Życie Podkarpackie nr 48/2016 Życie Podkarpackie nr 48/2016

Życie Podkarpackie - informacje z regionu Przemyśla, Jarosławia, Lubaczowa, Przeworska

Życie.pl, nr 339/2016, Niedziela 4 grudnia 2016 r., Barbary i Piotra
Opublikowano
„Żywot Dylana”
Czytam „Kroniki” Boba Dylana. Tom I. Dostałem w prezencie pod choinkę. Początkowo chciałem to odłożyć na półkę i odczekać, aż przyjdzie na to czas. Ale zacząłem. Kilka pokoleń wyśpiewało już przy ogniskach hymn „Blowin’ in the wind”. „Like a Rolling Stone”, to zdaniem znawców piosenka wszech czasów. Nie gorzej stoi też „Knockin on heaven’s door„. Idąc tym banalnym tropem można by przepisać coś z okładki i tekst gotowy. Jedno w tym przeszkadza. Sama książka.
Pisze o rodzinie – żonie i dzieciach. Kiedy odbiera doktorat honoris causa, przeżywa katusze.  Autor jest szczery aż do bólu. Kreśli swoją autobiografię językiem dosadnym, ale przejrzystym. Czyni to na tle tego wszystkiego, co działo się wtedy w Ameryce i na świecie. Nie unika prywatności. Kiedy umiera mu ojciec, wraca do swego dzieciństwa tymi oto słowami: „teraz nie było już sposobu, by powiedzieć mu to, czego nie potrafiłem powiedzieć wcześniej”. Kiedy na świecie zmiany – Dylan pisze o tym i śpiewa. Nie chce być zaszufladkowany jako buntownik i reprezentant pokolenia protestu. „Pismaki z uporem robiły ze mnie „sumienie” całego pokolenia. To było zabawne. Przecież śpiewałem tylko piosenki o nowej rzeczywistości”. Wyznaje, że bieżące wydarzenia, cała ta kulturalna nowomowa, osaczały go. Prawa obywatelskie, barykady, pacyfikacje, demonstranci kontra policja i związki zawodowe, eksplozje na ulicach, kipiący gniew, głośne i kłamliwe hasła, wolna miłość i ruch przeciwników pieniądza. Pisze: „Cały ten kram doprowadzał mnie do mdłości”. Kiedy się to czyta, wyraźnie widać, że historia się powtarza i zatacza swoje nieuchronne koło. Dylan spotyka masę ciekawych ludzi. Zmienia miejsce zamieszkania, by uniknąć pielgrzymek turystów i dziennikarzy złaknionych widoku gwiazdy. 

W laudacji nazywany jest znowu wyrazicielem niespokojnego sumienia Młodej Ameryki, który żyje w izolacji. „Zabrzmiało to tak, jakbym wolał siedzieć w żelaznym grobowcu, do którego wsuwają mi jedzenie na tacy”. I można by tak dalej cytować i opowiadać tę książkę, ale lepiej to przeczytać. Widać, jak od środka wygląda żywot folk singera, który, chcąc nie chcąc, stał się ikoną pop kultury. Laureat Grammy, Oscara i Pulitzera zapewne nie zawsze czuł się z tym dobrze, co zapisał na kartach książki. Trudno. Taki już los tych, co wyrastają ponad przeciętność. Wyznaje: „Chodziło mi o to, by pozostać wiernym sobie”. Chyba się udało . Ostatnio znowu nagrał płytę. Wykonuje standardy Franka Sinatry. Znalazłem osobliwą recenzję tego krążka. „Z nowymi płytami Dylana jest tak, jak z wizytą na świątecznym obiedzie u ekscentrycznej ciotki. Starsza pani wzbudza szacunek, ale nie przyjmuje tego do wiadomości. Serwuje całej rodzinie emocje, których się po niej nie spodziewaliśmy. Bob świetnie czuje się w tej roli”. Podobnie jest z książką. Czytając Kroniki, ma się wrażenie, że tkwi się w epicentrum zwariowanego świata, w którym żyje Dylan. Ożywa pytanie, które sam wyśpiewał. Przez ile dróg musi przejść każdy z nas, by mógł człowiekiem się stać? Odpowiedź jest prosta – odpowie ci bracie tylko wiatr.

0 Komentarzy
user
skomentuj
Komentujesz jako:
nr 48/2016
E-wydanie
elektroniczna wersja
"Życia Podkarpackiego"
w formacie PDF
przeglądaj
Przejdź na wersję Premium
dostęp do pełnych wersji artykułów
e-wydanie
prenumerata wydania papierowego
sprawdź wersję Premium
Sonda
Prezenty z okazji mikołajek lub pod choinkę...
  • Kupuję on-line
  • Wynajduję w małych sklepikach lub centrach handlowych
  • Stawiam na bony podarunkowe
  • Sam tworzę