Życie Podkarpackie nr 3/2019 Życie Podkarpackie nr 3/2019

Życie Podkarpackie - informacje z regionu Przemyśla, Jarosławia, Lubaczowa, Przeworska

Życie.pl, nr 20/2019, Niedziela 20 stycznia 2019 r., Fabiana i Sebastiana
Opublikowano
Jarosław, Lubaczów, Przemyśl, Przeworsk, Region
Czy można pokonać nieskazitelny „dream-team”? Bukmacherzy Internetowi nie dają szans rywalom Golden State Warriors
Nikt raczej nie zaprzeczy, że NBA jest jedną z najchętniej oglądanych lig sportowych na świecie. Podczas ubiegłego sezonu zasadniczego hale były wypełnione w 95 procentach, a dodatkowo zanotowano wzrost liczby oglądających mecze w Internecie aż o 43%. Większość, jeśli nie wszyscy spośród tych ludzi od kilku lat zadają sobie jedno pytanie: czy można zdetronizować Golden State Warriors?

Obszerne opracowanie na ten temat przygotował dla nas serwis meczyki.pl.
Jeśli po aktualnym sezonie odpowiedź znów okaże się być zaprzeczeniem, drużyna prowadzona przez Steve’a Kerra zapisze się kolejnymi złotymi zgłoskami na kartach historii.

Zresztą już teraz ekipę z Oakland można zaliczać do jednej z najlepszych w dziejach organizacji ze względu na 3 pierścienie zdobyte w ciągu ostatnich 4 sezonów.

Malkontenci, którym nieco przeszkadza dominacja Warriors co sezon uparcie twierdzą, że passa mistrzów w końcu dobiegnie końca i na szczycie ligi dojdzie do przetasowań.

Problem jednak w tym, że kolejne sezony mijają, a skład i przepaść dzieląca GSW i resztę ligi tylko się powiększa.
W obecnym sezonie również to drużyna z Oakland jest uznawana za największych faworytów do tytułu.

Ranking bukmacherów w postaci serwisu STS przedstawiający kurs poszczególnych ekip na zdobycie tytułu otwierają oczywiście Warriors, których szanse na pierścień są największe.

Kurs na ostateczne zwycięstwo „Wojowników” w finałach NBA wynosi zaledwie 1.55. Bukmacherzy online znają wartość podopiecznych Kerra, toteż graczom ciężko jest zarobić na ich ewentualnym zwycięstwie bez inwestowania ogromnego kapitału w zawarcie danego zakładu.

Wyczerpany limit All-Starów

Przeglądając oferty typowania nierzadko można natknąć się na prawdziwe promocje bukmacherskie, gdzie kursy na dany rezultat są niewspółmiernie wysokie, biorąc pod uwagę ogromne szanse na powodzenie, aczkolwiek nie ma szans, aby kiedykolwiek coś takiego wydarzyło się w przypadku Golden State Warriors.

Wszyscy widzowie oraz legalni bukmacherzy internetowi zdają sobie sprawę z tego jak ogromnym talentem dysponują wszyscy podopieczni Kerra.

To co wyróżnia drużynę z Oakland to również ciągłe dążenie do doskonałości. Wiele wielkich drużyn w przeszłości rozpadało się przez odejścia gwiazd, które czuły wypalenie i odchodziły w poszukiwaniu zmiany otoczenia.

Wystarczy przypomnieć sobie historię Jordana, który odszedł z Bulls, aby rozpocząć karierę baseballisty lub LeBrona, który po zdobyciu dwóch pierścieni w Miami wrócił do domu w Cleveland.I tu właśnie wyłania nam się podstawa sukcesów GSW, czyli przywiązanie do barw i ciągle niezaspokojona ambicja wszystkich zawodników.

Mimo kolejnych pierścieni trzon drużyny w postaci Curry’ego, Thompsona, Greena, Iguodali i Duranta pozostaje w Oakland, a w dodatku cykl zwycięstw zachęca kolejnych wielkich koszykarzy do stania się jednym z „Wojowników”. Efekty mogliśmy zaobserwować w minionym off-season.


Pozyskanie Cousinsa zakończyło wszelkie dyskusje na temat potencjalnego upadku Warriors. Dla Kerra i podopiecznych 3 pierścienie są dopiero preludium do kolejnych zwycięstw. 


Legalni bukmacherzy online podczas ustalania kursów na zwycięstwa poszczególnych drużyn również wzięli poprawkę na ogromne wzmocnienie jakiego dokonali 6-krotni mistrzowie.

 Wg serwisu STS Warriors są faworytem do wygrania całej ligi (kurs 1.55), konferencji zachodniej (kurs 1.35), a także dyw. Pacyfiku (śmiesznie niski kurs 1.02, na który wpływa przede wszystkim jakość lub jej brak u pozostałych rywali w postaci Lakers, Clippers, Suns i Kings).


