Życie Podkarpackie nr 49/2016 Życie Podkarpackie nr 49/2016

Życie Podkarpackie - informacje z regionu Przemyśla, Jarosławia, Lubaczowa, Przeworska

Życie.pl, nr 342/2016, Środa 7 grudnia 2016 r., Marcina i Ambrożego
Opublikowano
Przemyśl, Region
O laniu
Kilka dni temu w mediach pojawiła się informacja o pewnej szkole, w której dyrekcja nie zgodziła się na organizację tradycyjnej zabawy andrzejkowej. Sprawa odwołanych andrzejek – co oczywiste – musiała mnie zafrapować i okazała się wcale nie taka bagatelna, jakby się mogło wydawać.

Otóż uzasadnienie owej decyzji było proste i zaskakujące zarazem: władze szkoły uznały, że zabawa w wieczór św. Andrzeja jest obrzędem pogańskim i promuje ona niezgodne z wychowaniem chrześcijańskim praktyki, jakimi są wróżby, a zatem nie może być dla niej miejsca w murach placówki oświatowej. Z pewnego punktu widzenia ten tok rozumowania wydaje się właściwy. Skoro szkoła ma szerzyć oświatę, a więc oświecać młode umysły, to jasnym jest, że powinna ona przeciwstawiać się wszystkiemu, co stoi w sprzeczności z owym oświecaniem, a więc zabobonom, ciemnocie i irracjonalności. Tak więc oczywiście dyrekcja – jak to dyrekcja – miała rację: obrzędy andrzejkowe jako związane z pogańskimi, irracjonalnymi wierzeniami i oparte na przepowiadaniu przyszłości, z racjonalnym duchem nauki nijak pogodzić się nie dają.

A jednak wydaje mi się, że ideologiczna czujność pedagogów poszła nieco za daleko.

Po pierwsze bowiem, dzisiaj we wróżby (zwłaszcza matrymonialne) tak naprawdę nikt nie wierzy i wiadomo, że wieczór ku czci św. Andrzeja jest tylko pretekstem do szkolnej zabawy, podobnie jak półmetek czy studniówka. Wszyscy przecież kiedyś imprezowaliśmy w andrzejki, lejąc przy tym wosk, ale nie wyrośliśmy na szamanów czy wróżbitów.

Po drugie, samo lanie wosku to równie pogański i zarazem miły zwyczaj jak oblewanie się wodą na Wielkanoc, stawianie choinki na Boże Narodzenie czy palenie zniczy w Zaduszki. Niewiele tych zwyczajów przetrwało do naszych czasów, a do tego często nie zdajemy sobie sprawy, skąd się wzięły i co kiedyś znaczyły.

Dziś są raczej pustymi gestami, które jednak w jakiś sposób tworzą naszą wspólnotę – mieszkających pośrodku Europy Słowian.

Po trzecie wreszcie, jeśli szkoła ma służyć kształtowaniu narodowej tożsamości, to powinna raczej kultywować dawne tradycje (i przy okazji je tłumaczyć), a nie z nimi walczyć. Niestety, niektóre osoby publiczne pragną za wszelką cenę wymazać z naszego życia wspólnotowego wszystko, co nie pasuje do mitu Polski jako „przedmurza chrześcijaństwa”. Zapominają przy tym dość łatwo, że nasi przodkowie wierzyli kiedyś w inne religie.

Trochę smutne wydaje mi się wymazywanie tych ostatnich pozostałości po naszej zamierzchłej przeszłości. Bo na przykład Grecy z dumą pielęgnują swoje Partenony, Niemcy pieczołowicie hołubią Pieśni Nibelungów, Anglicy pęcznieją z dumy, patrząc na swoje kamienne kręgi, my zaś właściwie nie posiadamy prawie żadnych śladów naszej plemiennej wspólnoty. A przecież warto, by uczniowie wiedzieli, że nasza historia nie zaczęła się dopiero wraz z Mieszkiem I. I ze wszystkich lań – właśnie lanie wosku jest najmniej szkodliwe.

0 Komentarzy
user
skomentuj
Komentujesz jako:
nr 49/2016
E-wydanie
elektroniczna wersja
"Życia Podkarpackiego"
w formacie PDF
przeglądaj
Przejdź na wersję Premium
dostęp do pełnych wersji artykułów
e-wydanie
prenumerata wydania papierowego
sprawdź wersję Premium