Życie Podkarpackie nr 25/2019 Życie Podkarpackie nr 25/2019

Życie Podkarpackie - informacje z regionu Przemyśla, Jarosławia, Lubaczowa, Przeworska

Życie.pl, nr 176/2019, Wtorek 25 czerwca 2019 r., Łucji i Wilhelma
Opublikowano
Jarosław, Lubaczów, Przemyśl, Przeworsk, Region
To świadkowie ratują życie poszkodowanego
– Wystarczy 4 minuty bez tlenu, by doszło do nieodwracalnych zmian w mózgu. Co z tego, że my, ratownicy, przywrócimy pracę serca, kiedy człowiek umrze, ponieważ doszło do niedotlenienia mózgu. Prosta czynność uciskania klatki piersiowej wystarczy, by zwiększyć szanse na przeżycie. Bez tego poszkodowany na pewno umrze – mówi Rafał Kijanka, dyrektor Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Przemyślu. W rozmowie z Życiem Podkarpackim wskazuje, jak postępować w razie zdarzenia i wyjaśnia, co nam grozi, jeśli podczas resuscytacji połamiemy żebra poszkodowanego.
fot. Paweł Bugira

– Jak pan ocenia zachowanie świadków wypadku motocyklisty w Jarosławiu? Na nagraniu z monitoringu widzimy dwie skrajnie różne postawy.

– Można powiedzieć że ten wypadek skupia niczym w soczewce te wszystkie postawy z jakimi można się spotkać, właśnie podczas takich zdarzeń. Z jednej strony na nagraniu jest  kierowca, który widzi co się stało, lecz nie podejmuje żadnych prób udzielenia pomocy. Ale widzimy też szybką i adekwatną reakcję innych osób.

Ocenianie, dlaczego ktoś zachował się tak czy inaczej, jest bardzo trudne. Zależy bowiem od charakteru, osobowości, czy też poziomu wiedzy i posiadanych umiejętności, bo to są czynniki, które z pewnością mają wpływ na zdolność podejmowania takich szybkich decyzji.

– Czy umiemy właściwie zareagować, gdy trzeba udzielić komuś pierwszej pomocy?

– Z moich obserwacji wynika że wiek ma tutaj istotne znaczenie. Generalnie to  młodzież i osoby do 40. roku życia najczęściej potrafią udzielić pomocy. Jest to efektem tego, że osoby w tym wieku najczęściej uczestniczą w szkoleniach z pierwszej pomocy, co niewątpliwie ma wpływ na ich umiejętności i poczucie pewności siebie. Coraz częściej młodzi ludzie podejmują czynności ratujące życie, nie są obojętni. To pokazuje, że idziemy w dobrym kierunku, współpracując ze szkołami w zakresie szkoleń z pierwszej pomocy. Jeszcze kilka lat temu widoczne było to, że starsi ludzie woleli nie podejmować żadnych czynności. Pytałem: „dlaczego nikt nie uciska klatki piersiowej, przecież ten człowiek nie oddycha?”. Wynikało to z lęku, że pogorszą stan poszkodowanego, że się nie znają i wolą poczekać na fachowców. Niestety wciąż bardzo często pomoc ogranicza się tylko do wezwania karetki. A czasem wystarczy taką osobę obrócić do pozycji bezpiecznej ustalonej, żeby się nie udusiła własnym językiem. Dlatego edukacja jest tak istotna. Świadkowie zdarzenia są pierwsi i to oni dają szanse ratownictwu medycznemu. Na tym polega łańcuch przeżycia.
fot. Paweł Bugira

– Dla osoby niewprawionej, już sama ocena, czy ktoś oddycha jest trudna. Jak to zrobić właściwie?

– Komfortowa sytuacja jest taka, gdy poszkodowany leży na wznak. Odchylamy głowę lekko do tyłu, aby udrożnić drogi oddechowe i przykładamy policzek do jego ust i nosa, jednocześnie obserwując ruchy klatki piersiowej. Robimy to przez 10 sekund. W tym czasie dorosły człowiek powinien wykonać dwa oddechy. Nie może to być takie rybie łapanie powietrza, tylko pełny wdech i wydech.

– W przypadku wypadku komunikacyjnego, trudno o te komfortowe warunki. Często auto jest przewrócone, a do poszkodowanego mamy utrudniony dostęp.

– Zgadza się. Wszystko robimy w miarę naszych możliwości. Często pojawia się też dylemat: czy wyciągnąć takiego człowieka z samochodu? Kierujmy się zdrowym rozsądkiem. U osoby po wypadku zawsze będziemy podejrzewać urazy kręgosłupa. Owszem możemy je pogłębić, ale jeśli człowiek nie oddycha, to rozpoczął się proces umierania. Jedyną możliwością uratowania go, jest wyciągnięcie z samochodu, położenie na twardym podłożu i uciskanie klatki piersiowej.

– A jeżeli oddycha?

– Jeśli oddycha i nie ma zagrożenia, na przykład pożarowego, zostawiamy go w środku. Jeśli jest przytomny, staramy się go uspokoić i czekamy na przyjazd służb. Pamiętajmy, że najważniejszą sprawą jest nasze własne bezpieczeństwo. Jeśli ktoś leży potrącony na jezdni, to nie wbiegamy na nią, tylko najpierw trzeba się rozejrzeć, zatrzymać ruch, poprosić kogoś o pomoc, żeby zabezpieczył to miejsce.

– Wobec obcego człowieka, na ogół mamy obawy przed wykonywaniem sztucznych wdechów. Czy można ograniczyć się tylko do uciśnięć klatki piersiowej?

– Zgodnie z obecnymi wytycznymi, nie mamy obowiązku prowadzenia sztucznej wentylacji. Najważniejsze w przypadku zatrzymania krążenia u osób dorosłych jest uciskanie klatki piersiowej. Ma to za zadanie zastąpić pracę serca. Serce to pompa ssąco-tłocząca, która wprawia krew w ruch i tak tlen jest rozprowadzany do różnych narządów. Najbardziej czuły jest mózg i wystarczy 4 minuty bez tlenu, by doszło do nieodwracalnych zmian. Co z tego, że my, ratownicy, przyjeżdżamy na miejsce zdarzenia do osoby bez krążenia. My mu przywrócimy pracę serca, ale on umrze, ponieważ doszło do niedotlenienia mózgu. Prosta czynność uciskania klatki piersiowej wystarczy, by krew doprowadziła tlen do mózgu.
fot. Paweł Bugira

– Wiele osób się boi, że próbując pomóc, możemy komuś zrobić krzywdę i jeszcze trafimy za to do sądu.

– Te obawy są bezzasadne. Ludzie najczęściej się boją, że połamią komuś żebra. To naturalne powikłanie i zdarza się często. Na ogół łamią się żebra na połączeniach chrzęstnych z mostkiem i nie jest to sytuacja, która stwarza większe zagrożenie. A nawet, jeśli żebro przebije płuco, lekarz w szpitalu sobie z tym poradzi. A nie uciskając klatki piersiowej, nie dajemy takiej osobie szans na przeżycie. 

– Często się zdarza w pracy ratowników, że ludzie zamiast pomagać, przeszkadzają?

– Tak, zwłaszcza, jeśli są to osoby pod wpływem alkoholu lub innych substancji psychoaktywnych. Nie potrafią ocenić obiektywnie sytuacji, wymuszają na nas różne zachowania. Ludzie różnie reagują też na stres. Czasem, zanim zaczniemy pomagać poszkodowanemu, musimy się uporać z gapiami, czy rodziną, która bardzo emocjonalnie reaguje na wypadek, czy inne zdarzenie. Czasem jest też problem ze zwierzętami domowymi.

Można spotkać osoby, które fotografują lub nagrywają filmy z miejsc tragedii, zamiast choćby wezwać pomoc? Jako dziennikarze również fotografujemy akcje ratownicze – taka jest nasza praca; dokumentujemy wydarzenia, ale próbujemy też ostrzegać innych przed niebezpiecznymi zachowaniami. Staramy się przy tym uszanować intymność poszkodowanych.

– Przy dzisiejszych technologiach zdarzają się nawet transmisje na żywo. Ludzie powinni mieć większe poczucie, żeby pomagać, a nie robić z tego sensację. Proponuję postawić się na miejscu człowieka, który leży na chodniku i wymaga pomocy. Pamiętajmy, że zasłabnięcie może się zdarzyć każdemu z nas. Jeśli chodzi o dziennikarzy, to jest inna sprawa. Nie spotkałem się w swojej pracy z tym, żeby dziennikarz był nachalny albo żebym kogoś poprosił o pomoc, a on odmówił.
0 Komentarzy
user
skomentuj
Komentujesz jako:
nr 25/2019
E-wydanie
elektroniczna wersja
"Życia Podkarpackiego"
w formacie PDF
przeglądaj
Przejdź na wersję Premium
dostęp do pełnych wersji artykułów
e-wydanie
prenumerata wydania papierowego
sprawdź wersję Premium