Życie Podkarpackie nr 12/2017 Życie Podkarpackie nr 12/2017

Życie Podkarpackie - informacje z regionu Przemyśla, Jarosławia, Lubaczowa, Przeworska

Życie.pl, nr 86/2017, Poniedziałek 27 marca 2017 r., Lidii i Ernesta
Opublikowano
30 lat po
Minęła niedawno trzydziesta rocznica katastrofy w Czarnobylu i jakoś trudno mi się uwolnić od wspomnień i refleksji z nią związanych. Być może dlatego, że była to pierwsza w moim życiu katastrofa, której konsekwencje mogły dotknąć mnie osobiście: nie zdarzyła się hen, gdzieś za oceanem, ale tu, niedaleko. Pamiętam swoje niedowierzanie, poczucie grozy i zarazem absurdu, jakie towarzyszyło mi w tamtych dniach.

Jeszcze zanim pojawiły się oficjalne i spóźnione komunikaty prasowe, rozchodziła się jakaś dziwna fama, oparta na niedomówieniach i domysłach. Ktoś usłyszał coś w zachodnim radio, ktoś dowiedział się, że dzieci funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa piją przymusowo płyn Lugola. Atmosfera nieznanej do tej pory grozy gęstniała, zwłaszcza że w ostatnich dniach kwietnia niebo zrobiło się jakoś nienaturalnie, intensywnie niebieskie. W przededniu majowego święta dowiedzieliśmy już oficjalnie o „awarii” i wtedy poczucie absurdu i groteski zaczęło gwałtownie rosnąć.

Święto Pierwszego Maja, mimo rozkosznego słońca i absolutnie bezchmurnej pogody, nie zachęcało do udziału w pochodzie. Myśl o tym, że ktoś w ogóle mógłby maszerować pod radioaktywnym niebem, już wtedy budziła mieszane uczucia – dla jednych pochód 1-majowy A.D. 1986 był dowodem na zakłamanie partyjnej propagandy, dla innych potwierdzeniem, że w tym całym Czarnobylu nic takiego się nie stało, skoro władze różnego szczebla zachęcają (lub zmuszają) do udziału w pochodzie.

W tym samym czasie miał się rozpocząć kolarski Wyścig Pokoju, który zwykle odbywał się pomiędzy Warszawą, Pragą i Berlinem, ale w 1986 zaplanowano rozszerzenie jego trasy o terytorium ZSRR, a konkretnie o wyścig uliczny w Kijowie. Po informacji o awarii, która miała miejsce w pobliżu ówczesnej stolicy USRR, zachodni kolarze wycofali się hurtowo, natomiast ich koledzy z krajów socjalistycznych musieli pojechać, aby się ścigać. Pamiętam wrażenie grozy i farsy podczas transmisji z tego wyścigu, kiedy patrzyłem, jak nieliczna grupka kolarzy przemyka po absolutnie pustych ulicach objętego kwarantanną Kijowa. A jednocześnie myślałem uparcie, że nikt przecież  nie wysłałby sportowców w miejsce, gdzie coś zagraża ich życiu.

Wreszcie przypominam sobie audycję w TVP, poświęconą awarii. Uczestniczyli w niej różni rządowi eksperci, którzy oczywiście uspokajali widzów i przekonywali, że wszystko jest OK. Mnie utkwiła w pamięci zwłaszcza pewna lekarka, która stwierdziła, że ona to się nawet cieszy z tej całej awarii, bo teraz dzieci będą częściej myć ręce i głowy (takie środki bezpieczeństwa nam zalecano). Absurdalność tej wypowiedzi i jej pełen pogardy dla zwykłych ludzi ton sprawiły, że coś mi się w głowie przestawiło. Zrozumiałem, że ludzie władzy w ogóle nie troszczą się o nasze życie i zdrowie, że są w stanie szafować losem wszystkich obywateli, byle tylko utrzymać się na wierzchu, byle tylko ich pan był zadowolony.

Wydaje mi się, że w tym czasie podobnie poczuli wszyscy w Polsce: że władza bez problemu poświęci nas wszystkich w imię swoich interesów. I być może to powszechne poczucie było prawdziwym początkiem końca PRL. Zresztą dla każdej władzy byłoby ono początkiem końca.
1 Komentarz
user
skomentuj
Komentujesz jako:
user
Ozzman 94.40.75.12 01.05.2016

Ja przyznam się szczerze, iż jak nastąpiła cała ta katastrofa to jako młody szczyl nie zdawałem sobie sprawy z całej dramaturgii i zgrozy tego zdarzenia. Pamiętam za to jeden zabawny, niecodzienny i z lekka dramatyczny incydent, który wydarzył się chyba jeden dzień po całym incydencie w elektrowni w Czarnobylu. A mianowicie w tym dniu wybrałem się, wraz z dwoma fumflami, w godzinach popołudniowych do przychodni na 3 maja aby wypić uf tajemniczy  płyn o nazwie Lugola, jak zwał tak zwał, syf niesamowity. Wracając tą

samą trasą, już po wypiciu tegoż syfilisu jeden z moich fumfli jednym płynnym rzygiem opróżnił, na ulicę, całą zawartość żołądka czyli cały zjedzony wcześniej obiad z zupą na czele, zdaje się pomidorówką, a wszystko to zaprawione płynem o nazwie Lugola oczywiście. Widoku tego pawia i jego smrodu nie zapomnę po dziś dzień. Jeszcze jako ciekawostkę dodam, że koleś, który dokonał tego spektakularnego wyczynu miał ksywkę, nomen omen, świnia !!!

Sonda
Czy po zmianie przepisów zauważyłeś wzmożoną wycinkę drzew w Twojej okolicy?
  • Tak, tną na potęgę
  • Drobne zmiany, raczej kosmetyczne
  • Nie zauważam zmian
nr 12/2017
E-wydanie
elektroniczna wersja
"Życia Podkarpackiego"
w formacie PDF
przeglądaj
Przejdź na wersję Premium
dostęp do pełnych wersji artykułów
e-wydanie
prenumerata wydania papierowego
sprawdź wersję Premium