Reklama

Ślepa miłość przyczyną zwierzęcej tragedii

05/05/2016 16:27

– Nikt jeszcze nie widział takiego cierpienia zwierząt na jednej z posesji, z jakim spotkaliśmy się w Laszkach – alarmuje Stowarzyszenie Ochrony Zwierząt „"Nadzieja”" z Przemyśla. Co gorsze sprawa ciągnie się już kilka lat i nikt, mimo zapewnień, nie zajął się tragedią, jaką przeżywa 9 krów, psy i koty w gospodarstwie prowadzonym przez samotną kobietę.

O dramatycznym losie zwierząt pisaliśmy w 2014 r., a stowarzyszenie rozpoczęło walkę o normalne warunki dla nich rok wcześniej. Dziś sytuacja jest dramatyczna, a cierpienie zwierząt przechodzi wszelkie wyobrażenia. Działania stowarzyszenia trafiają w próżnię. Władze gminy zapewniają, że starają się pomóc właścicielce, ale nie chcą niczego robić na siłę. Dla innych instytucji odpowiedzialnych za los zwierząt problemu nie ma, bo gdyby go zauważyły, to podjęłyby jakieś kroki.

Odchody wylewały się na zewnątrz

Wolontariuszki ze stowarzyszenia pojechały do Laszek w połowie kwietnia i przeżyły szok.

– Brud, smród i mała przestraszona suczka uwiązana na łańcuchu do walącego się płotu. Właścicielka nie chciała z nami rozmawiać, krzykami, wyzwiskami przegoniła nas. Wróciłyśmy dwa dni później. Już w asyście policji i odebrałyśmy dwa psy i jednego kotka. Reszta kotów uciekła, a drugi pies, szczeniak, był na łańcuchu uwiązany w domu, wśród resztek kości, odchodów kur i kaczek. Na naszą prośbę przyjechał też lekarz weterynarii[paywall] z Lecznicy „Ada” w Przemyślu, który przejął zwierzęta. Jemu też się dostało od właścicielki – opisują. Z ich relacji wynika, że w domu leżała podarowana karma dla zwierząt w nienapoczętych workach. W oborze było osiem krów uwiązanych na króciutkich łańcuchach. W stodole stał byk. Krowy stały we własnych odchodach, bez siana, bez wody, w mroku i niewyobrażalnym smrodzie. Odchodów było tak dużo, że utrudniały wejście do środka, wręcz wylewały się na zewnątrz.

Reklama

Stowarzyszenie skierowało do Urzędu Gminy w Laszkach wniosek o wydanie decyzji o natychmiastowym odebraniu zwierząt, a niedługo później zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa do prokuratury. 

Przyglądali się sprawie

Nie można powiedzieć, że władze gminy i służby odpowiedzialne za stan zwierząt sprawą się nie zajmowały. Już na samym początku zajmowała się tym problemem policja i pracownicy Powiatowego Inspektoratu Weterynarii. Pierwsi sprawę umorzyli, a inspektorzy weterynarii orzekli, że zwierzęta mają zapewnione podstawowe warunki. Ówczesny wójt zapewniał, że gmina pomaga właścicielce i stara się zredukować ilość bydła w gospodarstwie.  – Już widać poprawę, a w najbliższym czasie planujemy, że w porozumieniu z nią zredukujemy ilość bydła w gospodarstwie. Problem polega na tym, że kobiecie wydaje się, że robi dobrze. Kocha swoje zwierzęta i uważa, że wystarczająco o nie dba. Pomożemy jej, ale spokojnie. Bez radykalnych posunięć. Postąpimy zgodnie z prawem, dbając przy okazji o zachowanie godności właścicielki, która w pewnym sensie zagubiła się w swojej miłości do zwierząt. Zachowania siłowe mogą się skończyć tragicznie dla niej – mówił przed dwoma laty. Kobieta też była gotowa pozbyć się części inwentarza. Zgadzała się w propozycją wójta, że powinna zostawić w gospodarstwie co najwyżej 2 sztuki bydła i pozwolić na pomoc ze strony gminy i mieszkańców wsi. Zaznaczała jednak, że zwierząt nie chce sprzedawać. Woli oddać je potrzebującym. Sprawą zajmował się też sąd, który uznał, że właścicielka nienależycie dba o zwierzęta i wymierzył jej karę nagany. 

Zabarykadowała się

Spokojne postępowanie służb i unikanie jakichkolwiek rozwiązań siłowych doprowadziło do tego, że dramat zwierząt pogłębiał się zamiast redukować. Kobieta zamknęła się. Gmina pomaga. dostarczając karmę, z której właścicielka nie korzysta. Mieszkańcy pytani o sytuację w gospodarstwie, mówią, że to nie ich sprawa. Właścicielka zabarykadowała bramę i nawet nie wyszła z domu, gdy chcieliśmy z nią porozmawiać, choć widać było, że jest, bo dom był otwarty, a na podwórku pasły się dwie krowy.  Dwa lata temu powtarzała, że zwierzęta to jedyne, co ma i bardzo je kocha. Nie docierało do niej, że jej miłość przynosi czworonogom cierpienie. Dzisiaj nawet nie chciała rozmawiać.


fot.Roman Kijanka
Brama podparta kołkami daje do zrozumienia, że goście nie są mile widziani.

Apelują do sumień

– Apelujemy do władz gminy Laszki, aby wreszcie przejrzeli na oczy i zrozumieli, że sprawa znęcającej się nad zwierzętami kobiety jest bardzo poważna i nie może zostać zamieciona pod dywan. Wystarczająco zwierząt było męczonych w tym gospodarstwie. Przypominamy też, że ona sama bardzo potrzebuje pomocy. Mamy nadzieję, że tym razem sprawa się zakończy i nie będziemy zmuszone ponownie wracać do męczonych zwierząt – proszą przedstawicielki Stowarzyszenia Ochrony Zwierząt „Nadzieja”.

Reklama

Sprawę zbada prokuratura, ale wydaje się, że jej finał powinien nastąpić znacznie wcześniej. Wystarczyło tylko zrobić troszkę więcej niż się musi i pokazać, że zwykłe ludzkie sumienie nie jest wybiórcze i tak samo dokucza, gdy cierpienie jest za płotem, a nie tylko w najbliższym otoczeniu.


erka
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości