Życie Podkarpackie nr 49/2016 Życie Podkarpackie nr 49/2016

Życie Podkarpackie - informacje z regionu Przemyśla, Jarosławia, Lubaczowa, Przeworska

Życie.pl, nr 344/2016, Piątek 9 grudnia 2016 r., Wiesławy i Leokadii
Opublikowano
Jarosław
W szkole rozpylono substancję drażniącą. Ewakuowano 120 osób. 5 uczniów w szpitalu
Wczoraj około godziny 18 policja została wezwana do interwencji w budynku Zespołu Szkół Spożywczych i Chemicznych w Jarosławiu.
fot. Roman Kijanka
Zdjęcie archiwalne, wykonane podczas ewakuacji w związku z domniemanym podłożeniem bomby w jednej z jarosławskich instytucji.

Uczniowie uskarżali się na ból głowy i trudności w oddychaniu, dyrekcja szkoły wezwała policję, informując o możliwości rozpylenia szkodliwej substancji. Ewakuacja 120 osób została przeprowadzona pod nadzorem służb ratowniczych. Pięciu uczniów w wyniku wydarzenia zostało poszkodowanych i przewiezionych do szpitala. Troje z nich pozostaje na obserwacji.

Szkoła została zabezpieczona przez służby ratownicze i pracowników Powiatowego Centrum Zarządzania Kryzysowego.

Prowadzone jest śledztwo w sprawie wyjaśnienia przyczyn zdarzenia. 

3 Komentarze
user
skomentuj
Komentujesz jako:
user
PZR 83.17.252.179 13.03.2015

Może już islamisci w Polsce są ;/

user
ziomal 31.174.170.146 13.03.2015

czy radny w kasku niejaki " wacek- komeszka" został o tym fakcie powiadomiony ???

user
arch 83.6.237.12 13.03.2015

Przed wrześniem 1945 r. na obszarach
dużej aktywności podziemia ukraińskiego liczne były głosy nawołujące, by jak
najszybciej wysiedlić wszystkich Ukraińców. Przykładem jest powiat lubaczowski.
W lecie 1945 r., gdy ustały dobrowolne zgłoszenia na wyjazd do USRR,
na zebraniu zorganizowanym przez starostę lubaczowskiego uchwalono, że
dla przywrócenia bezpieczeństwa konieczne jest natychmiastowe przesiedlenie
całej ludności ukraińskiej z powiatu. Gdy jednak siły 3 DP rozpoczęły we wrześniu
brutalnie ją wysiedlać, starosta Bednarz miesiącami zabiegał o wyłączenie
z wysiedlenia całej gminy Dzików Stary (w której mieszkało około 1300 rodzin
ukraińskich), skąd pochodził, twierdząc, że mieszkają tam sami lojalni obywatele
polscy. Próbował nawet wyłączyć z wyjazdu ukraińskich drwali i leśników
pod pozorem, że są specjalistami niezbędnymi dla gospodarki powiatu.

Starosta lubaczowski był oskarżany przez
miejscowy PUBP, że „polonizował” Ukraińców, w tym duchownych i działaczy
nacjonalistycznych, wydając im fałszywe zaświadczenia, i to samo polecał
podległym urzędnikom21. Postawę niektórych starostów (np. lubaczowskiego,
Andrzeja Bednarza) można przypisać przynależności do opozycyjnego PSL.
Między innymi z tego powodu Komitet Wojewódzki PPR chciał ich usunięcia,
ale sprzeciwiał się temu minister administracji publicznej, także ludowiec,
Władysław Kiernik.

Po rozpoczęciu przez wojsko przymusowego przesiedlenia uległa zmianie
także postawa wielu polskich mieszkańców, nawet w tych powiatach, gdzie wcześniej
było wiele ofiar OUN-UPA, jak w jarosławskim czy przemyskim. Wójtowie
najczęściej bezinteresownie wydawali polskie dokumenty, a księża rzymskokatoliccy
metryki chrztu. Liczne tego przykłady mamy w wewnętrznych raportach
podziemia ukraińskiego z powiatu przemyskiego; nie ma podstaw sądzić, by
przekazywały nieprawdę.

W innych powiatach odnotowano również gesty solidarności z przesiedlanymi.
W powiecie jarosławskim wójt Wiązownicy, w której w czasie napadu
w kwietniu 1945 r. zabito 91 mieszkańców, wstawiał się za ukraińskimi mieszkańcami
Surmaczówki

Llokalna
administracja dalej konsekwentnie pomagała w różnoraki sposób uniknąć
wyjazdu34. Także dowódcy oddziałów wojskowych przesiedlających powiaty
jarosławski i przemyski skarżyli się, że burmistrzowie i wójtowie wydają tymczasowe
polskie dokumenty tożsamości Ukraińcom, sprzecznie z okólnikiem
MAP. W samej gminie Sieniawa (powiat jarosławski) miano wydać ich około
200. Według zachowanych raportów podziemia ukraińskiego z powiatu przemyskiego,
rzeczywiście gminy masowo wydawały lewe dokumenty. Dowódca
26 Pułku Piechoty 9 Dywizji Piechoty Wojska Polskiego donosił, że w samym
Przemyślu zwalniano nawet osoby aktywne w ruchu ukraińskim, jeśli było
w ich wypadku spełnione kryterium rodzin mieszanych.

