Życie Podkarpackie nr 48/2016 Życie Podkarpackie nr 48/2016

Życie Podkarpackie - informacje z regionu Przemyśla, Jarosławia, Lubaczowa, Przeworska

Życie.pl, nr 340/2016, Poniedziałek 5 grudnia 2016 r., Kryspina i Saby
Opublikowano
Region
Na piechotę
W ostatnim czasie zaintrygowała mnie, jako człowieka z natury pieszego, coraz głośniejsza społeczna dyskusja na temat przechodzenia przez ulicę na czerwonym świetle. Otóż tu i ówdzie pojawiają się informacje o grupach inicjatywnych, które chcą przekonywać prawodawców, by poluźnili nieco przepisy ruchu drogowego. Idzie im zwłaszcza o to, by pieszy nie musiał bezwzględnie stać na czerwonym świetle przy przejściu, skoro ulica jest absolutnie pusta i nic mu nie grozi (na przykład o 4 nad ranem na placu Na Bramie).

Inicjatorzy tego rozwiązania powołują się na doświadczenia wielu państw zachodnich, gdzie światła na przejściu są tylko luźną sugestią, a pieszy (jak i kierowca) powinien się kierować zdroworozsądkową analizą tego, co dostarczają mu jego własne zmysły.

Jak się łatwo domyślić, w polskich warunkach pomysł ten już na początku spotkał się z miażdżącą krytyką, zwłaszcza ze strony kierowców. Obawiają się oni, że piesi, w odróżnieniu od prowadzących pojazdy mechaniczne, nie potrafią racjonalnie ocenić sytuacji na drodze (w końcu na pieszego nie zdaje się egzaminów, a na kierowcę tak). Lękają się też, że bezładnie wałęsające się po ulicach watahy rozwydrzonych spacerowiczów ściągną śmiertelne niebezpieczeństwo na nieświadomych zagrożenia kierowców. 

Ja osobiście nie wierzę, by taki przepis mógł znaleźć się w polskim prawie o ruchu drogowym w ciągu najbliższych 20 lat, ponieważ nasze społeczeństwo jest głęboko przekonane, że uprzywilejowanym użytkownikiem drogi był i będzie samochód i jego pan, a zatem jasne jest, że przestrzenie miejskie i wiejskie powinny być podporządkowane tym nadrzędnym bytom. Skoro uważają tak sami kierowcy, policjanci czy politycy tworzący prawo, to szanse na jakieś istotne zmiany są tu niewielkie. Zatem moje oczekiwania są o wiele mniejsze. Chciałbym tylko, by z tego przekonania o prymacie samochodów wyzwolili się lokalni urzędnicy, decydujący o naszych ulicach. 

W Przemyślu bowiem mamy chyba jeden z najmniej intuicyjnych i najmniej przyjaznych systemów komunikacji pieszej. Ci, którzy tu mieszkają od lat, już się nieco przyzwyczaili do 5- – 8-minutowych czasów oczekiwań na zielone światło przy przejściach dla pieszych, ale przyjezdni zawsze są pod sporym wrażeniem tych ulicznych ćwiczeń w cierpliwości. Miejscowi też nie zastanawiają się już nad absurdalnie wyznaczonymi przejściami, które sprawiają, że aby się dostać na drugą stroną ulicy, muszą nadłożyć sporo drogi, choć dla przyjezdnych to wciąż spore zaskoczenie i wyzwanie. Co najzabawniejsze, dzieje się to w mieście zakorkowanym i wśród kierowców skarżących się na brak miejsc parkingowych.

Jakże więc cudownie byłoby, gdyby osoby odpowiedzialne za organizację ruchu w mieście skojarzyły te zjawiska ze sobą i ułatwiły życie największej grupie użytkowników ulic, czyli pieszym. W końcu i tak oni zawsze najwięcej ryzykują, więc należałoby się im choćby maleńkie wsparcie.

0 Komentarzy
user
skomentuj
Komentujesz jako:
nr 48/2016
E-wydanie
elektroniczna wersja
"Życia Podkarpackiego"
w formacie PDF
przeglądaj
Przejdź na wersję Premium
dostęp do pełnych wersji artykułów
e-wydanie
prenumerata wydania papierowego
sprawdź wersję Premium
Sonda
Prezenty z okazji mikołajek lub pod choinkę...
  • Kupuję on-line
  • Wynajduję w małych sklepikach lub centrach handlowych
  • Stawiam na bony podarunkowe
  • Sam tworzę