Życie Podkarpackie nr 49/2016 Życie Podkarpackie nr 49/2016

Życie Podkarpackie - informacje z regionu Przemyśla, Jarosławia, Lubaczowa, Przeworska

Życie.pl, nr 344/2016, Piątek 9 grudnia 2016 r., Wiesławy i Leokadii
Opublikowano
Przemyśl, Region
Ars longa…
Dziwna rzecz, te Oscary – niby wewnętrzna amerykańska sprawa (bo w końcu tamtejsza Akademia Filmowa je przyznaje), a tyle różnorodnych emocji na całym świecie wywołują. Niby to branżowa impreza pracowników filmu, a jednak tylu ludzi z zapartym tchem ją śledzi.
Oczywiście różnym ludziom różne rzeczy dech zapierają: jedni pragną naiwnie by nagrodzono wreszcie jakiś rzeczywiście dobry film, inni – by nagroda trafiła do ich pupila, jeszcze inni – by zdążono ją przyznać niektórym gwiazdom jeszcze przed ich śmiercią (np. Leonardo w tym roku to się udało). Nad Wisłą zaś czekano zawsze na jakąś nagrodę dla Polaka – choć przez lata nadzieje robiono sobie nikłe. Oscar dla Wajdy za całokształt twórczości to była taka jakby nagroda pocieszenia – miła, choć nieco przywiędła – i chyba już nikt się niczego w tej dziedzinie nie spodziewał. Dlatego tamtegoroczny sukces Idy wytrącił wszystkich z marazmu i wprawił w przekonanie, że nie żyjemy w filmowym zaścianku. Oczywiście – jak się okazało – przekonanie błędne.

Zaściankowość polskiego życia filmowego najpiękniej ujawniła się w minionym tygodniu, kiedy to Telewizja Narodowa w ramach przed-Oscarowej gorączki pokazała rzeczoną Idę szerokiej publiczności. Zrobiła to jednak w sposób iście niezwykły: opatrując film dyskredytującą informacją o jego nieobiektywności historycznej i poprzedzając dyskusją zażartych jego przeciwników. Tak aby nikomu przez chwilę się nie zdawało, że film ten może być dobry, bo przecież dobry być nie może, skoro prezentuje wizję niezgodną z aktualną polityką historyczną. Oceniać filmy oczywiście każdy może po swojemu, ale mnie bardziej zastanowiło, po co w takim razie ktoś tę biedną Idę w ogóle pokazywał. Tak jakby z jednej strony chciano się tym Oscarem pochwalić, a z drugiej strony odciąć od niego ideowo i moralnie. 

Jednak jak się dobrze zastanowić, to tylko pozornie niezwykłe postępowanie. Prawie 80 lat temu w pewnym mieście pewnego kraju też zorganizowano dziwną wystawę sztuki: zgromadzono na niej największe dzieła malarskiej awangardy Europy. Były tam obrazy Chagalla, Kandinsky’ego, Klee, Noldego, Picassa, Metzingera czy Mondriana – razem ponad 600 absolutnie genialnych płócien zgromadzonych w jednym miejscu, a każde z nich to marzenie miłośnika sztuki.

Jednak, jako że ich wymowa nie pasowała do panującej ideologii, opatrzono je wulgarnymi i ironicznymi komentarzami, tak, by nikomu się przypadkiem nie spodobały. Tłumnie odwiedzająca wystawę publiczność znajdowała się w nieco schizofrenicznej sytuacji: chłonęli swymi oczami arcydzieła i jednocześnie swymi uszami słyszeli, że to twory zdegenerowane. I choć tak właśnie ową wystawę nazwano – „zdegenerowaną sztuką” („Entartete Kunst”) – to jednak prezentowane na niej dzieła przetrwały do dziś, zaś o dumnym i pewnym siebie organizatorze wystawy, malarzu Adolfie Zieglerze (był przyjacielem innego Adolfa – również malarza), nie pamięta dziś prawie nikt. Takie to miałem skojarzenie w tę Oscarową noc.

1 Komentarz
user
skomentuj
Komentujesz jako:
user
monia monia 195.117.172.1 13.03.2016

jak zwykle świetny artykuł, celna i trafiająca w sedno puenta, nic dodać, nic ująć.

nr 49/2016
E-wydanie
elektroniczna wersja
"Życia Podkarpackiego"
w formacie PDF
przeglądaj
Przejdź na wersję Premium
dostęp do pełnych wersji artykułów
e-wydanie
prenumerata wydania papierowego
sprawdź wersję Premium