Życie Podkarpackie nr 49/2016 Życie Podkarpackie nr 49/2016

Życie Podkarpackie - informacje z regionu Przemyśla, Jarosławia, Lubaczowa, Przeworska

Życie.pl, nr 346/2016, Niedziela 11 grudnia 2016 r., Damazego i Waldemara
Opublikowano
Rzeka
Definicja podaje, że rzeka to naturalny, powierzchniowy ciek, płynący w wyżłobionym przez erozję rzeczną korycie, okresowo zalewający dolinę rzeczną. Ale rzeka to coś więcej. Czym byłby Paryż bez Sekwany, Rzym bez Tybru, Londyn bez Tamizy, Praga bez Wełtawy? A Budapeszt, czy Wiedeń bez Dunaju? Czym byłaby Warszawa, czy Kraków bez Wisły? Te dziecinne pytania pobudzają wyobraźnię.
Stając na brzegu każdej z tych rzek i obserwując płynącą wodę, mamy świadomość, że – choć woda prawie taka sama i w każdym z tych miejsc płynie podobnie, to jednak zawsze pisze swą jedyną, niepowtarzalną historię. Bo zamysł osiedlania się człowieka nad rzekami, skądinąd oczywisty, prokurował dalszy rozwój wydarzeń. Miasta obrastały wokół rzek, powstawały mosty i tamy. Ileż to razy rzeka dzieliła strefy wpływów i wyznaczała granice. Te banalne i oczywiste konstatacje przypominają nam, że mamy w Przemyślu swój San. W reklamie miasta napisano: „podobnie jak Rzym, roztacza się amfiteatralnie na siedmiu wzgórzach i jest malowniczo przecięte błękitną wstęgą Sanu”. A różnie z tym Sanem bywało. W latach ostatniej wojny dzielił miasto na dwie strefy – sowiecką i niemiecką. Potem przez lata służył jako miejskie kąpielisko. Pamiętam z dzieciństwa, że kąpiele zaczynaliśmy
nawet w kwietniu, a zdarzyło się i w marcu. W lecie, o miejsce na koc trzeba było się dobrze postarać. Nieodłącznym kolorytem nabrzeża były skocznie, budowane z kamieni. Tego akurat nie ma co polecać. Nie zawsze skoki na „główkę” kończyły się pomyślnie. Nad wodą usytuowana była wypożyczalnia kajaków. Chętnych nie brakowało. Trudno zapomnieć udział  w biegach o „Błękitną Wstęgę Sanu”.  Obecnie, jak wszystko, trochę się to pozmieniało. Nie tak dawno rzeka przypomniała nam o sobie za sprawą kładki rowerowo-pieszej i odnowionego ujęcia wody. San ciągle o sobie przypomina. Bulwersuje czystością wody i miejscami do potencjalnej kąpieli. Niedawno widziałem na jednej ze stacji satelitarnych film przyrodniczy o meandrach Sanu i jego florze i faunie. Rarytas. Kto spływał pontonem i obserwował tam bociana czarnego i czaplę szarą, wie o czym mowa.

Rzeka ma jeszcze jeden wymiar. Przypomina nam słynną myśl Heraklita„panta rhei”. Wszystko płynie, czas mija. Nie da się dwa razy wejść do tej samej rzeki. O wymiar filozoficzny tego zjawiska ocierają się słowa Bogdana Loebla w songu Rzeka dzieciństwa, śpiewanym przez  Tadeusza Nalepę. „Tylko w tobie mogę, rzeko dawnych dni, tylko w twojej wodzie, mogę ból zmyć z moich rąk, rzeko dzieciństwa (...). Gdzie mnie toczy, niby kamień, miasta nurt, daj mi twojej wody, nabrać w dłonie chociaż raz, rzeko dzieciństwa”. Dobrze jest mieć taką swoją rzekę dzieciństwa.

1 Komentarz
user
skomentuj
Komentujesz jako:
user
mk 91.193.208.124 26.05.2016

Prawda ,  tak jest . Przez wiele lat  - nie tylko ja,   gdy przyjeżdżałem  do Przemyśla  ,  to  jednym z najważniejszych  elementów urlopu   była plaża   nad Sanem . Czysta woda , szeroka  plaża i to w centrum miasta. Niewiele miast  i to nie tylko w Polsce  , może pochwalić się takimi atrakcjami  . Tylko ,że to docenia się po latach  nie mieszkając  już tutaj .

nr 49/2016
E-wydanie
elektroniczna wersja
"Życia Podkarpackiego"
w formacie PDF
przeglądaj
Przejdź na wersję Premium
dostęp do pełnych wersji artykułów
e-wydanie
prenumerata wydania papierowego
sprawdź wersję Premium