(Nie)pokonani

Naturalnie Warriors są oczywistym faworytem do zwycięstwa, aczkolwiek ich rywale z całą pewnością nie złożą broni. Już początek sezonu i dwa starcia Raptors z Golden State pokazały, że tym razem rywale na wschodzie mogą napsuć więcej krwi podopiecznym Kerra niż chociażby Cavs w ubiegłym sezonie.

Kanadyjska drużyna odniosła 2 przekonujące zwycięstwa, dzięki którym wciąż można wierzyć, że Warriors można pokonać jeśli zagra się niemal perfekcyjne spotkanie.

Szczególnie widoczne było to podczas środowego starcia, gdy podopieczni Nicka Nurse’a wygrali z GSW na wyjeździe mimo gry bez swojej największej gwiazdy – Kawhia Leonarda. Brak lidera nie wpłynął na formę Raptors, którzy dzięki kolektywowi odnieśli przekonujące zwycięstwo.


Na tę chwilę Kanadyjczycy mogą się pochwalić najlepszym bilansem w całej lidze, wynoszącym 23-7. Fenomenalna forma na starcie sezonu wywarła również wpływ na dosyć niskie kursy na ewentualne zwycięstwa Raptors.

Legalni bukmacherzy, widząc doskonałą postawę podopiecznych Nurse’a postanowili umieścić Toronto w roli faworytów do wygrania swojej konferencji (najniższy kurs spośród wszystkich drużyn ze wschodu wynoszący 3.00).

Ilość w parze z jakością

Jeśli chodzi o kurs na zwycięstwo Raptors w finałach NBA, to wynosi on 10.00, czyli dokładnie tyle samo ile w przypadku innej drużyny ze wschodu, która może namieszać w dalszej fazie sezonu – Bostonu Celtics.

Co ciekawe STS już nie wierzy tak mocno w najbardziej utytułowaną drużynę w historii NBA jeśli chodzi o sezon zasadniczy, ponieważ kurs na zajęcie pierwszego miejsca przez podopiecznych Brada Stevensa wynosi 3.25, zatem jest nieco wyższy niż w przypadku Raptors.

Takie zagrania ze strony bukmacherów nie mogą nikogo dziwić, ponieważ poprzednie sezony udowodniły, że „Celtowie” zwykle osiągają szczyt formy w czasie play-offów, a z kolei Raptors grają najlepiej w trakcie sezonu zasadniczego.

Wystarczy przypomnieć sobie poprzedni sezon, kiedy Toronto prowadzone wówczas przez Dwayne’a Casey’ego bez problemów zajęło pierwsze miejsce na wschodzie tylko po to, aby w play-offach zostać zmiażdżonym przez właściwie samego LeBrona.


Tymczasem Celtics, którzy w zeszłym sezonie zajęli drugie miejsce w sezonie zasadniczym, bez kontuzjowanych Haywarda oraz Irvinga zanotowali wspaniałe wygrane serie z Bucks, 76 ers.
W bieżącej kampanii na razie nic się nie zmienia. Toronto jest samodzielnym liderem, a bostończycy notują wzloty i upadki być może znów po to, aby zaskoczyć wszystkich spektakularnymi występami w play-offach.

Nie może nikogo dziwić, że bukmacherzy właśnie w „Celtach” upatrują głównych rywali Warriors w walce o tytuł. Boston tak jak rywale z zachodu dysponuje znakomitym trenerem oraz ogromnymi zapasami talentu w dosyć szerokiej i dobrze zbalansowanej kadrze.


„Rakiety” niewypałem

Co ciekawe, zakłady bukmacherskie upatrują również szans (warto dodać, że niewielkich) na zdetronizowanie Warriors przez Houston Rockets, które w ubiegłym sezonie stoczyło zażartą serię z drużyną Kerra składającą się z siedmiu meczów, w której ostatecznie polegli 3:4.

Kurs na zwycięstwo „Rakiet” w finałach NBA wynosi 15.00, co plasuje ich na czwartym miejscu za wspomnianymi już Warriors, Celtics oraz Raptors.

Nieco dziwić może fakt, iż kurs na zajęcie pierwszego miejsca w konferencji zachodniej przez podopiecznych d’Antoniego wynosi zaledwie 9.00.
Jest to dosyć niska stawka, biorąc pod uwagę, że na razie drużyna z Houston zajmuje przedostatnie miejsce na zachodzie z bilansem 12-14.

W ciągu ostatnich kilku miesięcy wszystko w drużynie „Rakiet” układa się nie tak jak powinno. Zaczęło się od wspomnianych wyżej finałów konferencji, gdzie zawodnicy Houston chyba wyczerpali limit pecha podczas rzutów z dystansu do końca swoich karier. 


Do detronizacji Warriors brakowało naprawdę niewiele, aczkolwiek to już odległa i zamierzchła przeszłość. Obecny roster Rockets może tylko pomarzyć o grze w takim stylu jak w ubiegłym sezonie.
Wszystko posypało się po odejściu Trevora Arizy, na którego „Rakiet” nie było stać po przedłużeniu kontraktu z Chrisem Paulem. 

