– Nikt jeszcze nie widział takiego cierpienia zwierząt na jednej z posesji, z jakim spotkaliśmy się w Laszkach – alarmuje Stowarzyszenie Ochrony Zwierząt „"Nadzieja”" z Przemyśla. Co gorsze sprawa ciągnie się już kilka lat i nikt, mimo zapewnień, nie zajął się tragedią, jaką przeżywa 9 krów, psy i koty w gospodarstwie prowadzonym przez samotną kobietę.
O dramatycznym losie zwierząt pisaliśmy w 2014 r., a stowarzyszenie rozpoczęło walkę o normalne warunki dla nich rok wcześniej. Dziś sytuacja jest dramatyczna, a cierpienie zwierząt przechodzi wszelkie wyobrażenia. Działania stowarzyszenia trafiają w próżnię. Władze gminy zapewniają, że starają się pomóc właścicielce, ale nie chcą niczego robić na siłę. Dla innych instytucji odpowiedzialnych za los zwierząt problemu nie ma, bo gdyby go zauważyły, to podjęłyby jakieś kroki.Wolontariuszki ze stowarzyszenia pojechały do Laszek w połowie kwietnia i przeżyły szok.
– Brud, smród i mała przestraszona suczka uwiązana na łańcuchu do walącego się płotu. Właścicielka nie chciała z nami rozmawiać, krzykami, wyzwiskami przegoniła nas. Wróciłyśmy dwa dni później. Już w asyście policji i odebrałyśmy dwa psy i jednego kotka. Reszta kotów uciekła, a drugi pies, szczeniak, był na łańcuchu uwiązany w domu, wśród resztek kości, odchodów kur i kaczek. Na naszą prośbę przyjechał też lekarz weterynarii[paywall] z Lecznicy „Ada” w Przemyślu, który przejął zwierzęta. Jemu też się dostało od właścicielki – opisują. Z ich relacji wynika, że w domu leżała podarowana karma dla zwierząt w nienapoczętych workach. W oborze było osiem krów uwiązanych na króciutkich łańcuchach. W stodole stał byk. Krowy stały we własnych odchodach, bez siana, bez wody, w mroku i niewyobrażalnym smrodzie. Odchodów było tak dużo, że utrudniały wejście do środka, wręcz wylewały się na zewnątrz.
Stowarzyszenie skierowało do Urzędu Gminy w Laszkach wniosek o wydanie decyzji o natychmiastowym odebraniu zwierząt, a niedługo później zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa do prokuratury.

fot.Roman Kijanka
Brama podparta kołkami daje do zrozumienia, że goście nie są mile widziani.
– Apelujemy do władz gminy Laszki, aby wreszcie przejrzeli na oczy i zrozumieli, że sprawa znęcającej się nad zwierzętami kobiety jest bardzo poważna i nie może zostać zamieciona pod dywan. Wystarczająco zwierząt było męczonych w tym gospodarstwie. Przypominamy też, że ona sama bardzo potrzebuje pomocy. Mamy nadzieję, że tym razem sprawa się zakończy i nie będziemy zmuszone ponownie wracać do męczonych zwierząt – proszą przedstawicielki Stowarzyszenia Ochrony Zwierząt „Nadzieja”.
Sprawę zbada prokuratura, ale wydaje się, że jej finał powinien nastąpić znacznie wcześniej. Wystarczyło tylko zrobić troszkę więcej niż się musi i pokazać, że zwykłe ludzkie sumienie nie jest wybiórcze i tak samo dokucza, gdy cierpienie jest za płotem, a nie tylko w najbliższym otoczeniu.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze