Życie Podkarpackie nr 48/2016 Życie Podkarpackie nr 48/2016

Życie Podkarpackie - informacje z regionu Przemyśla, Jarosławia, Lubaczowa, Przeworska

Życie.pl, nr 340/2016, Poniedziałek 5 grudnia 2016 r., Kryspina i Saby
Opublikowano
Demolka w warsztacie
Pewien jegomość mający ksywę Szajbus (pełne dane znajdują się w policyjnych kartotekach) chciał w prezencie kupić swojej czwartej narzeczonej auto. Nie żeby aż tak bardzo ją kochał, ale dla własnej wygody, bo już miał dość wożenia ukochanej po różnych galeriach. Na wypasioną brykę był za cienki Bolek, więc szukał czegoś niewielkiego, ale takiego, żeby się nie musiała wstydzić.

Rozpuścił wici wśród kumpli i któryś poradził, żeby pogadał z Tadeuszem D., właścicielem warsztatu znanym z solidności i z tego, że na zamówienie sprowadza z Niemiec używane auta. Wybrał się Szajbus do warsztatu i powiedział, czego potrzebuje. Dobrze trafił, bo właściciel miał akurat piękną hondę civic I z 2001 roku, ale ze stosunkowo niewielkim przebiegiem. Jedynym mankamentem było niewielkie wgniecenie i dwie głębokie rysy po prawej stronie. Właściciel zapewnił, że w ciągu tygodnia auto będzie wyglądać jak nowe i gotów jest sprzedać je za sześć tysięcy. Cena wydawała się rozsądna, ale Szajbus dla zasady utargował pięć stów i zażyczył sobie, żeby auto pomalować na karminowo, bo takich szminek używa jego narzeczona. W umówionym terminie zgłosił się po samochód. Razem z właścicielem warsztatu odbyli próbną jazdę i Szajbus odliczył kasę, po czym poprosił właściciela o podstawienie auta pod blok, w którym mieszkała narzeczona. Można sobie wyobrazić jej radość, kiedy Szajbus zadzwonił do jej drzwi, trzymając kluczyki w ręku. Kilka dni później narzeczona wybrała się na zakupy do hipermarketu. Wyjeżdżając z parkingu, zaczepiła przednim zderzakiem o metalowy słupek i zderzak został na betonie. 

Spanikowana nawet nie wysiadła z auta, tylko od razu odjechała. Zaparkowała przed blokiem i zadzwoniła do narzeczonego, żeby natychmiast przyjechał, bo coś się stało z autem. Dziesięć minut później opowiedziała mu, że zderzak sam się oderwał i odpadł w czasie jazdy. Szajbus, którego nie na darmo tak nazywano, wskoczył do samochodu i pojechał do warsztatu. Już od wejścia zrugał właściciela, że sprzedał mu takie gówniane auto. Kiedy właściciel próbował się wytłumaczyć, Szajbus chwycił duży klucz i roztrzaskał szybę w stojącym obok pojeździe. Potem rozbił znajdujące się obok urządzenie pomiarowe i nie wiadomo, jakby się to skończyło, gdyby nie klient, który uciekł z warsztatu i zadzwonił na policję. Teraz Szajbus czeka na rozprawę, a honda stoi pod blokiem, bo narzeczona straciła do niej serce.
jot podpis kryminałek
0 Komentarzy
user
skomentuj
Komentujesz jako:
nr 48/2016
E-wydanie
elektroniczna wersja
"Życia Podkarpackiego"
w formacie PDF
przeglądaj
Przejdź na wersję Premium
dostęp do pełnych wersji artykułów
e-wydanie
prenumerata wydania papierowego
sprawdź wersję Premium
Sonda
Prezenty z okazji mikołajek lub pod choinkę...
  • Kupuję on-line
  • Wynajduję w małych sklepikach lub centrach handlowych
  • Stawiam na bony podarunkowe
  • Sam tworzę