Nie były to jedyne formy pomocy. Starosta jarosławski prosił komisję przesiedleńczą
o pozostawienie kilkunastu wskazanych rodzin w Zapałowie i Wólce
Zapałowskiej, uzasadniając to tym, że są oni potrzebni do prac leśnych, bo
miejscowe lasy zostały zdewastowane, nadto byli dotychczas lojalni wobec
władz. Ujął się też za miejscowym nauczycielem szkoły zawodowej, który – jak
sam twierdził – przyjął kenkartę ukraińską, by móc słuchać radia, dzięki czemu
pozostał w kraju.

Skala wyłączeń w poszczególnych powiatach była spora. Jak wskazywałyby
protokoły końcowe, na ogół nie przekraczała ona jednak kilku tysięcy
rodzin nawet w najbardziej zaludnionych przez Ukraińców powiatach.

Podobnie w gminie Laszki powiatu jarosławskiego według końcowego
zestawienia wyłączono, według niepełnych danych, ponad 300 ukraińskich
rodzin.Ze Skolina, gmina Wielkie Oczy powiatu lubaczowskiego, wysiedlono
zaledwie cztery rodziny, za resztę mieli poręczyć miejscowi Polacy.

Polacy masowo pomagali
Ukraińcom, wystawiając fałszywe dokumenty potwierdzające narodowość polską,
księża wydawali metryki chrztu w obrządku rzymskokatolickim, wreszcie
ukrywano ukraińskich krewnych, znajomych czy sąsiadów w swoich domach.

Po zakończeniu akcji wysiedleńczej kontynuowano na masową skalę przenoszenie
metryk z pomocą księży rzymskokatolickich. Lokalne władze wydawały
też „lojalnym” Ukraińcom polskie dokumenty, np. w powiecie jarosławskim.

Po zakończeniu akcji wysiedleńczej kontynuowano na masową skalę przenoszenie
metryk z pomocą księży rzymskokatolickich. Lokalne władze wydawały
też „lojalnym” Ukraińcom polskie dokumenty, np. w powiecie jarosławskim58.
Po raz kolejny polscy sąsiedzi udzielali pomocy krajanom w czasie akcji
„Wisła”, zwłaszcza że wojsko przesiedlało w jej ramach także rodziny mieszane,
powiązane szerokimi koligacjami z Polakami. Jak np. informowano w jednym
z raportów podziemia ukraińskiego, podczas wysiedlania w Jarosławiu
urzędnicy mówili, by zapisywać się na Polaków. Sołtysi pomagali zabezpieczyć
majątek. W Wietlinie niektórzy gospodarze przechowali u siebie kilka
rodzin ukraińskich, inni pomagali przewieźć mienie przesiedlanych na stacje.
W Makowiskach Polacy nawet prosili, by kilku rodzin nie wysiedlać. Również
niektórzy żołnierze w Wysocku pomagali uniknąć wyjazdu. Za przesiedlanymi
wstawiali się przedstawiciele władz i PPR.

Uniknąć wyjazdu było jednak dużo
trudniej, bo przesiedlenia w ramach akcji „Wisła” były od początku przymusowe,
ponadto sprawniej i lepiej zorganizowane, objęły też rodziny mieszane.
Polacy pomagali także Ukraińcom powrócić w rodzinne strony po akcji
„Wisła”. Wprawdzie przesiedleńcom zakazano powrotu, lecz możliwe było
uzyskanie pozwolenia na osiedlenie za zgodą aparatu bezpieczeństwa, który
w tym celu sprawdzał postawę danej osoby, zwłaszcza w okresie okupacji.

Niejednokrotnie polscy sąsiedzi wystawiali bardzo pozytywne opinie, co niekiedy
pomagało w uzyskaniu zgody aparatu bezpieczeństwa na powrót (jakkolwiek
nie można wykluczyć, że za tą zgodą kryła się chęć umieszczenia informatorów
w danym środowisku, znaczna bowiem część wypuszczonych z obozu
w Jaworznie byli to zwerbowani informatorzy).

nr 49/2016
E-wydanie
elektroniczna wersja
"Życia Podkarpackiego"
w formacie PDF
przeglądaj
Przejdź na wersję Premium
dostęp do pełnych wersji artykułów
e-wydanie
prenumerata wydania papierowego
sprawdź wersję Premium