Życie Podkarpackie nr 49/2016 Życie Podkarpackie nr 49/2016

Życie Podkarpackie - informacje z regionu Przemyśla, Jarosławia, Lubaczowa, Przeworska

Życie.pl, nr 345/2016, Sobota 10 grudnia 2016 r., Julii i Daniela
Opublikowano
Przemyśl, Maćkowice, Kuńkowce, Żuków
Siostry rozdzielone 49 lat temu. Czy się odnajdą?
W tej historii jest wszystko: niespełniona miłość, śmierć, ciężka choroba i dramatyczna decyzja. I obietnica, której dotrzymanie stało się celem Zofii Kopciuch.
fot. Paweł Bugira
– Mama zdawała sobie sprawę, jakie są czasy i jaka jest jej sytuacja. Oddała siostrę, żeby zapewnić dziecku lepszą przyszłość. Swoją miłość poświęciła, żeby ona miała lepiej – mówi pani Zofia, trzymając swoje zdjęcie z mamą.

Dziś może ciężko byłoby zrozumieć decyzję pani Walerii. Ale w latach sześćdziesiątych zapalenie płuc było bardzo groźną chorobą wśród dzieci, która prowadziła nawet do śmierci. Zachorowała zaledwie dwutygodniowa Joasia. Była mroźna zima, połowa lutego. Dziecko trzeba było odwieźć do szpitala. Razem z panią Walerią pojechała jej koleżanka i woźnica. Wyruszyli saniami przez las z Maćkowic do Kuńkowiec, gdzie miała na nią czekać karetka pogotowia z Przemyśla. Wtedy 7-letnia Zosia po raz ostatni widziała siostrzyczkę.

Z domu mama wyniosła ją szczelnie owiniętą w pierzyny. Czekała ich kilkukilometrowa droga, zimą, przez las. – Nieraz trzymałam ją na rękach. Jej wizerunek mam ciągle przed oczami. Czarne loczki, ciemne oczka – wspomina.

Mijały lata. Dorastająca Zofia nie pytała, mama nie mówiła. – Raz ją tylko chciałam zapytać, ale szybko ucięła tę rozmowę. Dla niej była to bardzo bolesna sprawa i ja to wiem. Ona była bardzo wrażliwa i poświęciła dla niej swoją miłość – opowiada pani Zofia. 

Sama z dzieckiem, bez domu

Kilka lat przed narodzinami Asi jej mama owdowiała. 36-letnia kobieta została sama z czwórką dzieci. Najmłodsza Zosia miała wtedy 1,5 roku. – Mama miała 3-hektarowe gospodarstwo, ale bez żadnego sprzętu. Dla niej to była sytuacja nie do przeskoczenia. Inaczej: ona pewnie by to przeskoczyła, gdyby ktoś jej pomógł – wspomina.

Nikt jednak nie pomógł. Najstarszy syn szybko się usamodzielnił, dwóch średnich trafiło do domu dziecka. Z nią została Zosia. Trafiły do leśniczego, u którego pani Waleria pracowała jako gospodyni. Bracia mieli jednak cały czas kontakt z mamą i siostrą, odwiedzali je w niedziele i wakacje.

U leśniczego pracy było sporo. Nie tylko w kuchni, ale w całym obejściu. Pieniędzy nie dostawała, miała za to dach nad głową i jedzenie. – U leśniczego pojawiali się ludzie z wyższych sfer: sędziowie, milicjanci, lekarze. Myślę, że on pomógł w tej adopcji – mówi pani Zofia. 

artykuł premium
Przeczytałeś tylko fragment tekstu.
Chcesz mieć dostęp do pełnej treści tego i wszystkich
innych artykułów na Życie.pl?
Przejdź na wersję Premium
już od 5,99 zł miesięcznie
Masz już wykupiony dostęp? zaloguj się
Co otrzymasz w wersji Premium?
Dostęp do pełnych wersji wszystkich artykułów
Dostęp do e-wydań
Dostęp do ogłoszeń drobnych z gazety Życie Podkarpackie
Rabaty przy prenumeracie
Dowiedz się więcej
1 Komentarz
user
skomentuj
Komentujesz jako:
user
mania 31.182.82.186 21.01.2015

Poruszająca historia. Mam nadzieję, że dobrze się skończy.

nr 49/2016
E-wydanie
elektroniczna wersja
"Życia Podkarpackiego"
w formacie PDF
przeglądaj
Przejdź na wersję Premium
dostęp do pełnych wersji artykułów
e-wydanie
prenumerata wydania papierowego
sprawdź wersję Premium