Życie Podkarpackie nr 49/2016 Życie Podkarpackie nr 49/2016

Życie Podkarpackie - informacje z regionu Przemyśla, Jarosławia, Lubaczowa, Przeworska

Życie.pl, nr 346/2016, Niedziela 11 grudnia 2016 r., Damazego i Waldemara
Opublikowano
Bandycki napad
Młody starszy posterunkowy tego dnia miał służbę na komisariacie od rana i jeszcze nie zdążył powyjmować kwitów z szafy, kiedy zjawiła się pierwsza strona, mówiąc ludzkim językiem człowiek z jakąś sprawą. Młody mężczyzna, który wyglądał, jakby po dobrej imprezie, dopiero wstał z łóżka i był mocno roztrzęsiony.

– Napadli na mnie i obrabowali – zaczął od progu. Starszy posterunkowy podsunął mu krzesło, wyciągnął odpowiedni formularz i poprosił, żeby mu spokojnie wszystko opowiedział. – Szedłem do pierwszego autobusu, bo szef wysłał mnie do miasta, żebym coś załatwił – mówił mężczyzna. – Chciałem sobie skrócić drogę, więc poszedłem za szkołę i obok garaży napadli na mnie. Dwóch ich było. Założyli mi foliowy worek na głowę i popchnęli mocno za garaż i tam zabrali mi saszetkę, w której miałem służbowe dwa tysiące i ważne dokumenty. Potem uciekli i nim się wyplątałem z worka, ich już nie było. Zresztą bałbym się ich gonić. W tym momencie starszy posterunkowy przerwał notowanie i zapytał poszkodowanego, jak wyglądali sprawcy. – Jeden był wyższy, a drugi niższy. Obaj dobrze napakowani. Ubrani byli normalnie, w ciemne kurtki i dżinsy. Twarzy nie widziałem, bo na głowach mieli kominiarki – zeznawał poszkodowany. Policjant zrozumiał, że sprawa przerasta jego kompetencje, więc powiadomił dyżurnego w komendzie i poprosił o przyjazd grupy z psem tropiącym. Następnie wraz z poszkodowanym poszedł na miejsce zdarzenia, żeby zrobić wstępne oględziny i zabezpieczyć teren. Pół godziny później przyjechali technicy kryminalni i przewodnik z psem. 

Funkcjonariusze, centymetr po centymetrze, przepatrzyli wskazany teren, ale na żwirowym podjeździe koło garaży nie znaleźli najmniejszego śladu. Pies również nie podjął tropu. Cała nadzieja była w foliowej torbie, na której sprawcy mogli pozostawić jakieś ślady. Jednak był problem z jej znalezieniem, bo poszkodowany nie mógł sobie przypomnieć, gdzie ją wyrzucił. Dwie godziny później, już w komendzie, wszystko się wyjaśniło. Zgłaszający przyznał się, że napad wymyślił, bo poprzedniego dnia zabalował tak, że film mu się urwał i nie wie, co się stało z saszetką. Rano, jeszcze nie całkiem trzeźwy, bojąc się, że straci pracę, wymyślił historię z napadem. Z pokorą przyjął do wiadomości, że będzie ukarany za wprowadzanie w błąd policji, a saszetka się znalazła. Była pod stolikiem, w pubie, gdzie wieczorem balował.
jot podpis kryminałek
0 Komentarzy
user
skomentuj
Komentujesz jako:
nr 49/2016
E-wydanie
elektroniczna wersja
"Życia Podkarpackiego"
w formacie PDF
przeglądaj
Przejdź na wersję Premium
dostęp do pełnych wersji artykułów
e-wydanie
prenumerata wydania papierowego
sprawdź wersję Premium