Życie Podkarpackie nr 30/2017 Życie Podkarpackie nr 30/2017

Życie Podkarpackie - informacje z regionu Przemyśla, Jarosławia, Lubaczowa, Przeworska

Życie.pl, nr 209/2017, Piątek 28 lipca 2017 r., Wiktora i Innocentego
Opublikowano
Wszystkiemu winni geodeci
„Bo nieważne, czyje co je, ważne to je, co je moje!” – śpiewał kiedyś Kazimierz Grześkowiak. Od tamtego czasu minęło pół wieku, a w narodzie niewiele się zmieniło i ten refren nadal jest aktualny. Ot choćby historia, która wydarzyła się w jednej z wiosek. Jej początków też należy szukać pół wieku temu. Do wioski zawitali geodeci, żeby robić komasację gruntów. Wtedy to dwaj sąsiedzi otrzymali pola obok siebie, ale geodeci zapomnieli o drodze dojazdowej.

Właściciele pól szybko się dogadali. Każdy odstąpił po dwa i pół metra gruntu i obaj korzystali z wygodnej drogi. Potem ziemię w spadku dostali ich synowie. Nazwijmy ich J. i B. Przez kilka lat wszystko było w porządku. Jeździli ciągnikami na swoje pola i nikomu to nie przeszkadzało. Dopiero parę lat temu J. stwierdził, że ma już dosyć gospodarzenia i znalazł sobie lżejszą pracę w mieście, a na polu umyślił urządzić jakąś plantację, za którą miał dostawać dopłatę z funduszy unijnych. Kiedy załatwiał formalności w gminie, dostał do ręki mapkę geodezyjną, z której wynikało, że jego pole jest o dwa i pół metra szersze niż w rzeczywistości, a kasa przecież miała być od powierzchni. J. przeliczył to dokładnie i żal mu się zrobiło kilkuset złotych. Postanowił więc odebrać to, co jego. Zaczął od tego, że pośrodku drogi wbił kilka palików, które miały wyznaczać granicę. Któregoś dnia B. pojechał ciągnikiem na pole. Widząc paliki, zatrzymał się, wyciągnął z ziemi jeden po drugim i odrzucił na pole sąsiada. To był początek wojny o przysłowiową miedzę. B. próbował załatwić sprawę polubownie, tłumacząc, że istnieje coś takiego jak służebność drogi, ale do J. nic nie docierało.

Nawet nie zgodził się na odsprzedanie tego pasa pola. Skoro paliki nie zdały egzaminu, J. wykopał na swojej części drogi rów uniemożliwiający wjazd. Wtedy B. omijał dziurę i dalej spokojnie jeździł po spornej drodze. Wreszcie J. wziął dwa dni wolnego i zaczaił się na sąsiada. Spotkanie miało burzliwy przebieg i zakończyło się tym, że w ciągniku została rozbita szyba, a B. trafił do szpitala, gdzie założono mu gips na złamaną rękę. Oczywiście B. zgłosił napad i pobicie na policję, a J. na drugi dzień po usłyszeniu zarzutów pobiegł do sądu i założył sprawę o ustalenie prawa własności do gruntów. A adwokaci tylko zacierają ręce.
jot podpis
0 Komentarzy
user
skomentuj
Komentujesz jako:
Sonda
Jak oceniasz postawę prezydenta Dudy w sprawie ustaw dotyczących sądownictwa?
  • Jestem zadowolony/a z podwójnego weta
  • To tylko połowiczny sukces, brakuje zawetowania 3 ustawy
  • Prezydent nie powinien wetować ustaw
nr 30/2017
E-wydanie
elektroniczna wersja
"Życia Podkarpackiego"
w formacie PDF
przeglądaj
Przejdź na wersję Premium
dostęp do pełnych wersji artykułów
e-wydanie
prenumerata wydania papierowego
sprawdź wersję Premium