Życie Podkarpackie nr 49/2016 Życie Podkarpackie nr 49/2016

Życie Podkarpackie - informacje z regionu Przemyśla, Jarosławia, Lubaczowa, Przeworska

Życie.pl, nr 342/2016, Środa 7 grudnia 2016 r., Marcina i Ambrożego
Opublikowano
Przeworsk
Równowaga
Piszę te słowa we wtorek rano, czyli dwa dni po sukcesie polskich piłkarzy. Gdy słucha się i czyta wypowiedzi polityków i dziennikarzy, można dojść do przekonania, że cały nasz naród zatracił się w zwycięskiej ekstazie. Jak wszyscy wiemy, entuzjazm wśród osobistości życia politycznego był tak wielki, że aż sam prezydent zaproponował (niby żartem na swoim profilu), aby dnia następnego szefowie w rodzimych firmach byli wyrozumiali dla swoich pracowników.

Rozumiem, że chodziło o to, by wybaczyli swoim podwładnym poranne kłopoty zdrowotne, spowodowane owym historycznym meczem. Domyślam się też wszakże, iż to nie zdarte od śpiewania hymnu gardła mieliby leczyć owi nieszczęśnicy, ani też zwichnięte od machania flagami obojczyki. W prośbie tej zawarty był raczej czytelny dla wszystkich domysł, że świętowanie awansu do Euro może się przeciągnąć do późnej nocy i dość mocno nadwyrężyć wątroby, żołądki, błędniki i kory mózgowe. A zatem rzecz w tym, by mocno wczorajszym kibicom trochę nazajutrz odpuścić.

Prośba ta spotkała się z dość szerokim aplauzem, oczywiście zwłaszcza u tych, którym trudne poniedziałkowe poranki już nieraz wcześniej dawały się we znaki. Do tej pory nieraz marzyli oni – czy to w momentach ostrego katzejammera lub tylko łagodnego kacyka – o ludzkim kierowniku, który pozwoli im kimnąć się w pracy albo o litościwej szefowej, która przymknie oko na ich wygląd (i nos na ich zapach). Iluż z nich oddałoby tydzień swego życia za dzień wolnego bez żadnych wyjaśnień. W rzeczywistości jednak nikt już dziś takich luzów w pracy nie daje. 

A jednak, jak było widać w niedzielę, w chwilach kibicowskiej euforii – tak rzadkich w przypadku naszej piłki – łza się w oku kręci nawet najbardziej zasadniczym twardzielom, a serca i umysły nieprzemakalnych technokratów topnieją jak wosk. Wszyscy politycy, niezależnie od opcji, zmiękli w ten niedzielny wieczór i skorzy stali się do wylewnych i ponadpartyjnych przejawów radości. Jakże się tu zatem dziwić, że także i prezydent tak empatycznie wmyślał się w swoich współobywateli? Inicjatywa to cenna, co więcej, dająca pewne perspektywy na przyszłość.

Rozumiem, że kibicowanie reprezentacji piłkarskiej do upadłego jest w tej optyce namiastką oddawania zdrowia za ojczyznę i stanowi najwyższy poziom poświęcenia. Ale dlaczegóż np. ktoś, kto w niedzielną noc się zaczyta w jakimś opasłym dziele literatury polskiej, nie miałby liczyć na choćby odrobinę litości? Albo czemuż nie miałby liczyć na zrozumienie w pracy ktoś, kto z teatru wróci nad ranem znękany do głębi tragedią takiego np. Samuela Zborowskiego? Albo czemuż nie obdarzyć specjalnymi względami kogoś, kto dzień wcześniej do późna próbował oglądać film polski? Dzięki temu duch w narodzie złapałby trochę równowagi, a niektóre grupy społeczne, zawody i płcie mogłyby się poczuć nieco bardziej dowartościowane. Choćby tak jak kibice. 

0 Komentarzy
user
skomentuj
Komentujesz jako:
nr 49/2016
E-wydanie
elektroniczna wersja
"Życia Podkarpackiego"
w formacie PDF
przeglądaj
Przejdź na wersję Premium
dostęp do pełnych wersji artykułów
e-wydanie
prenumerata wydania papierowego
sprawdź wersję Premium