Nowego zawodnika Phoenix Suns miał potencjalnie zastąpić Carmelo Anthony.

Przygoda 34-latka z Rockets nie potoczyła się tak jak powinna, ponieważ został on zwolniony już po dziesięciu meczach w nowych barwach.
Obecnie „Rakiety” intensywnie poszukują potencjalnych wzmocnień, aby stać się realnym faworytem do tytułu nie tylko zdaniem bukmacherów, którzy uważają ich za drugą siłę zachodu. Problem w tym, że nazwiska przewijające się w plotkach zdecydowanie nie brzmią jak przepis na sukces.


Lata świetlne za Warriors, czyli kto tankuje w tym sezonie?

Na przeciwległym biegunie jeśli chodzi o typy bukmacherów znajdują się takie drużyny jak Cavaliers, Bulls, Hawks oraz Suns, które w tym sezonie usilnie dążą do uzyskania jak najgorszego bilansu, aby uzyskać w drafcie jak najwyższy numer, gwarantujący wybór przyszłej gwiazdy. Kurs na zdobycie przez którąś z tych ekip pierścienia wynosi niebagatelne 2000.00.

W NBA dochodziło już do wielu nieoczekiwanych sytuacji, aczkolwiek akurat zwycięstwo drużyn, które tankują lub chociaż ich udział w play-offach należy do sfery science-fiction.

O słabości tych drużyn najlepiej świadczy fakt, iż w sumie uzyskały one 23 zwycięstwa, czyli dokładnie tyle samo ile Toronto Raptors.

Nie może to nikogo dziwić, biorąc pod uwagę fatalne zarządzanie tych ekip. Degrengolada, która odbywa się chociażby w ekipie „Byków” przybrała już niewyobrażalną skalę.
Pierwszy tydzień pracy Jima Boylena w Chicago: zawodnicy zbojkotowali trening, podważyli metody szkoleniowe trenera i naskarżyli na Boylena do związku koszykarzy, zaliczając najwyższą porażkę w historii klubu.

Cavaliers po odejściu LeBrona musieli zanotować ogromny regres, co również przewidzieli bukmacherzy. Mimo ostatnich czterech sezonów, gdy drużyna z Cleveland wygrywała finały konferencji wschodniej, STS za każdą złotówkę postawioną na pierwsze miejsce „Kawalerzystów” na koniec sezonu zasadniczego oferują możliwość wygrania 500 zł.

Tyle samo można wygrać, stawiając na Atlantę Hawks, która wykazała się prawdziwym brakiem zdolności odpowiedniego działania podczas draftu.

„Jastrzębie” z trzecim pickiem wybrali nastoletnią gwiazdę EuroLigi – Lukę Doncica, ale tylko po to, aby natychmiast oddać go do Dallas Mavericks w zamian za Trae Younga.

 O tym jak fatalna była to transakcja ze strony Hawks najlepiej świadczy bezpośredni pojedynek obu panów w ostatnim starciu między obiema drużynami.


Gdzie koszykarzy pięciu…

Żadna z tankujących drużyn z pewnością nie przerwie w najbliższych latach dominacji Golden State Warriors, jednak chrapkę na dokonanie tego mają inne ekipy, dysponujące naprawdę solidnym potencjałem kadrowym.

Celtics, czy Raptors mogą stanowić realne zagrożenie dla podopiecznych Kerra, ale trudno nie odnieść wrażenia, że właściwie jedyną drużyną, która może zatrzymać Warriors są oni sami.

Sprowadzenie Cousinsa pozornie wygląda na kolejny świetny ruch zarządu klubu z Oakland, jednak nie można wykluczyć, iż dotychczasowa gwiazda Sacramento Kings oraz New Orlean Pelicans nie odnajdzie się w drużynie pełnej All-Starów.

Lecz tu pojawia się kolejny problem, ponieważ nawet ewentualne niezaadaptowanie się Cousinsa do nowej drużyny nie sprawi, że Warriors przestaną być żelaznym (przypominamy, że kurs na ich zwycięstwo w NBA wg STS wynosi zaledwie 1.35) faworytem do pierścienia.
Jeśli nowy zawodnik nie wróci do formy sprzed kontuzji, do składu powróci Iguodala, który będzie mógł dopełnić fantastyczną wyjściową piątkę Golden State Warriors wraz z Curry’m, Durantem, Thompsonem oraz Greenem.

Nawet czytając te nazwiska trudno wyobrazić sobie, aby ktokolwiek mógł w najbliższych kilku miesiącach zatrzymać Warriors, pewnie zmierzających po czwarty tytuł w ciągu ostatnich pięciu lat.

nr 3/2019
E-wydanie
elektroniczna wersja
"Życia Podkarpackiego"
w formacie PDF
przeglądaj
Przejdź na wersję Premium
dostęp do pełnych wersji artykułów
e-wydanie
prenumerata wydania papierowego
sprawdź wersję Premium