają się też komedie, z których potem długo śmieją się wszyscy oprócz sprawców.

Kiedyś w Jarosławiu pewien facet wybrał się do nieistniejącego już pubu na Piekarskiej. To były czasy, kiedy monitoring wkraczał pod strzechy i nad wejściem do lokalu umieszczona była kamera. Gościowi bardzo się to nie podobało, bo co mają go nagrywać. Wspiął się na palce i zerwał kamerę, którą potem porzucił gdzieś w krzakach. W ostatnich sekundach nagrania zarejestrowanego na serwerze widać było, jak jego wykrzywiona złością twarz zbliża się coraz bardziej do obiektywu. Pośmiali się policjanci, którzy to oglądali, ale sprawcy, któremu pokazali nagranie, już nie było do śmiechu. Na swoje usprawiedliwienie miał to, że tego dnia za dużo wypił. Następny przypadek. W R. pewien gość bardzo się męczył, bo skończył butelkę, a nie miał widoków na drugą. Kiedy czuł, że zbliża się delirka, zebrał się w sobie i włamał do miejscowego sklepu spożywczego. Pomimo ciemności bezbłędnie trafił do regału z alkoholem, resztką sił odkręcił nakrętkę z butelki i pociągnął solidny łyk. Potem drugi, a wtedy zrobiło mu się dobrze i usnął obok regału. Ktoś zauważył wybitą szybę i zbudził sklepowego. Kiedy obaj podeszli ostrożnie do sklepu i zaglądnęli przez dziurę w drzwiach, usłyszeli głośne chrapanie. Chwilę później również policjanci potwierdzili, że z wnętrza sklepu dochodzą odgłosy, wskazujące na to, że ktoś uciął sobie w środku drzemkę. Potem to już wiadomo, co było.

Takich historii nie brakuje, choć nie zawsze ich powodem jest nadmierne spożycie. Pewien znany policji osobnik całkiem na trzeźwo włamał się do sklepu i utknął w kanale wentylacyjnym, którym ewakuował się razem z łupami. Nie obeszło się bez straży pożarnej, a jak ryczał, kiedy go wyciągali. Często zdarzało się też, że włamywacze gubili dokumenty w miejscu przestępstwa, ale żaden z nich nie wpadł na taki pomysł jak Robert P., który trzy tygodnie temu włamał się do altanki na ogródkach działkowych i ukradł kosiarkę oraz małe radio. Na drugi dzień rano Robert zauważył, że nie ma dowodu osobistego, który prawdopodobnie zgubił, kiedy, będąc w altance, zdjął kurtkę. Niewiele, a właściwie wcale nie myśląc, poszedł na działki, licząc, że znajdzie dowód. Nie zdążył, bo w altance był właściciel i dwóch policjantów, którzy w bezpośrednim pościgu zatrzymali go w charakterze podejrzanego.


jot podpis
0 Komentarzy
user
skomentuj
Komentujesz jako:
nr 20/2019
E-wydanie
elektroniczna wersja
"Życia Podkarpackiego"
w formacie PDF
przeglądaj
Przejdź na wersję Premium
dostęp do pełnych wersji artykułów
e-wydanie
prenumerata wydania papierowego
sprawdź wersję Premium