Życie Podkarpackie nr 48/2016 Życie Podkarpackie nr 48/2016

Życie Podkarpackie - informacje z regionu Przemyśla, Jarosławia, Lubaczowa, Przeworska

Życie.pl, nr 340/2016, Poniedziałek 5 grudnia 2016 r., Kryspina i Saby
Opublikowano
Przemyśl
20 lat minęło od największego sukcesu w historii przemyskiego sportu
KOSZYKÓWKA. Aż nie chce się wierzyć, że to było tak dawno... Niebawem minie dokładnie dwadzieścia lat od zdobycia przez koszykarzy Polonii Przemyśl tytułu wicemistrzów Polski! To był największy jak do tej pory sukces w historii gier zespołowych w Przemyślu. Jednym z głównych autorów tego był bez wątpienia jego trener Tomasz Służałek. Jak po 20 latach wspomina tamte czasy?
fot. Dariusz Delmanowicz

Co zdecydowało o tym, że w sezonie 1993 – 1994 przyjął pan ofertę Polonii Przemyśl? Mogłoby się wydawać, że prowadzenie zespołu grającego w ówczesnej drugiej lidze było zajęciem poniżej aspiracji dość znanego szkoleniowca...

– Miałem wówczas przerwę w pracy, nie byłem zatrudniony przez żaden klub. W Przemyślu występował Justyn Węglorz, którego wiele lat prowadziłem w Zagłębiu Sosnowiec, a w tamtym sezonie wrócił do gry po poważnej kontuzji. Polonia miała silny skład, po którym spodziewano się, że będzie w stanie awansować do I ligi (obecnie ekstraklasa – przyp. autor). Jednak w styczniu 1994 roku zespół zajmował bodajże trzecie miejsce, wobec czego cel postawiony przed drużyną oddalał się. Wówczas skontaktowali się ze mną prezes Polonii Stanisław Gembarzewski i wiceprezes Józef Lewicki. Spotkaliśmy się w Przemyślu, przedstawiono mi cel – awans do I ligi, który bezpośrednio uzyskiwał tylko triumfator rozgrywek. Lubię trudne wyzwania, więc zdecydowałem się przyjąć ofertę. Przed rozpoczęciem pierwszego meczu w roli trenera, jaki rozgrywaliśmy we własnej hali, powitano mnie bardzo pozytywnie – gdy spiker wyczytał moje nazwisko podczas prezentacji, widzowie wstali i długo bili brawo. Moim asystentem został dotychczasowy pierwszy trener Mariusz Zamirski, w sztabie pozostał także nieżyjący już Andrzej Nanuś. Chciałem, aby zostali przy zespole, ich wiedza na temat zawodników była bardzo pomocna i świetnie mi się z nimi współpracowało. Kolejne spotkania wygraliśmy, pięliśmy się w górę tabeli i przy sprzyjających wynikach innych gier, ostatecznie zajęliśmy pierwsze miejsce w sezonie zasadniczym, co dawało atut własnego boiska w fazie play-off (każda runda była wówczas rozgrywana do dwóch zwycięstw – przyp. autor). Weszliśmy do finału, gdzie naszym rywalem był Start Lublin. Najpierw graliśmy na wyjeździe – po wywalczonym w Lublinie zwycięstwie znajdowaliśmy się już tylko o krok od awansu do I ligi, mając w perspektywie mecz na naszym parkiecie. Było to wielkie święto dla całego miasta, do hali przyszedł nadkomplet widzów. Wygraliśmy wyraźnie i zapanowała ogromna radość. Polonia pod moją wodzą przegrała tylko raz – w półfinale play-off.
artykuł premium
Przeczytałeś tylko fragment tekstu.
Chcesz mieć dostęp do pełnej treści tego i wszystkich
innych artykułów na Życie.pl?
Przejdź na wersję Premium
już od 5,99 zł miesięcznie
Masz już wykupiony dostęp? zaloguj się
Co otrzymasz w wersji Premium?
Dostęp do pełnych wersji wszystkich artykułów
Dostęp do e-wydań
Dostęp do ogłoszeń drobnych z gazety Życie Podkarpackie
Rabaty przy prenumeracie
Dowiedz się więcej
1 Komentarz
user
skomentuj
Komentujesz jako:
user
mk 212.90.177.26 03.09.2015

Pamiętam , mecze Polonii  były pokazywane w tv . Przemyśl miał swoje przysłowiowe"5" minut . Czy wróci?

nr 48/2016
E-wydanie
elektroniczna wersja
"Życia Podkarpackiego"
w formacie PDF
przeglądaj
Przejdź na wersję Premium
dostęp do pełnych wersji artykułów
e-wydanie
prenumerata wydania papierowego
sprawdź wersję Premium