Życie Podkarpackie nr 42/2017 Życie Podkarpackie nr 42/2017

Życie Podkarpackie - informacje z regionu Przemyśla, Jarosławia, Lubaczowa, Przeworska

Życie.pl, nr 295/2017, Niedziela 22 października 2017 r., Filipa i Kordulii
Opublikowano
Ostatnia interwencja
Robert miał ambicje i bardzo chciał być kimś, z kim inni będą się liczyli. Oczywiście nic w tym złego i niejeden tak myśli. Problem w tym, że Robert nie nadawał się ani do biznesu, ani do polityki, a to w dzisiejszych czasach najbardziej się opłaca, a zostać zwykłym robolem to nie dla niego. Nie miał kasy ani naukowych tytułów, a potencjalni pracodawcy na maturę zrobioną w zaocznym technikum robili kwaśną minę, więc wpadał na różne pomysły, jakby tu urządzić się w życiu. Któregoś dnia zobaczył plakat werbunkowy, na którym dwóch facetów w garniturach i czarnych okularach celuje do kogoś z pistoletów. Spodobało mu się i tak został ochroniarzem.

Po kursie, który trochę go kosztował, wcale nie był mądrzejszy niż przed szkoleniem, ale miał w ręku papier uprawniający do wykonywania tego zawodu. Pierwsza służba polegająca na pilnowaniu magazynu z meblami była piekielnie nudna, całe szczęście, że w pakamerze był mały telewizorek. Za to kiedy po służbie wysiadał z autobusu, w służbowym umundurowaniu, w kamizelce taktycznej, i szedł sprężystym krokiem przez wieś, wszyscy na niego patrzyli. Kolegom przy piwie opowiadał o mrożących krew w żyłach momentach, kiedy to uzbrojony w broń maszynową musiał konwojować transporty, w których były grube miliony, a zza rogu w każdej chwili mogli wyjechać bandyci. Koledzy słuchali, a Robert czuł, że jest kimś. Tak mu to odpowiadało, że w ogóle nie zdejmował czarnego uniformu. Nawet kiedy wracał z pracy w niedzielę, zamiast przebrać się, od razu szedł do kościoła. Któregoś dnia, będąc po służbie, pojechał coś załatwić do sąsiedniej miejscowości. Przechodząc koło wiejskiej świetlicy, zauważył, że za budynkiem coś się dzieje.

Kilku wyrostków goniło i szarpało jakiegoś chłopaka. Wtedy Robert doszedł do wniosku, że powinien zareagować. Najpierw krzyknął, żeby się uspokoili, ale chłopcy na jego widok zaczęli się śmieć. Tego już nie mógł znieść. Z kieszonki kamizelki wyjął gaz, po czym podbiegł do smarkaczy i psiknął kilka razy w ich kierunku. Chłopcy się rozbiegli, a Robert, zadowolony ze skutku, poszedł dalej. To była ostatnia interwencja, jaką podjął w charakterze ochroniarza. Okazało się, że jeden z chłopaków miał ojca policjanta, który nadał sprawie służbowy bieg. Dochodzenie wykazało, że Robert w rażący sposób nadużył swoich uprawnień i pracodawca zwolnił go w trybie natychmiastowym i tak skończyła się jego kariera ochroniarska.
j
0 Komentarzy
user
skomentuj
Komentujesz jako:
Sonda
Jak często wyjeżdżasz na zagraniczne urlopy?
  • Przynajmniej raz do roku
  • Częściej niż raz do roku
  • Raz na kilka lat
  • Urlop zawsze spędzam gdzieś w Polsce
  • Nigdy nie wyjeżdżam podczas urlopu
nr 42/2017
E-wydanie
elektroniczna wersja
"Życia Podkarpackiego"
w formacie PDF
przeglądaj
Przejdź na wersję Premium
dostęp do pełnych wersji artykułów
e-wydanie
prenumerata wydania papierowego
sprawdź wersję Premium