Życie Podkarpackie nr 49/2016 Życie Podkarpackie nr 49/2016

Życie Podkarpackie - informacje z regionu Przemyśla, Jarosławia, Lubaczowa, Przeworska

Życie.pl, nr 345/2016, Sobota 10 grudnia 2016 r., Julii i Daniela
Opublikowano
Pechowiec
Marcin od maleńkości miał ciężkie życie. Do szkoły pod górkę, ciotka, u której mieszkał, znęcała się nad nim w ten sposób, że trzy razy dziennie przepytywała go z tabliczki mnożenia. Jakoś skończył zawodówkę, ale kiedy dorósł, też mu się nie szczęściło. Nigdzie nie popracował dłużej niż miesiąc, bo albo z niego rezygnowali, albo on rzucał pracę, mówiąc, że za półtora patyka nie będzie zdrowia tracił.

Na wiosnę wpadł na pomysł, żeby zarabiać na fajkach i zaczął jeździć na granicę. Szybko się zorientował, że w tym biznesie, chcąc zarobić większe pieniądze, jednak trzeba zainwestować. Pożyczył od kumpla tysiąc dwieście złotych, ale jak pech, to pech. Już miał prawie pełny bagażnik fajek, kiedy czarni zrobili nalot na przygraniczny bazar. Cały towar przepadł, a na dodatek trzeba było zapłacić grzywnę. Tymczasem kumpel zaczął upominać się o zwrot długu. Nachodził Marcina o różnych porach i był coraz bardziej niemiły. Kiedy wyznaczył ostateczny termin i zagroził połamaniem kości, Marcin postanowił zniknąć. Wyjazd za granicę odpadał, bo nie miał kasy ani paszportu, więc wykradł ciotce klucze do altanki, która stała na nieużytkowanej działce i tam zamieszkał. Wierzyciel jednak nie odpuścił i swoimi kanałami dowiedział się, gdzie koczuje dłużnik. Któregoś dnia Marcin, wracając z miasta na działki, zauważył na bocznej dróżce samochód, w którym siedział wierzyciel wraz z jakimiś dwoma drabami. Marcin wiedział, czym to pachnie i postanowił ich przechytrzyć. Na drzwiach altanki powiesił solidną kłódkę, która miała świadczyć, że wewnątrz nikogo nie ma, a sam wchodził do środka przez okno. Zmienił też trasę i wracając na działki, dokładnie sprawdzał, czy gdzieś nie ma samochodu wierzyciela. 

Udało mu się tak przebunkrować prawie dwa miesiące. Pewnej soboty, na początku sierpnia, spał sobie w najlepsze w altance, kiedy obudziło go mocne pukanie do drzwi. Trochę się denerwował, ale sprawdził tylko, czy okno jest szczelnie zasłonięte kocem i leżał cichutko jak trusia. Ktoś znowu zapukał kilka razy i poruszał kłódką. Marcin, obawiając się, że to kumpel przyszedł odebrać dług i może włamać się do środka, zaczął rozglądać się za jakimś drągiem. Pukanie powtórzyło się i zza drzwi usłyszał: – Otwierać, policja! Na szczęście to nie był kumpel, tylko prawdziwi policjanci, których jeden z czujnych działkowiczów powiadomił o złodzieju, który wchodził przez okno do altanki. Marcin jakoś się wytłumaczył, ciotka też sprawy nie wniosła, ale czy to nie pech?jot podpis kryminałek
0 Komentarzy
user
skomentuj
Komentujesz jako:
nr 49/2016
E-wydanie
elektroniczna wersja
"Życia Podkarpackiego"
w formacie PDF
przeglądaj
Przejdź na wersję Premium
dostęp do pełnych wersji artykułów
e-wydanie
prenumerata wydania papierowego
sprawdź wersję Premium